12.11.2025, 17:59 ✶
Klubokawiarnia.
Obecnie to była trochę klubo i zdecydowanie nie kawiarnia. Powywalane stoliki, krzesła w nieładzie, ogołocona wystawka z jedzeniem, które przecież trzeba było komuś dać dla podtrzymania morale. Dużo było dzieci. Dużo kobiet. Dużo hałasu i bałaganu i kaszlących ludzi.
Wszędzie pełno sadzy - to było najgorsze. Wszystko ujebane po pachy, a czego człowiek nie dotknął to czarne.
Trudno.
Herbatę w końcu też polewała czarną do kurwy nędzy.
- Co ja? - zdziwiła się na to pytanie, chociaż może nie powinna dziwić aż tak. Wojna budziła w ludziach to co najgorsze ale też to co najlepsze. Troska o innych. Wartościowa sprawa. - Ja tam sobie radzę, mój kumpel oberwał szybą… taką szybą co ja ją miałam w ryj dostać czaisz? - przycupnęła na moment obok blondynki i w sumie sama sobie wzięła jeden z kubeczków aby polać na gardło zmęczone od gadania ze wszystkimi. Problem z Moody był jednak taki, że sama w ten sposób rozładowywała swoje napięcie, a miała go dość sporo… - Pojebana sprawa, wyszedł na mnie jakiś upiór z dymu, powiedziałabym że mi do końca odjebało, ale hej, raczej nie, bo to w końcu złodupny ogień z nieba, to i upiory mogły jakieś wychodzić. - nagle ta mistrzyni charyzmy i pocieszania innych zreflektowała się, że może nie powinna obcej babie demotywującej gatki o koszmarzydłach z płomieni opowiadać. Upiła wrzątku. Opatrzyła się. - A Ty jak? Jest ok? Nic Ci nie połamało? Sama jesteś tutaj czy z kimś? - policyjna rutyna wyłaziła z niej uszami, lada moment zacznie raport… a nie, to na pewno nie, do raportów była przecież ostatnia, zwłaszcza teraz na hehe chorobowym. - Pojebane to wszystko co nie? Ciastka niestety wyszły. Już nie miałam pod którą ladę zaglądać serio. - przyznała nie chcąc mówić dalej o straszydłach, ale w sumie brak ciastek też potrafił być dojmujący. Otarła czoło. Zostawiła na nim jeszcze większą czarną smugę. - Pierdolone gówno. skomentowała kwieciście czarność przylepiającą się do wszystkich i wszystkiego.
Obecnie to była trochę klubo i zdecydowanie nie kawiarnia. Powywalane stoliki, krzesła w nieładzie, ogołocona wystawka z jedzeniem, które przecież trzeba było komuś dać dla podtrzymania morale. Dużo było dzieci. Dużo kobiet. Dużo hałasu i bałaganu i kaszlących ludzi.
Wszędzie pełno sadzy - to było najgorsze. Wszystko ujebane po pachy, a czego człowiek nie dotknął to czarne.
Trudno.
Herbatę w końcu też polewała czarną do kurwy nędzy.
- Co ja? - zdziwiła się na to pytanie, chociaż może nie powinna dziwić aż tak. Wojna budziła w ludziach to co najgorsze ale też to co najlepsze. Troska o innych. Wartościowa sprawa. - Ja tam sobie radzę, mój kumpel oberwał szybą… taką szybą co ja ją miałam w ryj dostać czaisz? - przycupnęła na moment obok blondynki i w sumie sama sobie wzięła jeden z kubeczków aby polać na gardło zmęczone od gadania ze wszystkimi. Problem z Moody był jednak taki, że sama w ten sposób rozładowywała swoje napięcie, a miała go dość sporo… - Pojebana sprawa, wyszedł na mnie jakiś upiór z dymu, powiedziałabym że mi do końca odjebało, ale hej, raczej nie, bo to w końcu złodupny ogień z nieba, to i upiory mogły jakieś wychodzić. - nagle ta mistrzyni charyzmy i pocieszania innych zreflektowała się, że może nie powinna obcej babie demotywującej gatki o koszmarzydłach z płomieni opowiadać. Upiła wrzątku. Opatrzyła się. - A Ty jak? Jest ok? Nic Ci nie połamało? Sama jesteś tutaj czy z kimś? - policyjna rutyna wyłaziła z niej uszami, lada moment zacznie raport… a nie, to na pewno nie, do raportów była przecież ostatnia, zwłaszcza teraz na hehe chorobowym. - Pojebane to wszystko co nie? Ciastka niestety wyszły. Już nie miałam pod którą ladę zaglądać serio. - przyznała nie chcąc mówić dalej o straszydłach, ale w sumie brak ciastek też potrafił być dojmujący. Otarła czoło. Zostawiła na nim jeszcze większą czarną smugę. - Pierdolone gówno. skomentowała kwieciście czarność przylepiającą się do wszystkich i wszystkiego.
Korzystam z karty lokacji Klubokawiarnia Nory