24.02.2023, 12:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2023, 18:36 przez Perseus Black.)
Bezpiecznie było rozmawiać o pogodzie, czarodziejskich świętach, a nawet ulubionym deserze. Właściwie, to całe życie mógłby krążyć z nią wokół tematów neutralnych i łatwych w swej prostocie - bo chyba przecież nie pokłócą się o to, że lubił bitą śmietanę? No, chyba, że miałby za wysoki cholesterol, a Eunice nie chciałaby tak prędko owdowieć i to z takiego powodu, lecz takie sprzeczki kojarzyły mu się raczej z bliskością, nieoczywistą troską oraz przywiązaniem. Czy oni również przywiążą się do siebie? Był pewien, że co najmniej się przyzwyczają - może zdarzy się to w tydzień, a może w pół roku, albo i w trzy lata po ślubie - nauczą się ze sobą rozmawiać, poznają swoje ulubione kolory (wbrew pozorom, ulubionym kolorem Perseusa nie była czerń, lecz stalowy błękit, podobny do obręczy umiłowanych tęczówek oraz pełen pasji szkarłat; samo Grimmauld Place pełne było innych kolorów w postaci obrazów, gobelinów, wypchanych pluszem foteli oraz miękkich poduszek, które - na przekór obiegowej opinii - wcale nie były przygnębiająco smoliste), dowiedzą się, jak przyrządzona kawa smakuje im najbardziej.
— Och, wybacz, nie pomyślałem — rzucił nieco skrępowany, gdy czarownica wyczarowała kieliszki. We Francji przywykł do nieco luźniejszych obyczajów, zaś kształtowanie - podobnie jak transmutacja, czy wreszcie uroki - nigdy nie były dziedzinami, w których Perseus sobie świetnie radził. Napełnił naczynia niemalże do pełna, pozbywając się całkowicie alkoholu z napoczętej butelki.
— Bardzo mądrze powiedziane — pokiwał głową z uznaniem, być może nieco zbyt protekcjonalnym, jakby właśnie chwalił dziecko, które podzieliło się z nim spostrzeżeniem, że niebo jest niebieskie. Z drugiej jednak strony w tamtym momencie właśnie tak postrzegał Eunice; jako dziecko, które na siłę próbowano mu wcisnąć. Wciąż bowiem nie umiał spojrzeć na nią inaczej niż przez pryzmat swej relacji z Elliottem, nie był w stanie wymazać z pamięci pucołowatych policzków, wstążek we włosach i falbaniastych sukienek upodabniających ją do lalki. W kolejnych miesiącach wspomnienia te miały ulec zatarciu, a sam Perseus miał przyzwyczaić się do tego, że wybranka jest już dorosła, nie mrużyć swych oczu z zaskoczenia, gdy wodził wzrokiem po rysach twarzy ostrzejszych niż zapamiętał, nie dziwić się, że nie jest już w Hogwarcie. W tamtej chwili czuł się jednak niezręcznie, upił więc łyk wina, aby ukryć swoje zdenerwowanie.
Ulżyło mu jednak, że nie wymagała od niego miłości, wierności i tych wszystkich innych bredni, które ku uciesze gawiedzi przysięga się sobie przed ołtarzem. Tego pierwszego nie był w stanie jej zapewnić - swoje serce oddał bowiem już dawno komuś innemu, komuś niezwykle do niej podobnemu, a zarazem tak bardzo od niej różnemu. I chociaż wiedział, że powinien zamknąć ten rozdział - zwłaszcza, że sam doprowadził do ich klęski - to nie potrafił; nie, gdy nie wszystko jeszcze zostało między nimi wyjaśnione. Czy dochowa jej wierności? Tego również nie mógł być pewien; zdecydowanie preferował partnerów w zbliżonym do siebie wieku. I o ile nie miałby nic przeciwko małżeństwu z kobietą o pięć lat młodszą, tak dekada jawiła mu się jako przepaść nie do pokonania.
