13.11.2025, 13:19 ✶
Wodził palcami po nagiej skórze jej przedramienia, na moment opuszczając wzrok, by móc śledzić ruchy własnych palców. Kim jesteś, Cynthio Flint? pytał siebie raz po raz, nie znajdując jednak odpowiedzi. Uśmiechnął się kącikiem ust, powracając spojrzeniem do jej niebieskich, chłodnych tęczówek.
- Tak, Cynthio. Ochroniłem cię, bo jesteś przydatna i nic więcej - kłamał. Kłamstwo było wymalowane w jego oczach, w jego całej twarzy, w jego wszystkich gestach, które wykonywał. Zwykle lepiej się maskował, lecz teraz to, co mówił, nijak nie pasowało do gestów, które wykonywał. - Widzę w tobie tylko cyfry.
Jego słowa były zbyt łagodne na to, by były prawdziwe. Były miękkie i otulające serce jak niedrapiący koc. Było w nich zbyt dużo uczucia, by ich sens mógł być prawdziwy. Lestrange nachylił się lekko, zaciskając palce na jej dłoni. Delikatnie, tak jakby bał się, że ją uszkodzi. Druga dłoń, ta która pozostawała do tej pory nieruchoma, uniosła się powoli tylko po to, by zgarnąć mokry kosmyk srebrzystych włosów za jej ucho.
- Co będę mógł ci powiedzieć, powiem. Czego jednak nie będę mógł... Będzie musiało pozostać u mnie - milczące i na wieki. Lestrange nachylił się po raz kolejny, jako że Cynthia była od niego niższa. Można było o nim powiedzieć wszystko, ale nie to, że był brutalem, który brał od kobiet to, co chciał. Szanował je, każdy to wiedział i nie każdemu się to podobało. Zamiast wydrzeć pocałunek z ust Cynthii Flint, przekrzywił głowę i musnął jej policzek ustami. Z pozoru niewinny gest, nic nie znaczący, lecz tak naprawdę przypieczętowujący ich umowę. Cofnął się, wyprostował. Zależało mu na niej, nie miał zamiaru przekraczać granic, chociaż odkąd po raz pierwszy zobaczył ją przy stole ze skalpelem, Merlin mu świadkiem: chciał. - Z kim mnie wtedy pomyliłaś? Kogo kochasz tak mocno, że byłaś w stanie zbliżyć się tak blisko?
Zapytał, puszczając jej dłoń.
- Tak, Cynthio. Ochroniłem cię, bo jesteś przydatna i nic więcej - kłamał. Kłamstwo było wymalowane w jego oczach, w jego całej twarzy, w jego wszystkich gestach, które wykonywał. Zwykle lepiej się maskował, lecz teraz to, co mówił, nijak nie pasowało do gestów, które wykonywał. - Widzę w tobie tylko cyfry.
Jego słowa były zbyt łagodne na to, by były prawdziwe. Były miękkie i otulające serce jak niedrapiący koc. Było w nich zbyt dużo uczucia, by ich sens mógł być prawdziwy. Lestrange nachylił się lekko, zaciskając palce na jej dłoni. Delikatnie, tak jakby bał się, że ją uszkodzi. Druga dłoń, ta która pozostawała do tej pory nieruchoma, uniosła się powoli tylko po to, by zgarnąć mokry kosmyk srebrzystych włosów za jej ucho.
- Co będę mógł ci powiedzieć, powiem. Czego jednak nie będę mógł... Będzie musiało pozostać u mnie - milczące i na wieki. Lestrange nachylił się po raz kolejny, jako że Cynthia była od niego niższa. Można było o nim powiedzieć wszystko, ale nie to, że był brutalem, który brał od kobiet to, co chciał. Szanował je, każdy to wiedział i nie każdemu się to podobało. Zamiast wydrzeć pocałunek z ust Cynthii Flint, przekrzywił głowę i musnął jej policzek ustami. Z pozoru niewinny gest, nic nie znaczący, lecz tak naprawdę przypieczętowujący ich umowę. Cofnął się, wyprostował. Zależało mu na niej, nie miał zamiaru przekraczać granic, chociaż odkąd po raz pierwszy zobaczył ją przy stole ze skalpelem, Merlin mu świadkiem: chciał. - Z kim mnie wtedy pomyliłaś? Kogo kochasz tak mocno, że byłaś w stanie zbliżyć się tak blisko?
Zapytał, puszczając jej dłoń.