12.11.2025, 18:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2025, 18:08 przez Brenna Longbottom.)
Światło wypełniało pomieszczenie, wyciągając z mroku coś, co Brenna bardzo chciałaby móc określić w jakikolwiek inny sposób niż „ołtarz”, ale jakoś żadne inne słowo nie przychodziło jej do głowy. Obróciła się ku niemu, przypatrując się świecom, od dawna wypalonym i bębnowi, pokrytemu czymś czerwonym, co prawdopodobnie było krwią, a wyraz jej twarzy stał się ponury.
Może to był Thoran Yaxley, a może nie. Ale ktokolwiek to zrobił, w najlepszym razie miał nierówno pod sufitem. W najgorszym kogoś tutaj skrzywdził.
– Nigdy. To starsze małżeństwo pewnie nie wyglądało, jakby trzymało w piwnicy zakrwawione bębny? – mruknęła Brenna, nie od razu ruszając się z miejsca. Zwykle w takich sytuacjach sprawdzało się byłych właścicieli, chociaż Thoran, zważywszy na to, że chętnie darł w sąsiedztwie mordę i zdawał się lubić afrykańskie bębny, też był mocnym podejrzanym.
Jej wzrok przesuwał się po podłodze i po ścianach, w poszukiwaniu ewentualnych pułapek, a potem mocniej zacisnęła palce na różdżce, kiedy Victoria rzuciła zaklęcie rozpraszające. Światło nie zgasło, zamigotało jednak na sekundę, świadcząc o tym, że czar się udał. Dopiero wtedy zrobiła ostrożny krok bliżej bębna. Modły? Oby, ale...
To naprawdę wyglądało jak krew.
Pół biedy, jeśli była zwierzęca. Bo jeżeli ludzka, to miały tutaj nie tylko dzieła maniaka, ale miejsce zbrodni.
– Mogłabym się przemienić i się upewnić, ale chyba nie ma co się łudzić, że to farba… – westchnęła i uniosła różdżkę, tym razem by spojrzeć ku sufitowi. – Zastanawiam się, czy może tu być jakieś inne wejście. Wiesz, z tej kamienicy, w której on mieszkał.
Nie dostrzegała jednak żadnego zarysu innej klapy w podłodze ani drzwi, za którymi mogłyby kryć się schody. Miejsce wyglądało na porzucone już od jakiegoś czasu, ale czy mogło być takie od lat…? Więc i siostry Lestrange, i poprzedni właściciele niczego nie zauważyli? Chyba gdyby wiedzieli, pozbyliby się przynajmniej tego bębna przed sprzedażą…
– Może był zaczarowany, żeby sam grał… ale to tak bardzo bez sensu – powiedziała, znów spoglądając na instrument, pokryty krwią. Bo przecież tą grą „zwracał uwagę”. A ktoś ukrył wejście. Absurdalne zachowanie... całkiem pasujące do Yaxleya.
Może to był Thoran Yaxley, a może nie. Ale ktokolwiek to zrobił, w najlepszym razie miał nierówno pod sufitem. W najgorszym kogoś tutaj skrzywdził.
– Nigdy. To starsze małżeństwo pewnie nie wyglądało, jakby trzymało w piwnicy zakrwawione bębny? – mruknęła Brenna, nie od razu ruszając się z miejsca. Zwykle w takich sytuacjach sprawdzało się byłych właścicieli, chociaż Thoran, zważywszy na to, że chętnie darł w sąsiedztwie mordę i zdawał się lubić afrykańskie bębny, też był mocnym podejrzanym.
Jej wzrok przesuwał się po podłodze i po ścianach, w poszukiwaniu ewentualnych pułapek, a potem mocniej zacisnęła palce na różdżce, kiedy Victoria rzuciła zaklęcie rozpraszające. Światło nie zgasło, zamigotało jednak na sekundę, świadcząc o tym, że czar się udał. Dopiero wtedy zrobiła ostrożny krok bliżej bębna. Modły? Oby, ale...
To naprawdę wyglądało jak krew.
Pół biedy, jeśli była zwierzęca. Bo jeżeli ludzka, to miały tutaj nie tylko dzieła maniaka, ale miejsce zbrodni.
– Mogłabym się przemienić i się upewnić, ale chyba nie ma co się łudzić, że to farba… – westchnęła i uniosła różdżkę, tym razem by spojrzeć ku sufitowi. – Zastanawiam się, czy może tu być jakieś inne wejście. Wiesz, z tej kamienicy, w której on mieszkał.
Nie dostrzegała jednak żadnego zarysu innej klapy w podłodze ani drzwi, za którymi mogłyby kryć się schody. Miejsce wyglądało na porzucone już od jakiegoś czasu, ale czy mogło być takie od lat…? Więc i siostry Lestrange, i poprzedni właściciele niczego nie zauważyli? Chyba gdyby wiedzieli, pozbyliby się przynajmniej tego bębna przed sprzedażą…
– Może był zaczarowany, żeby sam grał… ale to tak bardzo bez sensu – powiedziała, znów spoglądając na instrument, pokryty krwią. Bo przecież tą grą „zwracał uwagę”. A ktoś ukrył wejście. Absurdalne zachowanie... całkiem pasujące do Yaxleya.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.