11.11.2025, 21:36 ✶
Przez ułamek sekundy Brenna rozważała, czy powinna obrazić się w imieniu Sama, ale doszła do wniosku, że Thoran właściwie wyglądał zupełnie inaczej niż Samuel. Niby ta sama twarz, wykrzywiająca się jednak w inny sposób: do pewnego stopnia nienaturalny.
I pomyśleć, że pierwotnie Brenna uznała, że być może ojciec Sama pochodził z Yaxleyów i to dlatego matka tak zazdrośnie ukrywała go w lesie, pełna obaw, co zrobi rodzina dawnego kochanka, jeżeli odkryje prawdę.
Kiwnęła głową z aprobatą, bo zabranie stąd Luny było dobrym pomysłem, podobnie jak poinformowanie skrzatki, co zamierzają. Tak na wypadek, gdyby klapa w podłodze je zeżarła. W każdym razie Brenna z pewnym trudem tę uniosła i odrzuciła – ukazując wejście gdzieś w dół. W ciemność.
Pochyliła się, spoglądając w dół, widziała jednak głównie mrok. Nic na nią nie skoczyło. Nie słyszała i bębnów. Nie ruszała się przez długą chwilę, wypatrując ruchów w ciemności, nasłuchując odgłosów, nie było jednak niczego takiego. Głęboko wciągnęła powietrze, bo czasem zapach wiele mówił… Na szczęście albo nieszczęście jedynym, co czuła, był piwniczy zapach i może trochę dymu. Wyciągnęła więc różdżkę i machnęła nią, usiłując przyzwać światło, które rozświetli pomieszczenie i już miała po prostu chwycić drabinkę, która wiodła w dół… gdy odezwał się rozsądek. Albo ta część Brenny, która zawsze spodziewała się najgorszego, i w tej chwili podszeptywała, że one zejdą, a klapa się nad nimi zamknie, znów stanie się niewidoczna i nawet biedna Strzałka nie pomoże.
– Możemy ustawić na niej tego kwiatka? Albo… nie wiem, przesuniesz translokacją biurko? – zaproponowała, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś, czym można by zablokować otwartą i odrzuconą na bok klapę. – Wiem, że zabrzmię jak totalna paranoiczka, ale tak sobie myślę, że skoro w twojej kamienicy pojawiła się jakaś dziwna piwnica, której tu nie było, że nie chciałabym w niej utknąć… – powiedziała. I poczekała grzecznie na odpowiedź, sprawdzając jednocześnie wolną dłonią, czy drabinka na pewno nie jest jakąś formą pułapki, ale wyglądało na to, że utrzyma jej ciężar. Brenna więc ostatecznie chwyciła ją, by trochę się zniżyć w dół i zeskoczyć ostatni metr na piwniczną podłogę.
Chyba podświadomie spodziewała się, że coś spróbuje natychmiast ją zjeść.
kształtowanie, światło
I pomyśleć, że pierwotnie Brenna uznała, że być może ojciec Sama pochodził z Yaxleyów i to dlatego matka tak zazdrośnie ukrywała go w lesie, pełna obaw, co zrobi rodzina dawnego kochanka, jeżeli odkryje prawdę.
Kiwnęła głową z aprobatą, bo zabranie stąd Luny było dobrym pomysłem, podobnie jak poinformowanie skrzatki, co zamierzają. Tak na wypadek, gdyby klapa w podłodze je zeżarła. W każdym razie Brenna z pewnym trudem tę uniosła i odrzuciła – ukazując wejście gdzieś w dół. W ciemność.
Pochyliła się, spoglądając w dół, widziała jednak głównie mrok. Nic na nią nie skoczyło. Nie słyszała i bębnów. Nie ruszała się przez długą chwilę, wypatrując ruchów w ciemności, nasłuchując odgłosów, nie było jednak niczego takiego. Głęboko wciągnęła powietrze, bo czasem zapach wiele mówił… Na szczęście albo nieszczęście jedynym, co czuła, był piwniczy zapach i może trochę dymu. Wyciągnęła więc różdżkę i machnęła nią, usiłując przyzwać światło, które rozświetli pomieszczenie i już miała po prostu chwycić drabinkę, która wiodła w dół… gdy odezwał się rozsądek. Albo ta część Brenny, która zawsze spodziewała się najgorszego, i w tej chwili podszeptywała, że one zejdą, a klapa się nad nimi zamknie, znów stanie się niewidoczna i nawet biedna Strzałka nie pomoże.
– Możemy ustawić na niej tego kwiatka? Albo… nie wiem, przesuniesz translokacją biurko? – zaproponowała, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś, czym można by zablokować otwartą i odrzuconą na bok klapę. – Wiem, że zabrzmię jak totalna paranoiczka, ale tak sobie myślę, że skoro w twojej kamienicy pojawiła się jakaś dziwna piwnica, której tu nie było, że nie chciałabym w niej utknąć… – powiedziała. I poczekała grzecznie na odpowiedź, sprawdzając jednocześnie wolną dłonią, czy drabinka na pewno nie jest jakąś formą pułapki, ale wyglądało na to, że utrzyma jej ciężar. Brenna więc ostatecznie chwyciła ją, by trochę się zniżyć w dół i zeskoczyć ostatni metr na piwniczną podłogę.
Chyba podświadomie spodziewała się, że coś spróbuje natychmiast ją zjeść.
kształtowanie, światło
Rzut W 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.