24.02.2023, 12:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.02.2023, 12:06 przez Mackenzie Greengrass.)
- Tak sądzę. Chyba że twoim zdaniem powinniśmy zostawić ciało sąsiadki w łazience. I robić zakłady, kto znajdzie ją pierwszy? – spytała Mackenzie. Kiedy Lovegood ruszył do sowy, ona zaczęła rozglądać się po mieszkaniu. Z uwagą, jaką zwykle okazywała tylko, kiedy chodziło o quidditch. Niczego nie dotykała, ale przyjrzała się zamkowi uszkodzonych drzwi – starając się ocenić czy zamknięto go od środka. Wychodziło jej na to, że nie, ale pani Weasley mogła zablokować drzwi sama, po prostu magią. Przesunęła wzrokiem po fotografiach na szafkach, na dłużej zatrzymując spojrzenie na tej, która przedstawiała dwie kobiety, w tym zdaje się ich trupa, i młodzieńca. Rodzina? Zajrzała do kuchni, a potem do salonu, gdzie był Theodore. Sprawdzała, czy ktoś czegoś tu szukał…
- Mam nadzieję, że pojawią się szybko. Ja o dziewiątej muszę być u Rosierów... - wymamrotała na słowa sąsiada, wykazując przy okazji absolutny brak empatii. Choć tak naprawdę chodziło po prostu o to, że Mackenzie, skoro miała się tam pojawić, nie wyobrażała sobie, by tego nie zrobić. Nie robi się takich rzeczy.
Poza tym później mogła się dowiedzieć, że sława uderzyła jej do głowy i ignoruje ludzi.
A potem pojawił się Brygadzista. Mackenzie przyjęła to z pewną ulgą, licząc, że ktoś bardziej kompetentny przejmie sprawę, a jej wolno będzie sobie pójść, ale sprawa oczywiście nie mogła być tak prosta.
Nie znała się na procedurach. Zmarszczyła brwi, gdy Erik wspomniał o potwierdzeniu zgonu. Wezwanie Munga nawet nie przyszło jej do głowy, bo no… lekarze nie pomogą trupowi, za to chyba funkcjonariusze zawsze powinni sprawdzić, czy kogoś nie zabito? Jej wiedza na ten temat była żadna.
- Mogę potwierdzić zgon – stwierdziła skonsternowana, wychodząc za Erikiem na zewnątrz. Nie pomyślała, że chodziło o to, że ktoś musi to zrobić oficjalnie. – Jest już fioletowa i w ogóle się nie rusza – uzupełniła, po czym chyba zdała sobie sprawę z tego, że to trochę źle brzmi i odetchnęła, by potem spróbować zdać w miarę sensowną relację.
„W miarę” było tutaj słowem kluczowym.
- Zalało mi ścianę. Poszłam sprawdzić, czy rura nie pękła u Theodora. Okazało się, że leci z góry. Potem dobijaliśmy się tutaj. Nie odpowiadała na wołania. Drzwi nie dało się otworzyć magią. Więc je wyważyłam. – Czy zostanie za to ukarana? Mandat byłby już bolesny (dla kogoś takiego jak Mackenzie: tak naprawdę pewnie nawet najwyższy mandat nie byłby problemem dla kogoś z jej zarobkami, ale Greengrass ostrożnie gospodarowała pieniędzmi), a jeśli ją aresztują?! Trener ją zabije, jeżeli nie pojawi się jutro na treningu… - Sprawdziliśmy mieszkanie. Pani Weasley leży w wannie. Pod wodą – uzupełniła jeszcze, jakby to nie było jasne. – Zakręciłam wodę. Nic więcej nie ruszałam. Nie znam jej rodziny. Czy to trafi do prasy?
