13.11.2025, 21:42 ✶
Starożytne Runy. Od czasu, gdy przestaliśmy rozmawiać, siedziała z przodu, ja z tyłu, blisko ściany. Pachniało kredą i kurzem, a światło wpadało przez okna tak miękko, że trudno było się skupić, kiedy podeszła, żeby rozdać ocenione tłumaczenia, na prośbę nauczyciela, przesunęła obok mojego łokcia kawałek pergaminu. Tak niepozornym ruchem, że tylko ja mogłem to zauważyć. Zwinąłem go w kulkę i wepchnąłem do kieszeni, czując, jak serce wali w mojej piersi, jakby właśnie ktoś mnie złapał na gorącym uczynku. Nie przeczytałem go od razu, dopiero po treningu, gdy zdejmowałem szaty, pergamin wypadł z kieszeni - runy, starannie zapisane drobnym pismem, co tak bardzo pasowało do tamtych zajęć, że mimowolnie wywołało mój uśmiech. Nie wiedziałem, czemu odpisałem - może dlatego, że nie potrafiłem nie odpisać, moje palce same chwyciły kawałek rysika od ołówka. Pisałem jak ktoś, kto stąpał po cienkim lodzie, wiedząc, że zaraz pęknie, ale mimo to robi krok dalej. Kolejna wspólna lekcja przyniosła mi odpowiedź, znowu zakodowaną w runach, a ja znowu odpisałem. Nie rozmawialiśmy już wprost, pisaliśmy kolejne liściki - krótkie, zabawne, trochę zaczepne. W realnym świecie nadal mijaliśmy się na korytarzu, ale ta część wróciła, jak ostatni fragment rozrzuconej, pogubionej układanki, z której nie dało się już złożyć nic konkretnego. Czułem się, jakbym znów mógł być sobą, ta cienka powłoka murów, które wokół siebie postawiłem, drżała przy każdym nowym liściku. Aż do tamtego dnia.
Zwinąłem rulonik papieru i schowałem pod podręcznik, ale profesor go zauważył, zatrzymał mnie po lekcji, chciał zobaczyć, co to. Nie dałem, więc chwycił mnie za rękę, a pergamin wypadł na podłogę, zgarnięty przez jego but, wtedy wszystko runęło, nie wiedziałem, jakim cudem, ale ojciec się dowiedział. Nie od szkoły, bo chociaż ujęto mi punkty dla domu, nie sprzedałem imienia osoby, z którą pisałem - ale on i tak zawsze miał swoje sposoby, by wiedzieć. To było tuż przed wiosenną przerwą, po powrocie do Hogwartu otoczyłem się wyższym murem. Nie było już liścików, nie było rozmów, nie było nawet spojrzeń, które mogłyby zdradzić, że jeszcze pamiętam, wciąż mi zależy. Przestałem pisać, przestałem patrzeć, przestałem... Czuć cokolwiek, a przynajmniej próbowałem.
Zwinąłem rulonik papieru i schowałem pod podręcznik, ale profesor go zauważył, zatrzymał mnie po lekcji, chciał zobaczyć, co to. Nie dałem, więc chwycił mnie za rękę, a pergamin wypadł na podłogę, zgarnięty przez jego but, wtedy wszystko runęło, nie wiedziałem, jakim cudem, ale ojciec się dowiedział. Nie od szkoły, bo chociaż ujęto mi punkty dla domu, nie sprzedałem imienia osoby, z którą pisałem - ale on i tak zawsze miał swoje sposoby, by wiedzieć. To było tuż przed wiosenną przerwą, po powrocie do Hogwartu otoczyłem się wyższym murem. Nie było już liścików, nie było rozmów, nie było nawet spojrzeń, które mogłyby zdradzić, że jeszcze pamiętam, wciąż mi zależy. Przestałem pisać, przestałem patrzeć, przestałem... Czuć cokolwiek, a przynajmniej próbowałem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)