14.11.2025, 15:45 ✶
Dłoń Brenny na moment mocniej zacisnęła się na ramieniu Olivii, gdy z jej ust padły słowa… tak bardzo do niej nie pasujące. Przypatrywała się jej uważnie, nie do końca pewna, co właśnie się stało, nie od razu wiążąc wypowiedziane słowa z dymem i ogniem Spalonej Nocy – wiedziała o lęku przed płomieniami, o problemach z wymawianiem imienia Voldemorta, ale to było coś jeszcze innego.
Coś zaiskrzyło, jej żołądek zwinął się w supeł, kiedy jednak odwróciła spojrzenie od Quirke, zobaczyła tylko Tristana. Żadnego ognia. Kolejne złudzenie.
Przynajmniej teraz nie wywoływało już tak wielkiej paniki, jak wcześniej.
– Nie szkodzi. Chodź, pogadajmy – poprosiła, zanim zajęła miejsce. Milczała, gdy Olivia mówiła, a potem pochyliła się nieco, bo odczytać słowa wypisane przez Tristana. I walczyła sama ze sobą, by nie oglądać się co chwila, ilekroć zdawało się jej, że na samej granicy widzenia błyskają jakieś iskry. Jej spojrzenie na moment pomknęło ku oknu: widziała za nią ciemność londyńskiej jesieni, ale żadnej łuny, żadnego popiołu, padającego z nieba…
– W porządku, po kolei więc. Jeśli chodzi o fale, to doskonale, bo też niedawno się ich nauczyłam. Spędzam teraz w Londynie mnóstwo czasu w pracy, więc w razie potrzeby możesz spróbować się ze mną skontaktować.
To było pomocne w dwie strony: nie tylko, gdyby sam znalazł się w niebezpieczeństwie, ale także jeżeli Brenna musiałaby szybko przekazać jakąś wiadomość Olivii.
– Mogłabym was zabrać do swojej kamienicy, ale domyślam się, że nie o to chodzi. – Byli tutaj, mieli schronienie, ale ewidentnie zależało im na czymś, co będą mogli traktować jako własne, a przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Nawet jeżeli wynajęte, to nie na takich zasadach, jak stałoby się tam – gdzie kamienica miała służyć i innym. – Kwestia to jak to zorganizować. Moglibyśmy poszukać czegoś w Walii albo Hogsmeade, jeżeli jednak chcecie, by Pękata Fiolka znów funkcjonowała, rodzice Livy muszą zostać w Londynie. Widzę kilka opcji, wybór zależy od waszych potrzeb – wyliczała. Mówiła teraz trochę inaczej niż w sytuacjach prywatnych, gdy gadała dużo, szybko, chętnie wpadając w dygresje czy skacząc z tematu na temat. Słowa padały wolniej i przeszła w tryb… bycia znacznie bardziej rzeczową. – Jeden. Horyzontalna albo Pokątna. Znalezienie tam nieruchomości nietkniętej, wystawionej na sprzedaż, będzie teraz niemal niemożliwe, ale dużo ludzi będzie chciało pozbyć się tych uszkodzonych albo przeklętych. Prawdopodobnie po niskich kosztach. Thomas rzeczywiście jest klątwołamaczem, zna się też na renowacji. Znam jeszcze przynajmniej dwóch innych klątwołamaczy i kilku rzemieślników. Mogą pomóc w przywróceniu takiego mieszkania do ładu. Dwa. Mugolski Londyn albo przedmieścia, jak Little Whinging. Tam o zakup czegoś powinno być łatwiej, także z piwnicą. Ten pierwszy wybór ma zaletę bliskości patroli i sąsiadów, trudniej aby ktoś na przykład się włamał. Ten drugi… że łatwiej zniknąć ludziom z oczu. Jeżeli chodzi o koszty, mogę zaoferować, że ja dokonam zakupu i będziecie wynajmować budynek ode mnie albo udzielę wam nieoprocentowanej pożyczki na zakup, tyle, ile wam do tego zabraknie. Formą spłaty może być po prostu realizacja moich zleceń. Oboje macie nieocenione umiejętności, a potrzeby są teraz ogromne i to będzie znacznie cenniejsze niż goblińskie złoto.
W gruncie rzeczy oczywiste, że nie wymagałaby od nich żadnych pieniędzy za wynajem, ale Olivia nie była kimś, kto łatwo by na coś takiego przystał: nie długoterminowo. Brenna nie była i pewna, czy ta propozycja zostanie zaakceptowana, ale próbowała znaleźć jakiejś sensowne rozwiązanie. A to byłoby korzystne dla obu stron - bo przecież i tak musiała dbać o zasoby, a to oznaczało znalezienie kogoś z odpowiednimi umiejętnościami i zapłacenie mu...
– Nie musicie odpowiadać teraz. Millie chyba was stąd nie wykopuje za drzwi. I może uda się też znaleźć więcej możliwości, na które na razie nie wpadłam – dokończyła, posyłając Olivii uspokajający uśmiech. Dłonie zaciskała w pięści, ale pod stołem, poza zasięgiem ich wzroku. Kontrola oddechu. Zapach dymu to tylko złudzenie. Prawda? – Z kilku miejsc udało się zdjąć te… klątwy? Nawet nie wiem, czy tak je nazwać. – Thomas ściągnął zaklęcie, które wniknęło w ściany Warowni. Runa przestała się pojawiać. Wierzyła, że Ministerstwo też nad tym pracowało, ale jednocześnie chyba większe nadzieje pokładała w zapiskach zdobytych tamtej nocy.
– Będziemy próbować dalej i z Fiolką. Na razie może udałoby się nam zorganizować prowizoryczny warsztat i sprzedaż wysyłkową? Zapotrzebowanie wzrosło, więc na pewno znajdą się chętni, a dla twoich rodziców to będzie źródło dochodu, dopóki sklep nie wznowi stacjonarnego działania? Może mogłoby to zadziałać, gdyby skupili się na wytwarzaniu trzech - czterech najbardziej pożądanych w tej chwili eliksirów i maści?
Czy ten pomysł miał sens? Nie wiedziała: Olivia znała ten biznes lepiej, dlatego spojrzała na nią pytająco. Wiedziała, że to będzie mniej wygodne i na pewno stanie się działaniem na mniejszą skalę, ale... było najlepszym, co mogła wymyśleć jako "doraźne", póki nie zdołają ogarnąć sytuacji długoterminowo.
– Olivia wspomniała, że boisz się ognia. W tym dymie było coś, przez co niektórzy mają… omamy. W Mungu klątwołamacze nie byli w stanie z tym pomóc, ale chyba hipnoza działa lepiej. Millie twierdzi, że zna dobrego hipnotyzera, ja też znam specjalistkę. Żadne z nich nie jest może… entuzjastą odejścia od tradycji, ale przyjmują różnych klientów i nie wspierają Voldemorta. A przynajmniej nie robiła tego Philippa, która po prostu żyła swoim życiem, i Brenna miała nadzieję, że podobnie jest z ekspertem, którego znała Miles. - Jeśli poczujecie, że to dobry pomysł, któraś z nas może spróbować umówić wizytę.
Coś zaiskrzyło, jej żołądek zwinął się w supeł, kiedy jednak odwróciła spojrzenie od Quirke, zobaczyła tylko Tristana. Żadnego ognia. Kolejne złudzenie.
Przynajmniej teraz nie wywoływało już tak wielkiej paniki, jak wcześniej.
– Nie szkodzi. Chodź, pogadajmy – poprosiła, zanim zajęła miejsce. Milczała, gdy Olivia mówiła, a potem pochyliła się nieco, bo odczytać słowa wypisane przez Tristana. I walczyła sama ze sobą, by nie oglądać się co chwila, ilekroć zdawało się jej, że na samej granicy widzenia błyskają jakieś iskry. Jej spojrzenie na moment pomknęło ku oknu: widziała za nią ciemność londyńskiej jesieni, ale żadnej łuny, żadnego popiołu, padającego z nieba…
– W porządku, po kolei więc. Jeśli chodzi o fale, to doskonale, bo też niedawno się ich nauczyłam. Spędzam teraz w Londynie mnóstwo czasu w pracy, więc w razie potrzeby możesz spróbować się ze mną skontaktować.
To było pomocne w dwie strony: nie tylko, gdyby sam znalazł się w niebezpieczeństwie, ale także jeżeli Brenna musiałaby szybko przekazać jakąś wiadomość Olivii.
– Mogłabym was zabrać do swojej kamienicy, ale domyślam się, że nie o to chodzi. – Byli tutaj, mieli schronienie, ale ewidentnie zależało im na czymś, co będą mogli traktować jako własne, a przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Nawet jeżeli wynajęte, to nie na takich zasadach, jak stałoby się tam – gdzie kamienica miała służyć i innym. – Kwestia to jak to zorganizować. Moglibyśmy poszukać czegoś w Walii albo Hogsmeade, jeżeli jednak chcecie, by Pękata Fiolka znów funkcjonowała, rodzice Livy muszą zostać w Londynie. Widzę kilka opcji, wybór zależy od waszych potrzeb – wyliczała. Mówiła teraz trochę inaczej niż w sytuacjach prywatnych, gdy gadała dużo, szybko, chętnie wpadając w dygresje czy skacząc z tematu na temat. Słowa padały wolniej i przeszła w tryb… bycia znacznie bardziej rzeczową. – Jeden. Horyzontalna albo Pokątna. Znalezienie tam nieruchomości nietkniętej, wystawionej na sprzedaż, będzie teraz niemal niemożliwe, ale dużo ludzi będzie chciało pozbyć się tych uszkodzonych albo przeklętych. Prawdopodobnie po niskich kosztach. Thomas rzeczywiście jest klątwołamaczem, zna się też na renowacji. Znam jeszcze przynajmniej dwóch innych klątwołamaczy i kilku rzemieślników. Mogą pomóc w przywróceniu takiego mieszkania do ładu. Dwa. Mugolski Londyn albo przedmieścia, jak Little Whinging. Tam o zakup czegoś powinno być łatwiej, także z piwnicą. Ten pierwszy wybór ma zaletę bliskości patroli i sąsiadów, trudniej aby ktoś na przykład się włamał. Ten drugi… że łatwiej zniknąć ludziom z oczu. Jeżeli chodzi o koszty, mogę zaoferować, że ja dokonam zakupu i będziecie wynajmować budynek ode mnie albo udzielę wam nieoprocentowanej pożyczki na zakup, tyle, ile wam do tego zabraknie. Formą spłaty może być po prostu realizacja moich zleceń. Oboje macie nieocenione umiejętności, a potrzeby są teraz ogromne i to będzie znacznie cenniejsze niż goblińskie złoto.
W gruncie rzeczy oczywiste, że nie wymagałaby od nich żadnych pieniędzy za wynajem, ale Olivia nie była kimś, kto łatwo by na coś takiego przystał: nie długoterminowo. Brenna nie była i pewna, czy ta propozycja zostanie zaakceptowana, ale próbowała znaleźć jakiejś sensowne rozwiązanie. A to byłoby korzystne dla obu stron - bo przecież i tak musiała dbać o zasoby, a to oznaczało znalezienie kogoś z odpowiednimi umiejętnościami i zapłacenie mu...
– Nie musicie odpowiadać teraz. Millie chyba was stąd nie wykopuje za drzwi. I może uda się też znaleźć więcej możliwości, na które na razie nie wpadłam – dokończyła, posyłając Olivii uspokajający uśmiech. Dłonie zaciskała w pięści, ale pod stołem, poza zasięgiem ich wzroku. Kontrola oddechu. Zapach dymu to tylko złudzenie. Prawda? – Z kilku miejsc udało się zdjąć te… klątwy? Nawet nie wiem, czy tak je nazwać. – Thomas ściągnął zaklęcie, które wniknęło w ściany Warowni. Runa przestała się pojawiać. Wierzyła, że Ministerstwo też nad tym pracowało, ale jednocześnie chyba większe nadzieje pokładała w zapiskach zdobytych tamtej nocy.
– Będziemy próbować dalej i z Fiolką. Na razie może udałoby się nam zorganizować prowizoryczny warsztat i sprzedaż wysyłkową? Zapotrzebowanie wzrosło, więc na pewno znajdą się chętni, a dla twoich rodziców to będzie źródło dochodu, dopóki sklep nie wznowi stacjonarnego działania? Może mogłoby to zadziałać, gdyby skupili się na wytwarzaniu trzech - czterech najbardziej pożądanych w tej chwili eliksirów i maści?
Czy ten pomysł miał sens? Nie wiedziała: Olivia znała ten biznes lepiej, dlatego spojrzała na nią pytająco. Wiedziała, że to będzie mniej wygodne i na pewno stanie się działaniem na mniejszą skalę, ale... było najlepszym, co mogła wymyśleć jako "doraźne", póki nie zdołają ogarnąć sytuacji długoterminowo.
– Olivia wspomniała, że boisz się ognia. W tym dymie było coś, przez co niektórzy mają… omamy. W Mungu klątwołamacze nie byli w stanie z tym pomóc, ale chyba hipnoza działa lepiej. Millie twierdzi, że zna dobrego hipnotyzera, ja też znam specjalistkę. Żadne z nich nie jest może… entuzjastą odejścia od tradycji, ale przyjmują różnych klientów i nie wspierają Voldemorta. A przynajmniej nie robiła tego Philippa, która po prostu żyła swoim życiem, i Brenna miała nadzieję, że podobnie jest z ekspertem, którego znała Miles. - Jeśli poczujecie, że to dobry pomysł, któraś z nas może spróbować umówić wizytę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.