Może było to pytanie absolutnie nie na miejscu, ale Mackenzie właśnie przyszło do głowy, ze jeśli sprawa trafi do prasy, to chyba przez najbliższy rok z domu wyjdzie tylko jako metamorfomag. Już widziała te nagłówki w rodzaju „czy zawodniczka quidditcha zabiła starszą panią, bo ta zalała jej mieszkanie?” Albo coś o tym niszczeniu mienia i wyważaniu drzwi. Wyważanie cudzych drzwi pewnie było nielegalne. Greengrass ze swoją znajomością czy raczej nieznajomością prawa nie miała pojęcia, czy okoliczności – zalanie w stanie postępującym i niewiedza, czy pani Weasley wyszła, czy zasłabła – ją usprawiedliwiają.
- Mam nadzieję, że pojawią się szybko. Ja o dziewiątej muszę być u Rosierów... - wymamrotała na słowa sąsiada, wykazując przy okazji absolutny brak empatii. Choć tak naprawdę chodziło po prostu o to, że Mackenzie, skoro miała się tam pojawić, nie wyobrażała sobie, by tego nie zrobić. Nie robi się takich rzeczy.
Poza tym później mogła się dowiedzieć, że sława uderzyła jej do głowy i ignoruje ludzi.
A potem pojawił się Brygadzista. Mackenzie przyjęła to z pewną ulgą, licząc, że ktoś bardziej kompetentny przejmie sprawę, a jej wolno będzie sobie pójść, ale sprawa oczywiście nie mogła być tak prosta.
Nie znała się na procedurach. Zmarszczyła brwi, gdy Erik wspomniał o potwierdzeniu zgonu. Wezwanie Munga nawet nie przyszło jej do głowy, bo no… lekarze nie pomogą trupowi, za to chyba funkcjonariusze zawsze powinni sprawdzić, czy kogoś nie zabito? Jej wiedza na ten temat była żadna.
- Mogę potwierdzić zgon – stwierdziła skonsternowana, wychodząc za Erikiem na zewnątrz. Nie pomyślała, że chodziło o to, że ktoś musi to zrobić oficjalnie. – Jest już fioletowa i w ogóle się nie rusza – uzupełniła, po czym chyba zdała sobie sprawę z tego, że to trochę źle brzmi i odetchnęła, by potem spróbować zdać w miarę sensowną relację.
„W miarę” było tutaj słowem kluczowym.
- Zalało mi ścianę. Poszłam sprawdzić, czy rura nie pękła u Theodora. Okazało się, że leci z góry. Potem dobijaliśmy się tutaj. Nie odpowiadała na wołania. Drzwi nie dało się otworzyć magią. Więc je wyważyłam. – Czy zostanie za to ukarana? Mandat byłby już bolesny (dla kogoś takiego jak Mackenzie: tak naprawdę pewnie nawet najwyższy mandat nie byłby problemem dla kogoś z jej zarobkami, ale Greengrass ostrożnie gospodarowała pieniędzmi), a jeśli ją aresztują?! Trener ją zabije, jeżeli nie pojawi się jutro na treningu… - Sprawdziliśmy mieszkanie. Pani Weasley leży w wannie. Pod wodą – uzupełniła jeszcze, jakby to nie było jasne. – Zakręciłam wodę. Nic więcej nie ruszałam. Nie znam jej rodziny. Czy to trafi do prasy?
Może było to pytanie absolutnie nie na miejscu, ale Mackenzie właśnie przyszło do głowy, ze jeśli sprawa trafi do prasy, to chyba przez najbliższy rok z domu wyjdzie tylko jako metamorfomag. Już widziała te nagłówki w rodzaju „czy zawodniczka quidditcha zabiła starszą panią, bo ta zalała jej mieszkanie?” Albo coś o tym niszczeniu mienia i wyważaniu drzwi. Wyważanie cudzych drzwi pewnie było nielegalne. Greengrass ze swoją znajomością czy raczej nieznajomością prawa nie miała pojęcia, czy okoliczności – zalanie w stanie postępującym i niewiedza, czy pani Weasley wyszła, czy zasłabła – ją usprawiedliwiają.