To nie tak, że coś do mugoli miała. Uważała, że powinni żyć w swoim świecie bez magii, i nie mieszać się do tego magicznego, i vice versa. Najwiekszy problem miała z mugolakami, którzy często nie potrafili wybrać, po której stronie płotu żyć, a potem mieli sytuacje z naruszeniem Kodeksu, płacz i zgrzytanie. Przypadkowe nadmuchanie czyjejś ciotki to był najmniejszy z problemów na długiej liście interwencji, jakie miała na swoim koncie lata temu.
Złapała wymowne spojrzenie Atreusa, na które odpowiedziała tylko uniesieniem brwi, ale słowem się nie odezwała, pozwalając aurorowi działać po swojemu.
Marynarze nie zmienili jej poglądu na mugoli ani o jotę i w tym momencie cieszyła się w duchu z treningu na oklumencję jaki przeszła, bo dzięki niemu nauczyła się utrzymywać ten słynny już kamienny wyraz twarzy nawet gdy zaśmierdziało tytoniem jak z obsranego chlewu, ani później, gdy była mowa o buziaku od laleczki.
Sraleczki.
– Buziak od laleczki to bardzo droga waluta, a rude wiewióry nie są aż tak cenne – odparła spokojnie, próbując zignorować wyjątkowo obleśny uśmiech Dougha. Mogła przystać na propozycję Atreusa, już i tak czuła w kościach, że to ona będzie wyskakiwać z tego hajsu. Na szczęście nauczona doświadczeniem z Pogotowia – nosiła przy sobie mugolskie funty na wszelki wypadek. Ale całować obleśnego marynarza, któremu jechało z gęby, to nie będzie.