15.11.2025, 18:22 ✶
Olivia spojrzała na Tristana z czułością i nakryła jego dłoń własną dłonią. Naprawdę nie chciała zostawiać rodziców, ale z drugiej strony zdawała sobie sprawę z tego, że zostawanie w Pękatej Fiolce było niebezpieczne. Nie, ich mieszkanie nie nadawało się do niczego. Słuchała więc Brenny, przenosząc powoli na nią wzrok. Dawno jej takiej nie widziała - rzeczowej, cichej... I czy miała wrażenie, ale na niej również ta noc odbiła się mocniej, niż by chciała? To było tak cholernie niesprawiedliwe, że ucierpiało tyle niewinnych osób. Ona, Tristan, Brenna, jej rodzice, w ogóle cała rodzina Longbottom. I masa innych czarodziejów i czarownic. Wiedziała, że o to chodziło śmierciożercom, ale nie oznaczało to, że musiała się na to godzić. Co zresztą zaznaczyła Brennie w liście.
- Myślę, że wynajem czegoś mógłby być dobrym pomysłem. Przynajmniej dla rodziców, zanim nie uda się przywrócić mieszkania nad Fiolką do użytku - powiedziała cicho, zerkając za okno. Brenna szukała tam łuny i popiołu, a Olivia: zapewnienia, że nadal jest dokąd wracać i o co walczyć. - Ale sama nie wiem, kochanie, może lepiej żebyśmy zamieszkali osobno? I już... Na stałe.
Powiedziała po chwili wahania, bo chociaż kochała rodziców nad życie, to mieszkanie z nimi byłoby udręką. Może w przyszłości, gdy będzie ich stać na dom, mogliby mieć osobne wejścia i swoje piętra? Ale na pewno nie zamierzała wykorzystywać do tego Brenny i jej pieniędzy. Pożyczka: owszem, ale przecież nigdy by nie dali radę jej spłacić, nawet jeśli byłaby nieoprocentowana.
- Dziękuję - powiedziała w końcu, wydychając powietrze nieco szybciej, niż powinna. - Że w ogóle chcesz nam pomóc. Tamta noc zweryfikowała wiele znajomości. Niektórzy z przyjaciół rodziców całkowicie się od nich odwrócili.
Wiedziała, że Brenna taka nie była, i że bezinteresowność powinna być oczywistością, lecz nie oznaczało to, że nie mogła za to dziękować.
- Tak naprawdę wystarczy jeden pokój. Połowa sprzętu, którego używałam w Fiolce, jest moja. Więc mogę go zabrać, nie uległ zniszczeniu. Millie mówiła coś o składnikach - tych praktycznie nie mamy, wszystko poszło - wyjaśniła, chociaż mogła mówić tylko za siebie. Jeżeli chodziło o Tristana i jego wyroby, to na pewno potrzebował więcej miejsca i sprzętu niż ona. Wzdrygnęła się, gdy ta wypowiedziała jego imię. Olivia niemal natychmiast skurczyła się w sobie. - Nie... Nie wypowiadaj imienia tego... potwora
Jęknęła, wbijając paznokcie w swoje przedramię. Pobladła, uciekła wzrokiem w bok. Wiedziała, że nie powinna się bać samego imienia, lecz nic na to nie mogła poradzić.
- Nie zasługuje na to, by go pamiętać - dodała szeptem, wstając. - Zrobię herbaty. Mama mówiła, że w Lecznicy Dusz jest ktoś, kto może pomóc na to, jak ja reaguję na... samo wspomnienie o nim. Ale powiedz mi, proszę - czy sama korzystałaś z hipnozy? Wspominałaś, że też masz pewne objawy.
Nie chciała wysprzęglać się tak o z tego, że Brenna też bała się ognia. Na bogów, a ona podczas tamtej nocy wbiegła z nią do płonącego budynku!
- Myślę, że wynajem czegoś mógłby być dobrym pomysłem. Przynajmniej dla rodziców, zanim nie uda się przywrócić mieszkania nad Fiolką do użytku - powiedziała cicho, zerkając za okno. Brenna szukała tam łuny i popiołu, a Olivia: zapewnienia, że nadal jest dokąd wracać i o co walczyć. - Ale sama nie wiem, kochanie, może lepiej żebyśmy zamieszkali osobno? I już... Na stałe.
Powiedziała po chwili wahania, bo chociaż kochała rodziców nad życie, to mieszkanie z nimi byłoby udręką. Może w przyszłości, gdy będzie ich stać na dom, mogliby mieć osobne wejścia i swoje piętra? Ale na pewno nie zamierzała wykorzystywać do tego Brenny i jej pieniędzy. Pożyczka: owszem, ale przecież nigdy by nie dali radę jej spłacić, nawet jeśli byłaby nieoprocentowana.
- Dziękuję - powiedziała w końcu, wydychając powietrze nieco szybciej, niż powinna. - Że w ogóle chcesz nam pomóc. Tamta noc zweryfikowała wiele znajomości. Niektórzy z przyjaciół rodziców całkowicie się od nich odwrócili.
Wiedziała, że Brenna taka nie była, i że bezinteresowność powinna być oczywistością, lecz nie oznaczało to, że nie mogła za to dziękować.
- Tak naprawdę wystarczy jeden pokój. Połowa sprzętu, którego używałam w Fiolce, jest moja. Więc mogę go zabrać, nie uległ zniszczeniu. Millie mówiła coś o składnikach - tych praktycznie nie mamy, wszystko poszło - wyjaśniła, chociaż mogła mówić tylko za siebie. Jeżeli chodziło o Tristana i jego wyroby, to na pewno potrzebował więcej miejsca i sprzętu niż ona. Wzdrygnęła się, gdy ta wypowiedziała jego imię. Olivia niemal natychmiast skurczyła się w sobie. - Nie... Nie wypowiadaj imienia tego... potwora
Jęknęła, wbijając paznokcie w swoje przedramię. Pobladła, uciekła wzrokiem w bok. Wiedziała, że nie powinna się bać samego imienia, lecz nic na to nie mogła poradzić.
- Nie zasługuje na to, by go pamiętać - dodała szeptem, wstając. - Zrobię herbaty. Mama mówiła, że w Lecznicy Dusz jest ktoś, kto może pomóc na to, jak ja reaguję na... samo wspomnienie o nim. Ale powiedz mi, proszę - czy sama korzystałaś z hipnozy? Wspominałaś, że też masz pewne objawy.
Nie chciała wysprzęglać się tak o z tego, że Brenna też bała się ognia. Na bogów, a ona podczas tamtej nocy wbiegła z nią do płonącego budynku!