• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence

[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
13.11.2025, 18:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2026, 00:53 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Chatka nad jeziorem z zewnątrz wyglądała, jakby nie miała przeżyć jeszcze jednego, co dopiero kilku sezonów, ale w środku była zadbana bardziej, niż się spodziewałem. Drewniane ściany nadal miały swój kolor, stół w kącie był czysty, a półki pełne naczyń i starych książek sprawiały wrażenie, że ktoś dbał tu o porządek, mimo odosobnienia i wrażenia porzucenia. Poniekąd mogłem się tego spodziewać - przyzwyczajeń nie dało się tak łatwo wykrzewić, a to wciąż był teren posiadłości, wiadomo, że nic nie mogło tu być porzucone i szpetne. Za potrójną szybą okna jesienny wiatr szarpał liśćmi i trzaskał gałęziami, przez szczeliny, przynosząc do wnętrza zapach wilgotnych liści, mokrego drewna i chłodu, który uderzał w szyby z siłą przypominającą nadejście huraganu. Koniec lata taki był - pogoda zmieniała się, jak w kalejdoskopie, więc prawdopodobnie mieliśmy szczęście, zostając tutaj, zamiast wracać przez las.
Było już chyba bardzo późno, kiedy wreszcie przestałem się trząść jak idiota. Trzy koce, jeden na drugim, grube, zakurzone, ale o dziwo - nie śmierdziały stęchlizną, więc na pewno ktoś musiał tu zaglądać. Jesień pachniała zimną wodą i liśćmi, ale wewnątrz było sucho, przyjemnie, prawie swojsko. Czułem, jak moje całe ciało powoli poddawało się ciepłu, które wnikało we mnie od kominka, rozpalonego przy pomocy prostego zaklęcia. Zimno ustępowało, chociaż wciąż jeszcze częściowo pozostawało pod moją skórą, w mięśniach, które jeszcze niedawno kurczyły się z chłodu i stresu. Ledwo wystawiałem noc spod okrycia, przysunięty do ognia, który trzaskał w jednoizbowym pomieszczeniu. Drżenie ustępowało powoli, a oddech stawał się równy i spokojny, wreszcie pozwalając ciału wrócić do normy, a mózgowi zająć się czymś innym niż przetrwanie - to była ulga, prawdziwe odetchnięcie po chaosie i lodzie, który wdarł się do moich żył. Zacząłem czuć się lepiej - nie na tyle, by biegać po lesie, ale przynajmniej czułem, że nie umrę z hipotermii po walce z tymi piekielnymi druzgotkami. Dłonie mi drżały, mięśnie bolały, a w płucach wciąż miałem resztki lodowatego powietrza, oparłem się o stary, ale stabilny fotel, wciągając głębiej powietrze i wystawiłem głowę spod kocy. Przez chwilę siedziałem tak, półprzytomny, półprzytomnie zadowolony, aż mój wzrok odnalazł ją. Prudence.
- Powinnaś zdjąś s siebie chociasz połowę tego. - Rzuciłem chrapliwie, kiwając głową na jej ubrania, przemoczone z mojej winy, głos wciąż miałem ochrypły po lodowatej wodzie. - Wiesz… Nie wysuszą się na tobie.
Jej ubrania przylegały do ciała, lekko wilgotne, a ja czułem, jakby coś we mnie w środku drżało, nie do końca chcąc, a jednocześnie pragnąc, by pochyliła się nade mną, choćby na moment, pozbywając się warstwy po warstwie.
