11.11.2025, 21:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2025, 22:18 przez Aaron Andrew Moody.)
Taniec z Geraldine.
– Przywilejem ojców jest chwalić się przed wszystkimi dokonaniami swych dzieci – odpowiedział Geraldine, jedną ręką delikatnie opierając na jej plecach, drugą – ujmując dłoń. Czy mógł wyczuć na niej zgrubienia pochodzące od posługiwania się łukiem? – Nieważne, czy chodzi o pierwsze wypowiedziane słowo, pierwszą pozytywną ocenę w szkole... Czy o poroże pierwszego upolowanego jelenia – zażartował, nawiązując do pasji, jaką Gerard współdzielił ze swą jedyną córką, choć zachował przy tym poważną minę. Moody wcale niedawno poprosił ojca Geraldine o dyskretne polecenie mu dobrego speca od magicznych stworzeń. A kto mógłby poświadczyć o wartości ekspertyzy lepiej od przewodniczącego koła łowieckiego Artemis?
Rzeczywiście, Geraldine była bardzo zręczną tancerką, bo mimo jego prowadzenia, sama doskonale wiedziała, kiedy, i jak się obracać. Aaronowi popisy nie były w głowie. Poruszał się tak, aby to dziewczyna mogła błyszczeć, w sztywny, choć poprawny sposób prowadząc ją po parkiecie. Chociaż zależało mu na podtrzymaniu rozmowy, wciąż rozglądał się po sali.
– Gerard wspominał, że jesteś doskonałą łowczynią – powiedział, tonem sugerującym, że podziela aprobatę jej ojca. – Pozdrów go ode mnie. Nie wiem, kiedy będziemy mieli znowu przyjemność. Praca – dodał. – Choć moja córka mówi, że praca to moja wymówka na wszystko. Ale jak się ma syna po kursach aurorskich, a córkę z egzaminami brygadierki... Praca jest wszystkim. – Wreszcie skupił na tańczącej z nim dziewczynie pełnię swej uwagi. – Dobrze kojarzę, że znacie się bliżej z Millie?
– Przywilejem ojców jest chwalić się przed wszystkimi dokonaniami swych dzieci – odpowiedział Geraldine, jedną ręką delikatnie opierając na jej plecach, drugą – ujmując dłoń. Czy mógł wyczuć na niej zgrubienia pochodzące od posługiwania się łukiem? – Nieważne, czy chodzi o pierwsze wypowiedziane słowo, pierwszą pozytywną ocenę w szkole... Czy o poroże pierwszego upolowanego jelenia – zażartował, nawiązując do pasji, jaką Gerard współdzielił ze swą jedyną córką, choć zachował przy tym poważną minę. Moody wcale niedawno poprosił ojca Geraldine o dyskretne polecenie mu dobrego speca od magicznych stworzeń. A kto mógłby poświadczyć o wartości ekspertyzy lepiej od przewodniczącego koła łowieckiego Artemis?
Trigger Warning: horror pracy aurora (Odkryj)
Moody prowadził wówczas sprawę czarnoksiężnika, który parał się czarami z pogranicza transmutacji i nekromancji. Zmiennoskóry, tak o sobie mówił. Zdrowo popierdolony typ, który chciał zbudować sobie własną armię nieumarłych bestii. Prowadził eksperymenty zarówno na ludziach, jak i na zwierzętach, otoczony ich gnijącymi ciałami niby trofeami myśliwskimi. Trofea zaś sprzedawał na czarnym rynku, co stanowiło jego główne źródło finansowania. W taki właśnie sposób wpadł. Po wielu godzinach tropienia, w trakcie których Moody przedzierać musiał się przez leśną głuszę, w końcu udało mu się znaleźć jego leże. A w tym leżu, otoczony smrodem rozkładu i czarnej magii, Zmiennoskóry. Gdy Moody trafił go zaklęciem w pierś, Zmiennoskóry zaczął po prostu wyć. Chyba to było najbardziej przerażające. Zawodzenie, jakie wydostało się z jego gardła, nie należało do człowieka. Obudziło jednak tych, którzy ludźmi niegdyś byli, ale w wyniku straszliwych eksperymentów czarnoksiężnika, przemienieni zostali w coś bliższego potworom. Na początku atakowali aurorów na mocy woli swego pana, potem jednak siła pętających ich czarów osłabła. Zwijali się więc w boleściach, na przemian to wyjąc nieartykułowanie, niczym zwierzęta, na przemian to prosząc łamiącymi się, ludzkimi głosami o pomoc. Czarnoksiężnik nie zdołał przejąć w pełno władzy nad ich świadomością. Wsadzili go do magicznie wzmacnianej klatki, podobnej do tej, w której zwykł więzić swe ofiary. Wyrokiem Wizengamotu, skazano go na pocałunek dementora. Po tym już nie krzyczał. Snuł się sennie po swej celi jak zwierzę zamknięte w klatce. Ale to nie jego krzyki prześladowały Moody'ego w snach. Prześladowały go krzyki ludzi, których Zmiennoskóry był oprawcą. Na szczęście, nie zdarzyło mu nigdy wybudzić z jednego z tych snów wtedy, gdy nocowała u niego Lorien.
– Gerard wspominał, że jesteś doskonałą łowczynią – powiedział, tonem sugerującym, że podziela aprobatę jej ojca. – Pozdrów go ode mnie. Nie wiem, kiedy będziemy mieli znowu przyjemność. Praca – dodał. – Choć moja córka mówi, że praca to moja wymówka na wszystko. Ale jak się ma syna po kursach aurorskich, a córkę z egzaminami brygadierki... Praca jest wszystkim. – Wreszcie skupił na tańczącej z nim dziewczynie pełnię swej uwagi. – Dobrze kojarzę, że znacie się bliżej z Millie?
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.