11.11.2025, 19:07 ✶
Szliśmy dalej, chociaż tak naprawdę trudno było mówić o jakimkolwiek zorganizowanym marszu. Dla mnie to była raczej pijana wędrówka przez chaszcze, w której każdy krok wymagał negocjacji z własnym błędnikiem, nawet jeśli przez większą część życia nocne poszukiwania były dla mnie czymś znacznie bardziej naturalnym niż eleganckie przyjęcia. Ziemia pod stopami była miękka, paprocie sięgały do pasa, czasem wyżej, i tylko odgłos naszych kroków zdradzał, że nikt jeszcze nie padł twarzą w błoto.
Zrobiliśmy zaledwie kilka kroków, kiedy rozległ się pisk. Krótki, ostry, bardziej zaskoczony niż przestraszony, a zaraz potem szelest, trzask gałęzi i para wystrzeliła spomiędzy krzewów niczym stado spłoszonych ptaków. Mężczyzna i kobieta, ledwie zarysowani w półmroku, zniknęli między drzewami z taką prędkością, jakby gonili ich dementorzy. Kobieta potknęła się o paproć, on pociągnął ją za sobą, i w kilka sekund zniknęli w ciemności.
Zapanowała cisza, tak głęboka, że słychać było tylko bzyczenie komarów i oddalone echo muzyki z wesela. Zamarłem w miejscu, wpatrując się za nimi przez sekundę, starając się zachować powagę, ale wtedy usłyszałem ciche westchnięcie Sebastiana. Jeszcze zanim wszystko we mnie puściło, spojrzałem w kierunku kaznodziei - akurat w momencie, w którym stanął jak posąg, zasłaniając sobie oczy, z dłonią uniesioną do czoła w geście przeżegnania, nawet nie patrząc w kierunku, gdzie zniknęła ta nieszczęsna dwójka. Przeżegnał się, zrobił to z takim ciężarem, jakby właśnie był świadkiem najcięższego grzechu ludzkości. Nie dałem rady - zarechotałem głośno, zbyt głośno, ten dźwięk wyrwał mi się niekontrolowanie. Jego mina, coś pomiędzy obrzydzeniem a świętym smutkiem, była tak groteskowa, że nie wytrzymałem, szczególnie słysząc pozostałe komentarze. Parsknąłem śmiechem, próbując to zamaskować kaszlem, ale wyszło jeszcze gorzej. Chłodny wiatr poruszył liśćmi, a w oddali dało się słyszeć nawoływanie jakiegoś ptaka. Odchrząknąłem, przesuwając dłonią po karku, żeby się uspokoić, alkohol zrobił swoje - wszystko wydawało się śmieszniejsze, niż powinno.
- Okej, chodźmy? - Powiedziałem, jeszcze z uśmiechem. Wskazałem jakieś ślady prowadzące w drugą stronę, bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. Zanim kaznodzieja zacznie egzorcyzmować krzaki.
Zrobiliśmy zaledwie kilka kroków, kiedy rozległ się pisk. Krótki, ostry, bardziej zaskoczony niż przestraszony, a zaraz potem szelest, trzask gałęzi i para wystrzeliła spomiędzy krzewów niczym stado spłoszonych ptaków. Mężczyzna i kobieta, ledwie zarysowani w półmroku, zniknęli między drzewami z taką prędkością, jakby gonili ich dementorzy. Kobieta potknęła się o paproć, on pociągnął ją za sobą, i w kilka sekund zniknęli w ciemności.
Zapanowała cisza, tak głęboka, że słychać było tylko bzyczenie komarów i oddalone echo muzyki z wesela. Zamarłem w miejscu, wpatrując się za nimi przez sekundę, starając się zachować powagę, ale wtedy usłyszałem ciche westchnięcie Sebastiana. Jeszcze zanim wszystko we mnie puściło, spojrzałem w kierunku kaznodziei - akurat w momencie, w którym stanął jak posąg, zasłaniając sobie oczy, z dłonią uniesioną do czoła w geście przeżegnania, nawet nie patrząc w kierunku, gdzie zniknęła ta nieszczęsna dwójka. Przeżegnał się, zrobił to z takim ciężarem, jakby właśnie był świadkiem najcięższego grzechu ludzkości. Nie dałem rady - zarechotałem głośno, zbyt głośno, ten dźwięk wyrwał mi się niekontrolowanie. Jego mina, coś pomiędzy obrzydzeniem a świętym smutkiem, była tak groteskowa, że nie wytrzymałem, szczególnie słysząc pozostałe komentarze. Parsknąłem śmiechem, próbując to zamaskować kaszlem, ale wyszło jeszcze gorzej. Chłodny wiatr poruszył liśćmi, a w oddali dało się słyszeć nawoływanie jakiegoś ptaka. Odchrząknąłem, przesuwając dłonią po karku, żeby się uspokoić, alkohol zrobił swoje - wszystko wydawało się śmieszniejsze, niż powinno.
- Okej, chodźmy? - Powiedziałem, jeszcze z uśmiechem. Wskazałem jakieś ślady prowadzące w drugą stronę, bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. Zanim kaznodzieja zacznie egzorcyzmować krzaki.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)