13.11.2025, 14:51 ✶
- Nie wrócą. Poruszę niebo i ziemię, żeby zapłacili za to, co nam zrobili - powiedziała, gdy tylko niechętnie wypuściła Tristana z rąk i mogła przeczytać to, co jej napisał. Ujęła delikatnie jego twarz w swoje dłonie, a następnie nachyliła się i pocałowała go lekko, z uczuciem. - Nie dokończą. Ochronię cię. Zginą pierwsi.
Ogień, który błyszczał w jej oczach, nie był tym ogniem, którego się bał. To był ogień pełen miłości, zmieszanego z żarem nienawiści. Olivia zawsze była dobra i łagodna, ale ostatnio coś w niej pękło i to na tyle mocno, że widać było ogromną zmianę.
Ona naprawdę ich nienawidziła. Naprawdę była gotowa zabić każdego śmierciożercę, który podniósł na Tristana rękę. Choćby miała przy tym sama zginąć: to była cena, którą gotowa była zapłacić.
- Dobrze, więcej ognia nie rozpalę - powiedziała, w zamian rozświetlając pomieszczenie światłem z różdżki. - Usiądź, proszę. Jesteś ranny.
Powiedziała łagodnie, chcąc pomóc mu wstać. Chciała, by usiadł na kanapie. A potem... Potem się zobaczy. Nie wiedziała co dalej mogła zrobić, bo się ukrywali, a ona potrzebowała pomocy. Nie chciała jednak zostawiać Tristana, nie na długo i chyba nie w ogóle.
Gdy rozległo się pukanie w okno, odruchowo uniosła różdżkę, gotowa do ataku. Ale to nie była osoba. To była sowa.
- Jak one to robią... - szepnęła cicho, podchodząc do zakurzonego okna. Uchyliła je, by wpuścić ptaka. - To od Millie. Napisała, że nam pomoże.
Powiedziała, na szybko wertując litery nakreślone na papierze.
- Muszę odpisać, ale nie wiem... - czy to było na czym pisać? Zaczęła przetrząsać dom trzęsącymi się rękami.
Ogień, który błyszczał w jej oczach, nie był tym ogniem, którego się bał. To był ogień pełen miłości, zmieszanego z żarem nienawiści. Olivia zawsze była dobra i łagodna, ale ostatnio coś w niej pękło i to na tyle mocno, że widać było ogromną zmianę.
Ona naprawdę ich nienawidziła. Naprawdę była gotowa zabić każdego śmierciożercę, który podniósł na Tristana rękę. Choćby miała przy tym sama zginąć: to była cena, którą gotowa była zapłacić.
- Dobrze, więcej ognia nie rozpalę - powiedziała, w zamian rozświetlając pomieszczenie światłem z różdżki. - Usiądź, proszę. Jesteś ranny.
Powiedziała łagodnie, chcąc pomóc mu wstać. Chciała, by usiadł na kanapie. A potem... Potem się zobaczy. Nie wiedziała co dalej mogła zrobić, bo się ukrywali, a ona potrzebowała pomocy. Nie chciała jednak zostawiać Tristana, nie na długo i chyba nie w ogóle.
Gdy rozległo się pukanie w okno, odruchowo uniosła różdżkę, gotowa do ataku. Ale to nie była osoba. To była sowa.
- Jak one to robią... - szepnęła cicho, podchodząc do zakurzonego okna. Uchyliła je, by wpuścić ptaka. - To od Millie. Napisała, że nam pomoże.
Powiedziała, na szybko wertując litery nakreślone na papierze.
- Muszę odpisać, ale nie wiem... - czy to było na czym pisać? Zaczęła przetrząsać dom trzęsącymi się rękami.