23.02.2023, 23:27 ✶
- To bardzo przykre - stwierdził, a następnie kąciki jego ust poleciały w dół. Bardzo liczył na to, że przyczyna zalania była zupełnie inna, choć przeczuwał najgorsze (dlatego właśnie przeczesał wszystkie inne pokoje oprócz łazienki, którą zostawił towarzyszce). Przyglądał się dziewczynie smutnym wzrokiem.
Przyjęła to zaskakująco dobrze. Posłanie Green przodem okazało się świetnym pomysłem. Dziewczyna utrzymywała kamienną minę, uznał więc, że była po prostu twarda i widok martwego ciała nie wpłynął w żaden sposób na jej psychikę. Zerknął na nią z większym niż wcześniej uznaniem, bo był pewien, że dla niego nie byłoby tak łatwe, zwłaszcza że znał starszą panią. Nie był z nią może jakoś mocno zżyty, ale lubił ją wystarczająco, by nie chcieć za żadne skarby oglądać jej trupa.
- Powinniśmy chyba kogoś o tym poinformować, prawda? - zapytał przeciągle po chwili zawahania się, wciąż trawiąc w myślach smutną informację. Mackenzie nie zachowywała się inaczej niż zwykle, więc pominął budujące słowa lub pocieszające gesty po przykrym doświadczeniu, jakim było znalezienie kogoś martwego. Skupił się na konkretach, na tym, co trzeba zrobić w takiej sytuacji.
Wcześniej dostrzegł sowią klatkę w kuchni, więc teraz wiedział, gdzie znaleźć ptaka kobiety. Przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia, po czym chwycił za kartkę i pióro (nie musiał ich nawet szukać, leżały tuż obok klatki). Wypisał notatkę zawierającą kilka zdań dla stróżów prawa z ministerstwa, trochę przy tym podkolorowując to i owo, żeby skłonić brygadzistów do jak najszybszego zajęcia się sprawą, po czym otworzył drzwiczki do metalowej sypialni sowy. Ta nastroszyła pióra, najwyraźniej wyczuwając, że coś było nie tak.
- Już dobrze, spokojnie… - powiedział do zwierzaka. Jego uspokajający ton, połączony z dłonią masująca główkę małego listonosza podziałały na tyle dobrze, że sowa przestała patrzeć na niego nieufnie. Wepchnął jej kartkę papieru do dzioba. - Zabierz to do ministerstwa. To bardzo ważne – poinstruował stworzenie, które szybko wyleciało przez uchylone okno. Mieli szczęście, że byli w Londynie. Sowie nie powinno zająć dużo czasu dotarcie do magicznego ministerstwa.
Wrócił tam, gdzie zostawił blondynkę. Minę miał zmieszaną – niewesołe okoliczności nie były jego żywiołem, nie wiedział do końca jak się zachować. Zazwyczaj potrafił uratować rozmowę jakąś śmieszną opowieścią lub żartem. Te, z oczywistych powodów, nie pasowały do okoliczności. Pozbawiony swojej najlepszej broni spojrzał badawczo na miotlarę.
- Porobiło się, prawda? - spytał się i podrapał się po głowie. Drugą dłonią zaś mocno przytrzymywał kołdrę na ramionach, by nie osunęła się na mokrą podłogę. – Wysłałem list do ministerstwa i poprosiłem, by kogoś przysłali. Nie jestem pewien, ile zejdzie, nim ktoś od nich się tu zjawi.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Przyjęła to zaskakująco dobrze. Posłanie Green przodem okazało się świetnym pomysłem. Dziewczyna utrzymywała kamienną minę, uznał więc, że była po prostu twarda i widok martwego ciała nie wpłynął w żaden sposób na jej psychikę. Zerknął na nią z większym niż wcześniej uznaniem, bo był pewien, że dla niego nie byłoby tak łatwe, zwłaszcza że znał starszą panią. Nie był z nią może jakoś mocno zżyty, ale lubił ją wystarczająco, by nie chcieć za żadne skarby oglądać jej trupa.
- Powinniśmy chyba kogoś o tym poinformować, prawda? - zapytał przeciągle po chwili zawahania się, wciąż trawiąc w myślach smutną informację. Mackenzie nie zachowywała się inaczej niż zwykle, więc pominął budujące słowa lub pocieszające gesty po przykrym doświadczeniu, jakim było znalezienie kogoś martwego. Skupił się na konkretach, na tym, co trzeba zrobić w takiej sytuacji.
