13.11.2025, 21:37 ✶
W odpowiedzi na komplement Hannibal popatrzył w górę z uśmiechem. Wiedział, że ładnie, ale niezmiennie miło było to usłyszeć. Pies, złapawszy przysmak, wyruszył w głąb domu, a czarodziej dźwignął się na nogi.
- Nigdzie nie wychodzę, oszczędzam się na jutro - oparł się o kuchenny blat - Ale już skończyłem próby na dziś, trzeba dać głowie odpocząć.
Wiedział, że jeżeli wyjdzie na miasto, to na pewno będzie pić. Możliwe, że nie wróci na noc do domu. Raczej nie położy się spać o rozsądnej godzinie. Nie chciał grać Merlina po raz pierwszy na kacu, a już tym bardziej uczestniczyć w takim stanie w premierowym bankiecie, chciał być w pełni formy, gotów dać z siebie wszystko i porwać tłumy. Być może, gdyby mieszkał sam, w końcu uległby syreniemu śpiewowi nocnego Londynu, ale szczęśliwie Jessie nadawał się doskonale do spokojniejszego, bardziej odpowiedzialnego (Selwyn przewrócił w duchu oczami, to brzmiało jak słowa, które mógłby wypowiedzieć jego ojciec!) spędzenia wieczoru.
Przyjął filiżankę i zajął miejsce na stołku. Posłodził swoją herbatę łyżeczką miodu.
- Myślę, że po premierze będę się wreszcie wyprowadzał do siebie - westchnął, jedną dłonią mieszając, a drugą podpierając brodę. Nie czuł się całkiem komfortowo, najpierw pomieszkując u Henry’ego, a potem w Brighton, ale przyczyną wcale nie było ciągłe towarzystwo. To ostatnie akurat, jak odkrył, całkiem mu się podobało. Prawdę mówiąc wahał się cały czas między entuzjazmem, jakim napawało go urządzanie nowozakupionego apartamentu, przestronnego, nowoczesnego i z widokiem, jakiego nie można było mieć w żadnej kamienicy magicznego Londynu, a obawą przed samotnością w tymże apartamencie.
Nie w jakimś metaforycznym sensie. Od Spalonej Nocy, od kiedy jego mieszkanie w kamienicy przy Horyzontalnej padło ofiarą klątwy i napędzało mu niezłego stracha za każdym razem, kiedy je odwiedzał, nie lubił być sam, zwłaszcza w nocy, kiedy zdarzało się, że budził się zlany potem ze snów, których nie pamiętał, ale sądząc po reakcji jego ciała - nie były w najmniejszym stopniu przyjemne ani spokojne. Świadomość, że za ścianą śpi ktoś jeszcze jakoś uspokajała.
- A u was jak? Są jakieś widoki na powrót do domu? - wiedział, że pożary potraktowały dom i dobytek Kellych jeszcze dotkliwiej, niż jego własne. Całe szczęście, że Jonathan dysponował wystarczającą liczbą lokali, żeby udzielić im schronienia. Zaraz po Spalonej Nocy Robert wspominał, że również rozważa zainwestowanie w dodatkowe nieruchomości i Hannibal wcale mu się nie dziwił. Okazało się, że to wcale nie żadna ekstrawagancja, tylko zdrowy rozsądek.
- Nigdzie nie wychodzę, oszczędzam się na jutro - oparł się o kuchenny blat - Ale już skończyłem próby na dziś, trzeba dać głowie odpocząć.
Wiedział, że jeżeli wyjdzie na miasto, to na pewno będzie pić. Możliwe, że nie wróci na noc do domu. Raczej nie położy się spać o rozsądnej godzinie. Nie chciał grać Merlina po raz pierwszy na kacu, a już tym bardziej uczestniczyć w takim stanie w premierowym bankiecie, chciał być w pełni formy, gotów dać z siebie wszystko i porwać tłumy. Być może, gdyby mieszkał sam, w końcu uległby syreniemu śpiewowi nocnego Londynu, ale szczęśliwie Jessie nadawał się doskonale do spokojniejszego, bardziej odpowiedzialnego (Selwyn przewrócił w duchu oczami, to brzmiało jak słowa, które mógłby wypowiedzieć jego ojciec!) spędzenia wieczoru.
Przyjął filiżankę i zajął miejsce na stołku. Posłodził swoją herbatę łyżeczką miodu.
- Myślę, że po premierze będę się wreszcie wyprowadzał do siebie - westchnął, jedną dłonią mieszając, a drugą podpierając brodę. Nie czuł się całkiem komfortowo, najpierw pomieszkując u Henry’ego, a potem w Brighton, ale przyczyną wcale nie było ciągłe towarzystwo. To ostatnie akurat, jak odkrył, całkiem mu się podobało. Prawdę mówiąc wahał się cały czas między entuzjazmem, jakim napawało go urządzanie nowozakupionego apartamentu, przestronnego, nowoczesnego i z widokiem, jakiego nie można było mieć w żadnej kamienicy magicznego Londynu, a obawą przed samotnością w tymże apartamencie.
Nie w jakimś metaforycznym sensie. Od Spalonej Nocy, od kiedy jego mieszkanie w kamienicy przy Horyzontalnej padło ofiarą klątwy i napędzało mu niezłego stracha za każdym razem, kiedy je odwiedzał, nie lubił być sam, zwłaszcza w nocy, kiedy zdarzało się, że budził się zlany potem ze snów, których nie pamiętał, ale sądząc po reakcji jego ciała - nie były w najmniejszym stopniu przyjemne ani spokojne. Świadomość, że za ścianą śpi ktoś jeszcze jakoś uspokajała.
- A u was jak? Są jakieś widoki na powrót do domu? - wiedział, że pożary potraktowały dom i dobytek Kellych jeszcze dotkliwiej, niż jego własne. Całe szczęście, że Jonathan dysponował wystarczającą liczbą lokali, żeby udzielić im schronienia. Zaraz po Spalonej Nocy Robert wspominał, że również rozważa zainwestowanie w dodatkowe nieruchomości i Hannibal wcale mu się nie dziwił. Okazało się, że to wcale nie żadna ekstrawagancja, tylko zdrowy rozsądek.