- Nie powiem, sze nie kusi, ale… Obiecuję nie zachowaś się, jak nastolatek. - Mruknąłem, podnosząc jednocześnie ręce w geście kapitulacji. Mimo to, w moim głosie pojawił się nieco figlarny ton, taki, jakim kiedyś posługiwał się ten chłopak z Hogwartu, który nieustannie ją zaczepiał. - To czysta tloska. - Powiedziałem, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy, starając się wyłapać najmniejszy sygnał reakcji. - Nie mówię jusz nawet o tym, sze czuję się tlochę… Zlobiony w konia. - Dodałem, wyraźnie ironicznie, pozwalając, by te słowa wybrzmiały ponad trzaskiem drewna w kominku. Niezależnie od tego, że być może dla innych byłoby to śmieszne albo absurdalne, dla mnie to było lekkie rozczarowanie, nie tyle co zawód, co poczucie niewykorzystanej okazji. Przecież wyobrażałem sobie, że bycie z czarnoksiężnicą, raczej świadomą tego, że w moim własnym zawodzie rzadko kiedy zdarzali się spokojni, powściągliwi ludzie, mogłoby sugerować… Cóż, zbereźne rytuały, dużo akcesoriów, sporo oprawy, a my mielibyśmy grać w te gry bez żadnych hamulców. A tymczasem, trochę teatralnie żałowałem, że nie będziemy bezbożnie korzystać z sytuacji. No, cóż. - Tyle lat stalań, końskich zalotów, zawlacania ci głowy… A telas? Plofilaktyczny celibat. W dodatku z tloski o moje szycie. - Zawiesiłem głos, przekrzywiając głowę z udawaną powagą. - To się nazywa dopielo oklutna ilonia losu. Naplawdę tak nas potlaktujesz? - Wiedziałem, że to nie jest wymuszenie, ani nawet prowokacja, raczej wyraz bezsilności wobec własnej fizycznej reakcji. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, całe lata poświęcone na to, by zwrócić na siebie jej uwagę, drobne zaloty, nawet jeśli nieudane - czasem łamałem własne zasady, robiłem rzeczy, których się wstydziłem, sięgałem po podstępne gesty, wszystko po to, żeby choć na chwilę zobaczyć, że zwraca na mnie uwagę, choćby trochę na nią działam… I teraz, kiedy w końcu zostaliśmy parą, Prudence zamierzała wprowadzić surowy celibat? - Pewnie, długowieczność to świetna nagloda, ale zawsze myślałem, że czalnoksiężnice mają… Jakby to ująś… Balsiej kleatywnw podejście do magii. Duszo akcesoliów, kadzidła, półmlok, szkalłatne wstęgi… - Odwróciłem się, chcąc udawać, że patrzę na coś w oddali, a jednocześnie wyraźnie liczyłem, że złapie sens mojego tonu - zaczepkę, prowokację, kontynuację, tym razem bardziej świadomą, naszej rozmowy. Zanim zdążyła odpowiedzieć, oparłem się z powrotem w fotelu, wyciągnąłem nogi ku ogniowi i zamknąłem oczy. Nie zrobiłbym nic wbrew jej woli, nawet jeśli instynktownie reagowałem na każdy jej dotyk, chociaż teraz, przez chwilę, całkiem świadomie starałem się nie pozwolić, by postanowiła przyjrzeć się bliżej śladom po mojej nieostrożności w jeziorze. Byłem tylko człowiekiem i w tej świadomości tkwiła cała moja ograniczona siła samokontroli.
- Nie zlozum mnie źle… - Mruknąłem jeszcze, półgłosem,ekko bezczelnie, bo przecież tak było zawsze - ona wprowadzała zasady, ja próbowałem znaleźć ich granice. - Ale jak dla mnie, czalnoksięstwo bez odlobiny niepszyzwoitości tlaci cały sens.
Ogień trzaskał, wiatr jęczał w kominie, a ja czułem, jak ciepło coraz bardziej rozlewało się po ciele. Czułem się żywy, wreszcie, i jeśli miałem długo pożyć dzięki temu, że Prudence nie zamierzała mnie „wykończyć w łóżku”, to pewnie rzeczywiście miałem szczęście. Choć, Merlinie, co to była za cena.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12694), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (9003)




Wiadomości w tym wątku
[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.11.2025, 18:15
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 13.11.2025, 18:15
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.11.2025, 23:13
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.11.2025, 00:47
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.11.2025, 15:05
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.11.2025, 19:33
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 15.11.2025, 00:07
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.11.2025, 14:08
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.11.2025, 00:12
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.11.2025, 19:56
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.11.2025, 22:40
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 13:55
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.11.2025, 00:09
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.11.2025, 22:20
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 27.11.2025, 17:59
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 28.11.2025, 22:05
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.12.2025, 19:47
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 00:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa