13.11.2025, 18:51 ✶
Woda pod ręką mogła się przydać, bo, niestety, Brennie zdarzyło się po prostu coś podpalić. I nie była wtedy w stanie skutecznie tego ognia zgasić zaklęciem. Nie od razu: panika utrudniała wykonanie potrzebnego gestu i stąd sama w swojej sypialni zaczęła trzymać wiadro, by w razie czego szybciej zgasić pożar. Jeżeli Tristan faktycznie cierpiał na podobną przypadłość do niej, to obawiała się, że mieszkanie w niemagicznym Londynie bez przygotowania może źle się skończyć. Nie chciała niepotrzebnie straszyć Olivii, bo być może było z nim lepiej niż z nią, ale nie mogła też udawać, że takie rzeczy się nie zdarzały...
Objęła Quirke, mocnym uściskiem. Pragnęłaby powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze, unikała jednak takich kłamstw, nawet białych. Kłamstwa nie pomagały. Może przez krótki moment, ale zbyt często powtarzane nie stawały się wcale prawdą, a mogły tylko wywołać więcej pęknięć.
– Damy sobie radę - stwierdziła więc zamiast tego, bo to było coś, w co mogła uwierzyć sama. Odsunęła się nieco, by uścisnąć Tristanowi rękę na powitanie.
Krok za krokiem, powtórzyła sobie w myślach. Nie mogli zrobić wszystkiego na raz, ale nie mogli też po prostu czekać.
– Zakładam, że chcecie porozmawiać o konkretnych sprawach. Zaczęłabym od tego, co jest wam potrzebne na początek… i omówienia, co możemy zrobić, żeby zwiększyć bezpieczeństwo – stwierdziła. Może powinna zacząć raczej od tego, jak się mają, ale nietrudno było wyobrazić sobie, jak brzmiałaby szczera odpowiedź. Nie byli bezpieczni w miejscu, gdzie mieszkali do tej pory, a Pękata Fiolka została przeklęta. Mieszkanie Moodych pewnie miało swoje zabezpieczenie, ale to po prostu nie wystarczyło.
Olivia wyraźnie bała się o Tristana, chwilowo więc wydawało się to najistotniejsze, zwłaszcza jeśli o szczegółach listu kobiety nie miały rozmawiać przy jej ukochanym. Zabezpieczenia i kontakt, to było coś, co zaprzątało głowę Brenny od lata, a teraz stało się jeszcze bardziej… palącą sprawą.
– Znam osoby, które mogą pomóc z zabezpieczeniami i pułapkami, ale to dotyczy przede wszystkim mieszkania, a z tego kiedyś trzeba wyjść… Tristanie, myślałeś kiedyś o nauce fal? – spytała. Nie znała go na tyle, by wiedzieć, że nabył tę umiejętność w ostatnim roku po ataku, a w tej chwili wydawało się jej istotne, by mógł w razie czego poinformować kogoś, że coś się dzieje. Lusterka dwukierunkowe w jego wypadku nie wchodziły zaś w grę, za to ona fale ostatnio opanowała, więc... to byłby zawsze jakiś sposób na szybkie wezwanie pomocy.
Zapach dymu w pierwszej chwili był ledwo wyczuwalny, ale Brenna stała się już na niego wyczulona. Odruchowo rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby spodziewając się, że dostrzeże jakieś mugolskie kable, które zaczęły się nadpalać. Niczego jednak nie było i nawet nie mogło jej to zaskakiwać. Już nie.
Objęła Quirke, mocnym uściskiem. Pragnęłaby powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze, unikała jednak takich kłamstw, nawet białych. Kłamstwa nie pomagały. Może przez krótki moment, ale zbyt często powtarzane nie stawały się wcale prawdą, a mogły tylko wywołać więcej pęknięć.
– Damy sobie radę - stwierdziła więc zamiast tego, bo to było coś, w co mogła uwierzyć sama. Odsunęła się nieco, by uścisnąć Tristanowi rękę na powitanie.
Krok za krokiem, powtórzyła sobie w myślach. Nie mogli zrobić wszystkiego na raz, ale nie mogli też po prostu czekać.
– Zakładam, że chcecie porozmawiać o konkretnych sprawach. Zaczęłabym od tego, co jest wam potrzebne na początek… i omówienia, co możemy zrobić, żeby zwiększyć bezpieczeństwo – stwierdziła. Może powinna zacząć raczej od tego, jak się mają, ale nietrudno było wyobrazić sobie, jak brzmiałaby szczera odpowiedź. Nie byli bezpieczni w miejscu, gdzie mieszkali do tej pory, a Pękata Fiolka została przeklęta. Mieszkanie Moodych pewnie miało swoje zabezpieczenie, ale to po prostu nie wystarczyło.
Olivia wyraźnie bała się o Tristana, chwilowo więc wydawało się to najistotniejsze, zwłaszcza jeśli o szczegółach listu kobiety nie miały rozmawiać przy jej ukochanym. Zabezpieczenia i kontakt, to było coś, co zaprzątało głowę Brenny od lata, a teraz stało się jeszcze bardziej… palącą sprawą.
– Znam osoby, które mogą pomóc z zabezpieczeniami i pułapkami, ale to dotyczy przede wszystkim mieszkania, a z tego kiedyś trzeba wyjść… Tristanie, myślałeś kiedyś o nauce fal? – spytała. Nie znała go na tyle, by wiedzieć, że nabył tę umiejętność w ostatnim roku po ataku, a w tej chwili wydawało się jej istotne, by mógł w razie czego poinformować kogoś, że coś się dzieje. Lusterka dwukierunkowe w jego wypadku nie wchodziły zaś w grę, za to ona fale ostatnio opanowała, więc... to byłby zawsze jakiś sposób na szybkie wezwanie pomocy.
Zapach dymu w pierwszej chwili był ledwo wyczuwalny, ale Brenna stała się już na niego wyczulona. Odruchowo rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby spodziewając się, że dostrzeże jakieś mugolskie kable, które zaczęły się nadpalać. Niczego jednak nie było i nawet nie mogło jej to zaskakiwać. Już nie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.