15.11.2025, 15:53 ✶
Do domu wróciła zaraz po kolacji w Mulciber Manor. Chciała pomóc w ewentualnych przygotowaniach, bo nawet jeśli takowych nie było i wszystko zostało dopięte na ostatni guzik - to domyślała się, że w oczach Lorraine mogło być inaczej. A przynajmniej dopóki nie minie początkowy stres i wszyscy nie zasiądą na swoich miejscach. Jeszcze przed ustaloną godziną podążyła do pokoju, który zajmowała razem z Baldwinem, aby poprawić makijaż i przez krótki moment odetchnąć od gwaru i napięcia jaki towarzyszył wydarzeniom tego typu. Rodzinka Mulciberów nie należała do najłatwiejszych - stwierdziła w myślach, zasiadając na parapecie, odpalając papierosa. Potrzebowała chwili, aby się wyciszyć. Gdy dopaliła papierosa, poprawiła włosy i po raz ostatni poczęstowała się waniliowymi perfumami, które przyjemnie chłodną chmurką musnęły jej alabastrową skórę. Sięgnęła po białą kokardę.
Zbiegła na dół, odnajdując spojrzeniem Lorraine. Pukle jasnych włosów rozsypały się po ramieniu Scarlett, kontrastując z elegancką, czarną sukienką. Na burgundowych ustach Mulciber wpłynął delikatny uśmiech, a jasne ślepia połowicznie skryły się za kotarami kruczoczarnych rzęs nadając im kociego wyrazu, gdy przypatrywała się pani domu i zdawała się nad czymś zastanawiać.
W końcu nieśpiesznie podeszła do Lorraine, muskając opuszkami palców lśniące, miękkie loki Malfoyówny
-Wyglądasz przepięknie... - wyznała cicho, niemal szeptem, zbierając kilka kosmyków, tym samym wpinając białą kokardę w jej włosy- Dom wygląda przepięknie i wszystko jest absolutnie przepiękne - umilkła na moment, aby ocenić czy wpięta ozdoba leży tak jak powinna - ale nie jestem tym zdziwiona, bardzo się starałaś dla nas wszystkich... -delikatnie poprawiła kokardę - zawsze się starasz z całych sił, wiem... - stwierdziła cicho i nieco nonszalancko, chociaż mówiła całkiem szczerze - Nawet jeśli czasem jest to kurewsko ciężkie... - odnalazła jej spojrzenie, a na jej usta wpłynął ciepły uśmiech - Dziękuje Ci
Bo chociaż w tym domu nie było pięciu pokojówek i czterech skrzatów, nie było złotych sztućców i alabastrowych zastaw sprowadzonych zza morza to było coś co sprawiało, że to wszystko wydawało się niepotrzebne. I nawet nieprzyjemne mrowienie powstałe na wskutek chaosu w lśniącej zastawie, spowodowane świadomością, że każdy widelec i każdy talerz był z innego kowenu zdawało się nie mieć aż tak wielkiego znaczenia.
Obróciła się na pięcie, aby ulotnić się z pola rażenia, a tym samym nie być pierwszym na co mogą wpaść goście, których spodziewała się, że nie znać.
Wzrokiem szukała Baldwina, wracając grzecznie na swoje miejsce.
-Lucyfer - mruknęła oschle, widząc czarnego kota, przyozdobionego czerwoną wstęgą, który akurat siedział na jej krześle, zaglądając z ciekawością na stół. Kot zerknął w jej kierunku po czym zeskoczył z krzesła, siadając tuż pod nim.
Dojrzała pierwszych gości, których tak jak i podejrzewała - nie znała, aczkolwiek niezbyt się tym przejmowała. Obserwowała z zaciekawieniem uroczą scenę, gdy podziękowali za zaproszenie.
Kim byli dla Lorraine i Baldwina? Rodzina? Przyjaciele? Zerknęła w kierunku Lorraine, na dłuższą chwilę zwieszając na niej spojrzenie. Być może gdy ją o to zapyta to ta odpowie, wyciągnie kolejny album ze zdjęciami, które zdawało się, że skrupulatnie zbierała (sądząc po ilości) przez lata.
Uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli, przenosząc wzrok na Baldwina (lub jego krzesło), pozwalając sobie odbiec myślami gdzieś ciut dalej.
Zbiegła na dół, odnajdując spojrzeniem Lorraine. Pukle jasnych włosów rozsypały się po ramieniu Scarlett, kontrastując z elegancką, czarną sukienką. Na burgundowych ustach Mulciber wpłynął delikatny uśmiech, a jasne ślepia połowicznie skryły się za kotarami kruczoczarnych rzęs nadając im kociego wyrazu, gdy przypatrywała się pani domu i zdawała się nad czymś zastanawiać.
W końcu nieśpiesznie podeszła do Lorraine, muskając opuszkami palców lśniące, miękkie loki Malfoyówny
-Wyglądasz przepięknie... - wyznała cicho, niemal szeptem, zbierając kilka kosmyków, tym samym wpinając białą kokardę w jej włosy- Dom wygląda przepięknie i wszystko jest absolutnie przepiękne - umilkła na moment, aby ocenić czy wpięta ozdoba leży tak jak powinna - ale nie jestem tym zdziwiona, bardzo się starałaś dla nas wszystkich... -delikatnie poprawiła kokardę - zawsze się starasz z całych sił, wiem... - stwierdziła cicho i nieco nonszalancko, chociaż mówiła całkiem szczerze - Nawet jeśli czasem jest to kurewsko ciężkie... - odnalazła jej spojrzenie, a na jej usta wpłynął ciepły uśmiech - Dziękuje Ci
Bo chociaż w tym domu nie było pięciu pokojówek i czterech skrzatów, nie było złotych sztućców i alabastrowych zastaw sprowadzonych zza morza to było coś co sprawiało, że to wszystko wydawało się niepotrzebne. I nawet nieprzyjemne mrowienie powstałe na wskutek chaosu w lśniącej zastawie, spowodowane świadomością, że każdy widelec i każdy talerz był z innego kowenu zdawało się nie mieć aż tak wielkiego znaczenia.
Obróciła się na pięcie, aby ulotnić się z pola rażenia, a tym samym nie być pierwszym na co mogą wpaść goście, których spodziewała się, że nie znać.
Wzrokiem szukała Baldwina, wracając grzecznie na swoje miejsce.
-Lucyfer - mruknęła oschle, widząc czarnego kota, przyozdobionego czerwoną wstęgą, który akurat siedział na jej krześle, zaglądając z ciekawością na stół. Kot zerknął w jej kierunku po czym zeskoczył z krzesła, siadając tuż pod nim.
Dojrzała pierwszych gości, których tak jak i podejrzewała - nie znała, aczkolwiek niezbyt się tym przejmowała. Obserwowała z zaciekawieniem uroczą scenę, gdy podziękowali za zaproszenie.
Kim byli dla Lorraine i Baldwina? Rodzina? Przyjaciele? Zerknęła w kierunku Lorraine, na dłuższą chwilę zwieszając na niej spojrzenie. Być może gdy ją o to zapyta to ta odpowie, wyciągnie kolejny album ze zdjęciami, które zdawało się, że skrupulatnie zbierała (sądząc po ilości) przez lata.
Uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli, przenosząc wzrok na Baldwina (lub jego krzesło), pozwalając sobie odbiec myślami gdzieś ciut dalej.