— Ja również chcę uniknąć wszelkich konfliktów — potwierdził skinieniem głowy. Jeszcze tego brakowało, aby różnica zdań sprawiła, że będą rzucać talerzami. — Ale nieporozumienia są naturalną częścią każdej... relacji — chciał dodać "związku", lecz uznał to słowo za przerost formy nad treścią; oficjalnie bowiem nie byli w żadnym związku — Dlatego musisz wiedzieć, że jestem człowiekiem bardzo wyczulonym na... subtelności. Wiele potrafię zaakceptować z racji mego zawodu, lecz prywatnie nie lubię, gdy mój rozmówca unika kontaktu wzrokowego, a rozkazujący, czy pretensjonalny ton nie zachęca mnie do kontynowania konwersacji. Rozumiem dystans, lecz nie chłód i wyniosłość. Mam... osobliwe poczucie humoru, gubię się w sprawach codzienności i mam tendencję do śnienia na jawie. Mam nadzieję, że zaakceptujesz te mankamenty mojego charakteru. Sam będę starał się, aby życie ze mną nie było dla ciebie drogą przez mękę. — uśmiechnął się blado, jakby chciał ją za to przeprosić — Jeśli chcesz przestrzeni, możemy nawet mieć osobne sypialnie. Nie dotknę cię, ani nie uczynię niczego bez twojej zgody. Ty również możesz spotykać się z kim chcesz, ale na ten moment wolałbym nie znać jego tożsamości. Ufam jednak, że nie będzie to osoba, której niedyskrecja zszarga honor Blacków i Malfoyów. Nie wiem, czy nie mam jakiś dzieci, ale... Och, żartuję przecież, nie patrz na mnie w ten sposób... — roześmiał się — Bądź spokojna, nie znajdziesz żadnego dziecka na progu. Sam jednak nie mam nic przeciwko temu... Wiesz... Któregoś dnia mogą zacząć naciskać na nas w kwestii potomka. To nie musi być moje dziecko, ale... niech będzie chociaż trochę do mnie podobne.
Była jeszcze jedna kwestia, którą chciał poruszyć. Nie mógł bowiem pozostawić jej listy żądań, nie dając niczego w zamian.
— Nie mogę... — zaczął krótko, spoglądając w przestrzeń przed sobą. Wiatr ponownie zakołysał źdźbłami trawy, upodabniając podlondyńskie wrzosowiska do wzburzonego morza. Krążący w jego żyłach alkohol dawał jednak złudne uczucie ciepła. — Nie mogę obiecać ci miłości, Eunice. Nie jesteś już dzieckiem... — stwierdził, wierząc, że jeśli wypowie te słowa na głos, to nabiorą jakiejś mocy, sprawiając, że sam Perseus je zaakceptuje. — ...zatem rozumiesz chyba, że nie jest to takie proste. Mogę jednak zaoferować ci przyjaźń. Właściwie, to... bardzo chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.
Kusiło go, aby w tamtym momencie wyznać jej prawdę; by powiedzieć o tym, że jego relacja z jej starszym bratem wykraczała poza ramy przyjaźni, a także zwierzyć się z choroby wyniszczającej jego ciało, stopniowo obdzierającej go ze sprawności. Za dwadzieścia, może trzydzieści lat - jeśli dożyje - nie będzie już mógł dłużej poruszać się samodzielnie. Coś jednak w porę go powstrzymało, jakby jakaś niewidzialna siła czuwała nad Perseusem. Cóż, wydarzenia, które miały miejsce rok później, utwierdziły go w przekonaniu, że ta chwila zawahania uratowała nie tylko jego reputację, ale i przyjaciela.
Wkrótce wino się skończyło, a łuna ognia za ich plecami zbladła.
— Powinniśmy wracać — oświadczył z westchnieniem.
— Och, wybacz, nie pomyślałem — rzucił nieco skrępowany, gdy czarownica wyczarowała kieliszki. We Francji przywykł do nieco luźniejszych obyczajów, zaś kształtowanie - podobnie jak transmutacja, czy wreszcie uroki - nigdy nie były dziedzinami, w których Perseus sobie świetnie radził. Napełnił naczynia niemalże do pełna, pozbywając się całkowicie alkoholu z napoczętej butelki.
— Bardzo mądrze powiedziane — pokiwał głową z uznaniem, być może nieco zbyt protekcjonalnym, jakby właśnie chwalił dziecko, które podzieliło się z nim spostrzeżeniem, że niebo jest niebieskie. Z drugiej jednak strony w tamtym momencie właśnie tak postrzegał Eunice; jako dziecko, które na siłę próbowano mu wcisnąć. Wciąż bowiem nie umiał spojrzeć na nią inaczej niż przez pryzmat swej relacji z Elliottem, nie był w stanie wymazać z pamięci pucołowatych policzków, wstążek we włosach i falbaniastych sukienek upodabniających ją do lalki. W kolejnych miesiącach wspomnienia te miały ulec zatarciu, a sam Perseus miał przyzwyczaić się do tego, że wybranka jest już dorosła, nie mrużyć swych oczu z zaskoczenia, gdy wodził wzrokiem po rysach twarzy ostrzejszych niż zapamiętał, nie dziwić się, że nie jest już w Hogwarcie. W tamtej chwili czuł się jednak niezręcznie, upił więc łyk wina, aby ukryć swoje zdenerwowanie.
