Przyzwyczajona była do tego, że Cathal czasami się wyłączał, zawieszał. Zawsze czekała cierpliwie, bo okazywało się, że jednak słuchał jej paplania (a zdarzało się, że gadała dużo, przy czym gdy trzeba było, to umiała się zamknąć) i odpowiadał sensownie. Uśmiechnęła się tylko na jego „hmm?”, bo ewidentnie wyrwała go z zamyślenia. Nie dziwiła się, bo stan Pokątnej wprawiał w zadumę również ją, a bywała tu znacznie mniej razy, niż zdarzało się to Calowi; plac i zresztą cały Londyn obecnie robił na niej wrażenie… z serii tych melancholijnych, ubranych w jakiś żal po stracie.
Ona nie była fanką alkoholu tak ogólnie, bo miała słabą głowę, a cydru to chyba nigdy nawet nie piła, a przynajmniej sobie nie przypominała, ale że usłyszała strzępek rozmowy, gdy zatrzymali się przy którymś ze straganów, to pozwoliła sobie zaproponować: a nuż Cal jednak będzie tym zainteresowany.
Powiodła spojrzeniem w tym samym kierunku co Shafiq, przeczytała niekompletny napis na szyldzie, zobaczyła wybite okna zabite deskami i poczuła… złość. Ale głównie poczuła smutek.
– Jak chcesz, to możemy sprawdzić, czy na pewno jest zamknięte. Może nie stać ich na naprawę, albo czekają w kolejce do szklarza… – podsunęła, na moment przekrzywiając głowę w zastanowieniu, tak po kociemu. Ostatecznie, po ilości zniszczeń w całej Anglii, i przy ograniczonej liczbie rzemieślników, musiały być jakieś przestoje, ludzie z pewnością czekali w kolejce na nowe drzwi, meble i tak dalej. Paraliż kraju był nieunikniony – ależ mieli szczęście, że wykopaliska prowadzili w Walii, która całkowicie ominęła tę katastrofę.
– To nie Anglia upada nisko – odparła cicho, stając obok niego, gdy się zatrzymał. – Tylko ci, którzy postanowili ją tak upodlić – nie była to pierwszyzna w pamięci historyka, wiedzieli o tym oboje. Lecz co innego czytać o tym i dowiadywać się z ułożenia zwłok w starym kurhanie, a co innego przeżywać na własnej skórze. – Wszystko w porządku? – zapytała faktycznie zmartwiona nastrojem Cala.
Dopiero to powiedziawszy spojrzała na te dziwne, czarne owoce w koszyczkach.
– Przepraszam, co pan sprzedaje? – zapytała bez skrępowania tym swoim obco brzmiącym akcentem, który w większości tłumaczył wiele. Uśmiechnęła się przy tym lekko do sprzedawcy.