Wcześniej dostrzegł sowią klatkę w kuchni, więc teraz wiedział, gdzie znaleźć ptaka kobiety. Przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia, po czym chwycił za kartkę i pióro (nie musiał ich nawet szukać, leżały tuż obok klatki). Wypisał notatkę zawierającą kilka zdań dla stróżów prawa z ministerstwa, trochę przy tym podkolorowując to i owo, żeby skłonić brygadzistów do jak najszybszego zajęcia się sprawą, po czym otworzył drzwiczki do metalowej sypialni sowy. Ta nastroszyła pióra, najwyraźniej wyczuwając, że coś było nie tak.
- Już dobrze, spokojnie… - powiedział do zwierzaka. Jego uspokajający ton, połączony z dłonią masująca główkę małego listonosza podziałały na tyle dobrze, że sowa przestała patrzeć na niego nieufnie. Wepchnął jej kartkę papieru do dzioba. - Zabierz to do ministerstwa. To bardzo ważne – poinstruował stworzenie, które szybko wyleciało przez uchylone okno. Mieli szczęście, że byli w Londynie. Sowie nie powinno zająć dużo czasu dotarcie do magicznego ministerstwa.
Wrócił tam, gdzie zostawił blondynkę. Minę miał zmieszaną – niewesołe okoliczności nie były jego żywiołem, nie wiedział do końca jak się zachować. Zazwyczaj potrafił uratować rozmowę jakąś śmieszną opowieścią lub żartem. Te, z oczywistych powodów, nie pasowały do okoliczności. Pozbawiony swojej najlepszej broni spojrzał badawczo na miotlarę.
- Porobiło się, prawda? - spytał się i podrapał się po głowie. Drugą dłonią zaś mocno przytrzymywał kołdrę na ramionach, by nie osunęła się na mokrą podłogę. – Wysłałem list do ministerstwa i poprosiłem, by kogoś przysłali. Nie jestem pewien, ile zejdzie, nim ktoś od nich się tu zjawi.
(Treść listu wysłanego do Departamentu przestrzegania prawa czarodziejów. Na samym końcu wpisano adres mieszkania Pani Weasley.)
Szanowni Państwo,
Chciałbym poinformować o bardzo przykrym zdarzeniu, do jakiego doszło w okolicy. Dzięki swojej niezwykłej czujności odkryłem w lokalu znajdującym się nad moim mieszkaniem martwe ciało mojej sąsiadki. Jako laik nie jestem w stanie stwierdzić, czy jej nagłe zejście było efektem wypadku, problemów zdrowotnych, czy czegoś dużo, dużo gorszego.
Pani Weasley była podporą społeczności, osobą o dużej renomie, rozpoznawalną i podziwianą. Jesteśmy przerażeni i zdruzgotani jej śmiercią. Brak tak ważnej osobistości będzie odczuwalny przez wielu, stąd za niezwykle istotne uznaje jak najszybsze rozwiązanie tajemnicy jej odejścia przez profesjonalistów. Proszę o pilne przesłanie waszych najlepszych brygadzistów oraz aurorów, osób o bystrym i lotnym umyśle, których umiejętności są proporcjonalne do siły i niezwykłości charakteru denatki.
Podziwiam waszą ciężką pracę i oddanie,
Theodore Lovegood
Chciałbym poinformować o bardzo przykrym zdarzeniu, do jakiego doszło w okolicy. Dzięki swojej niezwykłej czujności odkryłem w lokalu znajdującym się nad moim mieszkaniem martwe ciało mojej sąsiadki. Jako laik nie jestem w stanie stwierdzić, czy jej nagłe zejście było efektem wypadku, problemów zdrowotnych, czy czegoś dużo, dużo gorszego.
Pani Weasley była podporą społeczności, osobą o dużej renomie, rozpoznawalną i podziwianą. Jesteśmy przerażeni i zdruzgotani jej śmiercią. Brak tak ważnej osobistości będzie odczuwalny przez wielu, stąd za niezwykle istotne uznaje jak najszybsze rozwiązanie tajemnicy jej odejścia przez profesjonalistów. Proszę o pilne przesłanie waszych najlepszych brygadzistów oraz aurorów, osób o bystrym i lotnym umyśle, których umiejętności są proporcjonalne do siły i niezwykłości charakteru denatki.
Podziwiam waszą ciężką pracę i oddanie,
Theodore Lovegood