15.11.2025, 18:33 ✶
Najchętniej uciekłaby ponownie. Każda bowiem opcja poza ucieczką oznaczała, że Hela będzie musiała wrócić tam — do chaty na kurzej stopie — stanąć przed babulinką i się ukorzyć. Tak samo jak musiała ukorzyć się niedawno i przyznać do błędów przed rodziną — wciąż nosiła po tym gniew i upokorzenie. Wciąż musiała za coś przepraszać i czekać na łaskę. Helloise była tak kurewsko zmęczona składaniem aktów samokrytyki.
Była również zbyt zmęczona na ucieczkę.
Miała siłę płakać i krzyczeć, awanturować się, lecz nie miała siły znów odejść. Poplącze się po Dolinie bez celu do ciemnej nocy, ale wróci grzecznie do miejsca swojego schronienia. Zgrzytając zębami, złorzecząc — ale wróci. Gdzie indziej miałaby pójść? Samo wspomnienie obskurnych uliczek Nokturnu sprawiało, że żebra zdawały się zaciskać na płucach i sercu. Nie chciała się tam już nigdy zbliżać.
Wtem niespodziewanie pod sam jej nos niemal trafiła mała rączka z cukierkiem. W pierwszej chwili dziewczyna odwróciła gwałtownie głowę, żeby ukryć zaszklone oczy. Raz-dwa-trzy. Dopiero wtedy odwróciła się z powrotem do chłopca, patrząc na niego nieco niewyraźnym wzrokiem.
Dzieciak nie wyglądał imponująco, jego landrynka jeszcze mniej. Jak skromna była w oczach kogoś, kogo obfitości półek Miodowego Królestwa zdążyły znudzić. Chłopiec był jednak porządny — nie jak te obdarte, paskudne sieroty na Nokturnie, przesycone zapachem biedy i czarnej magii. Był nawet uroczy, choć ewidentnie nie z wysokiego rodu; był może trochę młodszy od Leviathana. Jak do tego doszło, że biedne dzieci wieśniaków współczuły Heli Rowle?
— Nie. Jest w porządku — mruknęła Hela, wycierając resztki niewydarzonych łez z kącików oczu. Zrobiło jej się z powodu jego propozycji zwyczajnie głupio. — Mam dużo cukierków. — Wyciągnęła rękę, żeby łagodnie zacisnąć małe paluszki Samuela na cukierku. — Mam je domu. Zgubiłeś się? Potrzebujesz coś? — zapytała, żeby odciągnąć uwagę od siebie i tego, w jakim była stanie. Nie lubiła być oglądana w chwilach słabości, choćby to miał być tylko mały syn jakiegoś anonimowego czarodzieja z Doliny.
Była również zbyt zmęczona na ucieczkę.
Miała siłę płakać i krzyczeć, awanturować się, lecz nie miała siły znów odejść. Poplącze się po Dolinie bez celu do ciemnej nocy, ale wróci grzecznie do miejsca swojego schronienia. Zgrzytając zębami, złorzecząc — ale wróci. Gdzie indziej miałaby pójść? Samo wspomnienie obskurnych uliczek Nokturnu sprawiało, że żebra zdawały się zaciskać na płucach i sercu. Nie chciała się tam już nigdy zbliżać.
Wtem niespodziewanie pod sam jej nos niemal trafiła mała rączka z cukierkiem. W pierwszej chwili dziewczyna odwróciła gwałtownie głowę, żeby ukryć zaszklone oczy. Raz-dwa-trzy. Dopiero wtedy odwróciła się z powrotem do chłopca, patrząc na niego nieco niewyraźnym wzrokiem.
Dzieciak nie wyglądał imponująco, jego landrynka jeszcze mniej. Jak skromna była w oczach kogoś, kogo obfitości półek Miodowego Królestwa zdążyły znudzić. Chłopiec był jednak porządny — nie jak te obdarte, paskudne sieroty na Nokturnie, przesycone zapachem biedy i czarnej magii. Był nawet uroczy, choć ewidentnie nie z wysokiego rodu; był może trochę młodszy od Leviathana. Jak do tego doszło, że biedne dzieci wieśniaków współczuły Heli Rowle?
— Nie. Jest w porządku — mruknęła Hela, wycierając resztki niewydarzonych łez z kącików oczu. Zrobiło jej się z powodu jego propozycji zwyczajnie głupio. — Mam dużo cukierków. — Wyciągnęła rękę, żeby łagodnie zacisnąć małe paluszki Samuela na cukierku. — Mam je domu. Zgubiłeś się? Potrzebujesz coś? — zapytała, żeby odciągnąć uwagę od siebie i tego, w jakim była stanie. Nie lubiła być oglądana w chwilach słabości, choćby to miał być tylko mały syn jakiegoś anonimowego czarodzieja z Doliny.
dotknij trawy