13.11.2025, 14:39 ✶
Olivia była bezpieczna, podobnie jak Tristan. Ale na jak długo? Jak długo uda im się uniknąć prześladowań, patrząc na to, co stało się 8 września? Millie ukryła ją, Tristana i jej rodziców w jednym z mieszkań w sieci Moody, ale przecież Olivia nie chciała się wiecznie ukrywać. O czym zresztą Brenna doskonale wiedziała. Coś w kobiecie pękło tamtej nocy - nigdy nie wypowiadała się w taki sposób, jak wtedy w liście do niej, który spłonął.
Olivia czekała na Brennę, obracając w dłoni różdżkę. Tristan siedział obok niej, w kuchni. Rodzice byli w innym mieszkaniu, ale tak było lepiej. Olivia uznała, że lepiej będzie się rozdzielić - tak na wszelki wypadek. Dobrze się stało, bo potem nadszedł list od w sumie przyjaciółki - bo chyba tak mogła nazywać Brennę, prawda? Łączyły ich nie tylko interesy Zakonu, ale także światopogląd i najzwyklejsza w świecie sympatia. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Olivia wstała i z różdżką w pogotowiu do nich podeszła. Wiedziała, że nikt poza zaproszonymi nie może tutaj trafić, a przynajmniej święcie w to wierzyła. Gdy otwierała drzwi, na jej twarzy malował się niepokój.
- Brenno - powiedziała z ulgą, chwilę po tym przytulając ją mocno. Wpuściła Longbottom do środka, a potem szczelnie zamknęła drzwi i rzuciła na nie odpowiednie zaklęcia. - Tak, mam kilka wiader, są w różnych częściach mieszkania.
Może to był głupi pomysł, ale skoro na nią działało, to na Tristana też powinno, prawda? Zaprowadziła Brennę do jadalni, w której znajdował się Tristan.
- Brenna przyszła - rozmawiała z Tristanem o tym, że przyjaciółka będzie potrzebowała ich pomocy. Niestety ale nie mogła pozwolić na to, by zostawić Tristana na dłużej niż kilka godzin, zbytnio się o niego bała. Musiały więc wymyślić później, jak omówią sprawy Zakonu tak, by mężczyzna wciąż nie pozostawał częścią tego spisku. Cokolwiek by się działo, Olivia nigdy by nie naraziła ukochanego na niebezpieczeństwo, które wiązało się z byciem w Zakonie.
!Strach przed imieniem
Olivia czekała na Brennę, obracając w dłoni różdżkę. Tristan siedział obok niej, w kuchni. Rodzice byli w innym mieszkaniu, ale tak było lepiej. Olivia uznała, że lepiej będzie się rozdzielić - tak na wszelki wypadek. Dobrze się stało, bo potem nadszedł list od w sumie przyjaciółki - bo chyba tak mogła nazywać Brennę, prawda? Łączyły ich nie tylko interesy Zakonu, ale także światopogląd i najzwyklejsza w świecie sympatia. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Olivia wstała i z różdżką w pogotowiu do nich podeszła. Wiedziała, że nikt poza zaproszonymi nie może tutaj trafić, a przynajmniej święcie w to wierzyła. Gdy otwierała drzwi, na jej twarzy malował się niepokój.
- Brenno - powiedziała z ulgą, chwilę po tym przytulając ją mocno. Wpuściła Longbottom do środka, a potem szczelnie zamknęła drzwi i rzuciła na nie odpowiednie zaklęcia. - Tak, mam kilka wiader, są w różnych częściach mieszkania.
Może to był głupi pomysł, ale skoro na nią działało, to na Tristana też powinno, prawda? Zaprowadziła Brennę do jadalni, w której znajdował się Tristan.
- Brenna przyszła - rozmawiała z Tristanem o tym, że przyjaciółka będzie potrzebowała ich pomocy. Niestety ale nie mogła pozwolić na to, by zostawić Tristana na dłużej niż kilka godzin, zbytnio się o niego bała. Musiały więc wymyślić później, jak omówią sprawy Zakonu tak, by mężczyzna wciąż nie pozostawał częścią tego spisku. Cokolwiek by się działo, Olivia nigdy by nie naraziła ukochanego na niebezpieczeństwo, które wiązało się z byciem w Zakonie.
!Strach przed imieniem