24.02.2023, 12:55 ✶
- To też nie takie proste. Pismo obrazkowe ma swoje ograniczenia. Pojęcia abstrakcyjne trudniej przekazać. Zresztą tamtejsi ludzie mieli zupełnie inną mentalność. Nie chodziło o to, aby pismo mógł zrozumieć każdy.
Nawet wręcz przeciwnie. W wielu kulturach stanowiło wyznacznik elity, więc trudność w jego nauczeniu niekoniecznie była traktowana jak coś negatywnego.
- Nell Bagshot. Zna się trochę na historii, ale tutaj jest głównie jako uzdrowicielka i specjalistka od map. Uważaj, jeśli ją wkurzysz, ma skłonności do wybierania do leczenia eliksirów o najpaskudniejszym smaku – powiedział Cathal i skrzywił się mimowolnie, bo raz kiedy złapał paskudną gorączkę, akurat po tym, jak wkurzył Nell, kurowała go tak paskudnymi miksturami, że rozważał, czy nie lepiej jednak umrzeć. Wciąż doskonale pamiętał ich smak. Niestety.
- Na to liczę – odparł krótko na słowa Jamila. Nie wykazywał podejrzliwości, ale owszem, musiał być trochę podejrzliwy. Anwar ostatecznie byłby nowy w ekipie, miał historię problemów hazardowych, pochodził z innej kultury, nie miał powodów do lojalności wobec reszty innych niż wynagrodzenie czy lęk przed konsekwencjami. Przynajmniej na początku więc nie było mowy o zaufaniu ze strony Shafiqa, za to miał zamiar dobrze grać marchewką i kijem. Z jednej strony płacili pracownikom dobrze, jak na standardy Egiptu były to zarobki wystarczające do utrzymania całej rodziny, a z drugiej Cathal nigdy nie ukrywał, że jeśli ktoś nie jest dla ekipy absolutnie niezbędny, może wylecieć na kopach.
Nie mówił też tego wprost, ale gdzieś w tle unosiła się sugestia – czy słuszna, czy niesłuszna, wiedział tylko on sam – że w przypadku poważnych problemów te kopy oznaczałaby kopanie i wylatywałoby się do płytkiego dołu na jakiejś pustynnej wydmie.
Cathal przysłuchiwał się temu przedziwnemu monologowi. Był już świadkiem wywoływania ducha, więc rozmowa z samym sobą nie była dla niego aż tak dziwna, jak mogłaby wydawać się komuś, kto nie wiedział, co się dzieje. I wzbudziła jego zainteresowanie, bo choć po prawdzie mieli już większość informacji, jakich mógłby użyczyć Quibell, o tym, że natknęli się na klątwę, nie mieli pojęcia.
- Możesz przekazać, że mamy utalentowaną klątwołamaczkę i klątwa zostanie zdjęta – odparł gładko. – To jeden z naszych celów. Mugole za bardzo się panoszą i mogą prędzej czy później na coś się natknąć. Poza tym zapytaj go Peter Hollins faktycznie badał razem z nim sprawę tej komnaty.
To był wybieg. Drobny. Quibell nie mógł znać żadnego Petera Hollinsa, a raczej wątpliwe, by go znał, bo ktoś taki nie pracował na wykopaliskach. Shafiq ot sprawdzał Jamila, bo spotkał się już w wywoływaczami duchów czy jasnowidzami, którzy jak się okazywało, nie mieli żadnej mocy, a bazowali na doskonałym przygotowaniu, znajomości historii, charyzmie i umiejętności odczytywania ludzkich zachowań. Póki co dialog z egiptologiem równie dobrze mógł być prawdziwą rozmową, jak wybiegiem Anwara.
Nawet wręcz przeciwnie. W wielu kulturach stanowiło wyznacznik elity, więc trudność w jego nauczeniu niekoniecznie była traktowana jak coś negatywnego.
- Nell Bagshot. Zna się trochę na historii, ale tutaj jest głównie jako uzdrowicielka i specjalistka od map. Uważaj, jeśli ją wkurzysz, ma skłonności do wybierania do leczenia eliksirów o najpaskudniejszym smaku – powiedział Cathal i skrzywił się mimowolnie, bo raz kiedy złapał paskudną gorączkę, akurat po tym, jak wkurzył Nell, kurowała go tak paskudnymi miksturami, że rozważał, czy nie lepiej jednak umrzeć. Wciąż doskonale pamiętał ich smak. Niestety.
- Na to liczę – odparł krótko na słowa Jamila. Nie wykazywał podejrzliwości, ale owszem, musiał być trochę podejrzliwy. Anwar ostatecznie byłby nowy w ekipie, miał historię problemów hazardowych, pochodził z innej kultury, nie miał powodów do lojalności wobec reszty innych niż wynagrodzenie czy lęk przed konsekwencjami. Przynajmniej na początku więc nie było mowy o zaufaniu ze strony Shafiqa, za to miał zamiar dobrze grać marchewką i kijem. Z jednej strony płacili pracownikom dobrze, jak na standardy Egiptu były to zarobki wystarczające do utrzymania całej rodziny, a z drugiej Cathal nigdy nie ukrywał, że jeśli ktoś nie jest dla ekipy absolutnie niezbędny, może wylecieć na kopach.
Nie mówił też tego wprost, ale gdzieś w tle unosiła się sugestia – czy słuszna, czy niesłuszna, wiedział tylko on sam – że w przypadku poważnych problemów te kopy oznaczałaby kopanie i wylatywałoby się do płytkiego dołu na jakiejś pustynnej wydmie.
Cathal przysłuchiwał się temu przedziwnemu monologowi. Był już świadkiem wywoływania ducha, więc rozmowa z samym sobą nie była dla niego aż tak dziwna, jak mogłaby wydawać się komuś, kto nie wiedział, co się dzieje. I wzbudziła jego zainteresowanie, bo choć po prawdzie mieli już większość informacji, jakich mógłby użyczyć Quibell, o tym, że natknęli się na klątwę, nie mieli pojęcia.
- Możesz przekazać, że mamy utalentowaną klątwołamaczkę i klątwa zostanie zdjęta – odparł gładko. – To jeden z naszych celów. Mugole za bardzo się panoszą i mogą prędzej czy później na coś się natknąć. Poza tym zapytaj go Peter Hollins faktycznie badał razem z nim sprawę tej komnaty.
To był wybieg. Drobny. Quibell nie mógł znać żadnego Petera Hollinsa, a raczej wątpliwe, by go znał, bo ktoś taki nie pracował na wykopaliskach. Shafiq ot sprawdzał Jamila, bo spotkał się już w wywoływaczami duchów czy jasnowidzami, którzy jak się okazywało, nie mieli żadnej mocy, a bazowali na doskonałym przygotowaniu, znajomości historii, charyzmie i umiejętności odczytywania ludzkich zachowań. Póki co dialog z egiptologiem równie dobrze mógł być prawdziwą rozmową, jak wybiegiem Anwara.