Ulżyło mu jednak, że nie wymagała od niego miłości, wierności i tych wszystkich innych bredni, które ku uciesze gawiedzi przysięga się sobie przed ołtarzem. Tego pierwszego nie był w stanie jej zapewnić - swoje serce oddał bowiem już dawno komuś innemu, komuś niezwykle do niej podobnemu, a zarazem tak bardzo od niej różnemu. I chociaż wiedział, że powinien zamknąć ten rozdział - zwłaszcza, że sam doprowadził do ich klęski - to nie potrafił; nie, gdy nie wszystko jeszcze zostało między nimi wyjaśnione. Czy dochowa jej wierności? Tego również nie mógł być pewien; zdecydowanie preferował partnerów w zbliżonym do siebie wieku. I o ile nie miałby nic przeciwko małżeństwu z kobietą o pięć lat młodszą, tak dekada jawiła mu się jako przepaść nie do pokonania.
— Ja również chcę uniknąć wszelkich konfliktów — potwierdził skinieniem głowy. Jeszcze tego brakowało, aby różnica zdań sprawiła, że będą rzucać talerzami. — Ale nieporozumienia są naturalną częścią każdej... relacji — chciał dodać "związku", lecz uznał to słowo za przerost formy nad treścią; oficjalnie bowiem nie byli w żadnym związku — Dlatego musisz wiedzieć, że jestem człowiekiem bardzo wyczulonym na... subtelności. Wiele potrafię zaakceptować z racji mego zawodu, lecz prywatnie nie lubię, gdy mój rozmówca unika kontaktu wzrokowego, a rozkazujący, czy pretensjonalny ton nie zachęca mnie do kontynowania konwersacji. Rozumiem dystans, lecz nie chłód i wyniosłość. Mam... osobliwe poczucie humoru, gubię się w sprawach codzienności i mam tendencję do śnienia na jawie. Mam nadzieję, że zaakceptujesz te mankamenty mojego charakteru. Sam będę starał się, aby życie ze mną nie było dla ciebie drogą przez mękę. — uśmiechnął się blado, jakby chciał ją za to przeprosić — Jeśli chcesz przestrzeni, możemy nawet mieć osobne sypialnie. Nie dotknę cię, ani nie uczynię niczego bez twojej zgody. Ty również możesz spotykać się z kim chcesz, ale na ten moment wolałbym nie znać jego tożsamości. Ufam jednak, że nie będzie to osoba, której niedyskrecja zszarga honor Blacków i Malfoyów. Nie wiem, czy nie mam jakiś dzieci, ale... Och, żartuję przecież, nie patrz na mnie w ten sposób... — roześmiał się — Bądź spokojna, nie znajdziesz żadnego dziecka na progu. Sam jednak nie mam nic przeciwko temu... Wiesz... Któregoś dnia mogą zacząć naciskać na nas w kwestii potomka. To nie musi być moje dziecko, ale... niech będzie chociaż trochę do mnie podobne.
Była jeszcze jedna kwestia, którą chciał poruszyć. Nie mógł bowiem pozostawić jej listy żądań, nie dając niczego w zamian.
— Nie mogę... — zaczął krótko, spoglądając w przestrzeń przed sobą. Wiatr ponownie zakołysał źdźbłami trawy, upodabniając podlondyńskie wrzosowiska do wzburzonego morza. Krążący w jego żyłach alkohol dawał jednak złudne uczucie ciepła. — Nie mogę obiecać ci miłości, Eunice. Nie jesteś już dzieckiem... — stwierdził, wierząc, że jeśli wypowie te słowa na głos, to nabiorą jakiejś mocy, sprawiając, że sam Perseus je zaakceptuje. — ...zatem rozumiesz chyba, że nie jest to takie proste. Mogę jednak zaoferować ci przyjaźń. Właściwie, to... bardzo chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.
Kusiło go, aby w tamtym momencie wyznać jej prawdę; by powiedzieć o tym, że jego relacja z jej starszym bratem wykraczała poza ramy przyjaźni, a także zwierzyć się z choroby wyniszczającej jego ciało, stopniowo obdzierającej go ze sprawności. Za dwadzieścia, może trzydzieści lat - jeśli dożyje - nie będzie już mógł dłużej poruszać się samodzielnie. Coś jednak w porę go powstrzymało, jakby jakaś niewidzialna siła czuwała nad Perseusem. Cóż, wydarzenia, które miały miejsce rok później, utwierdziły go w przekonaniu, że ta chwila zawahania uratowała nie tylko jego reputację, ale i przyjaciela.
Wkrótce wino się skończyło, a łuna ognia za ich plecami zbladła.
— Powinniśmy wracać — oświadczył z westchnieniem.
Koniec sesji
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory