14.11.2025, 16:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2025, 17:01 przez Dægberht Flint.)
| realizuję scenariusz bardzo wąskie alejki z @Cassandra Cavendish
Powroty do Wielkiej Brytanii bywały bolesne.
Dægberhta nie obchodziło to, co mogli pomyśleć sobie o tym inni, a może raczej co już o tym myśleli, bo kiepski był w ukrywaniu swojej niechęci do powrotów. Bo to było tak, że tęsknił. Tęsknił tak mocno, że wymiotował – słowo za słowem, zdanie po zdaniu, wers za wersem i wiersz za wierszem. Pisał i pisał, próbował tę tęsknotę przelać na sztukę i wychodziło mu to dobrze, ale kiedy przychodziło już do powrotu, pojawiało się w nim takie dziwne napięcie... A później przychodziła świadomość własnej beznadziejności. Pierwszych kilka dni wiązało się w euforią. Bo tak dobrze jest wrócić – pisał więc nadal, list za listem.
A wiesz, że już jestem?
Już jestem i czekam.
Spotkajmy się, idźmy to tu, to tam.
Nazwoziłem prezentów.
Później przychodziły opowieści, jego i ich, nadrabianie momentów życia, co obie strony ominęły z oczywistych względów. Dziesiątki nawiązań do wiadomości, co je słał zza mórz i oceanów. Na końcu natomiast przychodziły obowiązki. Flinty przymknij się, podaj, zanieś, spędź czas z córką, przynieś, pozamiataj, przestań chlać, nie możesz, nie rób, przestań. Czasami udawało się od tego uciec, przepaść gdzieś bez wieści, bo faceci tacy są, innym razem czekało na niego uzasadnione oburzenie i znów żałował, że nie był niczyj i bezpański, tylko taki chciany i lubiany.
Jednym razem zdawało mu się, że pozjadał wszystkie rozumy, a innym, że niczego w życiu nie rozumiał.
Potrafił wykorzystać każdą głupotę, każdą nawet najmniejszą pierdołę, byle tylko znaleźć się na moment daleko od domu i od wszystkiego. Potrafił nawet, wmawiając sobie potrzebę sprawdzenia źródła losowego zapachu, zgubić się gdzieś w krętych uliczkach Magicznych Dzielnic.
Oh Matko przenajświętsza, Pani Księżyca, opiekunko wszystkich swoich dzieci. Musiałaś widzieć to ze swojego tronu w niebiosach i zacisnąć oczy w reakcji na silny, irytujący ucisk żenady, kiedy to właśnie on – człowiek mający naprawdę sporo do czynienia z kadzidłami – nie rozpoznał, że to jedno z nich zawróciło mu w głowie i błądził już nie tylko w poszukiwaniu wymówek, ale i z powodu silnego upojenia specyficzną mieszanką ziół.
Aż wreszcie, próbując za wszelką cenę odgonić świadomość konieczności powrotu do Abigail, Flint osunął się na bruk, tracąc przytomność.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr