11.11.2025, 20:57 ✶
W gruncie rzeczy Brenna – i Warownia – mieli szczęście, że Heather pojawiła się właśnie w tym momencie. Ogień wywoływał w Brennie panikę, i w efekcie nie byłaby pewnie w stanie ogarnąć się na tyle, by go ugasić. Nie od razu przynajmniej. Tutaj, na otwartej przestrzeni, mogła uciec i… choć naprawdę nie przywykła do uciekania… ten raz prawdopodobnie by to zrobiła.
Nie dostrzegła nawet w pierwszej chwili Wood. Tylko wodę, która sprawiła, że ogień wygasł z sykiem, a w górę wzbiły się kłęby dymu i gorącej pary. A Brenna spoglądała przez moment na miejsce, gdzie chwilę wcześniej tliły się płomienie, nie do końca pewna, czy były prawdziwe. Naprawdę czuła dym, czy może to też było dzieło jej wyobraźni? W tej chwili niesamowicie cieszyła się, że napisała do Philippy, choć do niedawna myśl o wizycie u hipnotyzera tak ją przerażała.
– Dzięki – powiedziała w końcu, a potem odwróciła się, słysząc głos brata. Odruchowo posłała mu uśmiech, chociaż tak naprawdę była bardzo daleka od wesołości, a i w ciemnościach nie mógł tego zauważyć. Gdy pomyślała o tym już zamierzała spróbować rzucić lumos, ale…
…co jeżeli znów rzuciłaby nie ten czar?
Co jeżeli tym razem skrzywdziłaby któreś z nich?
Musiała coś z tym zrobić. Do diabła, skoro w Mungu nie pomogli, jeżeli hipnoza nie zadziała, pozostanie jej… Nie. Nie mogła zgłosić się do Lecznicy Dusz, za dużo wiedziała. Zamknie się w piwnicy Warowni? Bez różdżki?
– To nie była pułapka. To znaczy… nie wydaje mi się. Spadłam ze schodów i sknociłam zaklęcie – wyjaśniła, bardzo starając się nie pozwolić, by głos jej zadrżał. Kłamała? Nie, oczywiście, że nie: faktycznie zleciała ze schodków, przewróciła się i naprawdę schrzaniła czar wyczarowujący wodę tak, że bardziej już się nie dało. W końcu zamiast wody przywołała ogień. A nie chciała ich bardziej denerwować po tym wyczerpującym wieczorze. – Ale raczej spadłam z nich w wyniku własnej inwencji, nie jakieś pułapki.
Przesunęła wzrokiem po zniszczeniach. Cóż, po tym, co tutaj się stało kilkanaście dni temu, nie wyglądały aż tak źle.
– Nikogo nie widzieliście w pobliżu? – upewniła się jeszcze. Sama teleportowała się, ale Heather widziała okolicę z góry. Niestety, niewiele było miejsc, w których mogli faktycznie bezpiecznie porozmawiać, a Warownię wybrała głównie dlatego… że raczej nikt nie powinien spodziewać się, że mieszkańcy pojawią się tutaj teraz w środku nocy. – Spytałabym, co dokładnie się działo, kiedy byłam za drzwiami, ale chyba zacznę od innego pytania. Czy chcecie o tym mówić?
Nie dostrzegła nawet w pierwszej chwili Wood. Tylko wodę, która sprawiła, że ogień wygasł z sykiem, a w górę wzbiły się kłęby dymu i gorącej pary. A Brenna spoglądała przez moment na miejsce, gdzie chwilę wcześniej tliły się płomienie, nie do końca pewna, czy były prawdziwe. Naprawdę czuła dym, czy może to też było dzieło jej wyobraźni? W tej chwili niesamowicie cieszyła się, że napisała do Philippy, choć do niedawna myśl o wizycie u hipnotyzera tak ją przerażała.
– Dzięki – powiedziała w końcu, a potem odwróciła się, słysząc głos brata. Odruchowo posłała mu uśmiech, chociaż tak naprawdę była bardzo daleka od wesołości, a i w ciemnościach nie mógł tego zauważyć. Gdy pomyślała o tym już zamierzała spróbować rzucić lumos, ale…
…co jeżeli znów rzuciłaby nie ten czar?
Co jeżeli tym razem skrzywdziłaby któreś z nich?
Musiała coś z tym zrobić. Do diabła, skoro w Mungu nie pomogli, jeżeli hipnoza nie zadziała, pozostanie jej… Nie. Nie mogła zgłosić się do Lecznicy Dusz, za dużo wiedziała. Zamknie się w piwnicy Warowni? Bez różdżki?
– To nie była pułapka. To znaczy… nie wydaje mi się. Spadłam ze schodów i sknociłam zaklęcie – wyjaśniła, bardzo starając się nie pozwolić, by głos jej zadrżał. Kłamała? Nie, oczywiście, że nie: faktycznie zleciała ze schodków, przewróciła się i naprawdę schrzaniła czar wyczarowujący wodę tak, że bardziej już się nie dało. W końcu zamiast wody przywołała ogień. A nie chciała ich bardziej denerwować po tym wyczerpującym wieczorze. – Ale raczej spadłam z nich w wyniku własnej inwencji, nie jakieś pułapki.
Przesunęła wzrokiem po zniszczeniach. Cóż, po tym, co tutaj się stało kilkanaście dni temu, nie wyglądały aż tak źle.
– Nikogo nie widzieliście w pobliżu? – upewniła się jeszcze. Sama teleportowała się, ale Heather widziała okolicę z góry. Niestety, niewiele było miejsc, w których mogli faktycznie bezpiecznie porozmawiać, a Warownię wybrała głównie dlatego… że raczej nikt nie powinien spodziewać się, że mieszkańcy pojawią się tutaj teraz w środku nocy. – Spytałabym, co dokładnie się działo, kiedy byłam za drzwiami, ale chyba zacznę od innego pytania. Czy chcecie o tym mówić?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.