24.02.2023, 20:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.02.2023, 20:40 przez Theseus Fletcher.)
- Jasne. – odpowiedział Castielowi, który wyrwał go z rozmyślań o tych kilku latach spędzonych w murach Hogwartu. Fletcher, ubrany schludnie, ale nieprzesadnie elegancko, siedział przy jednym ze stolików ze sporą grupką znajomych. Gdyby los nie zestawił go w Zakazanym Lesie z Brenną… pewnie potoczyłoby się to wszystko inaczej.
I jeszcze dobrze w ustach Flinta nie wybrzmiało słowo „piwo”, a panna Longbottom zaczęła perswadować pozostałych do zmiany preferencji trunkowej. Theseus, już nie siedząc, a przesuwając się za krzesło, uśmiechnął się krzywo pod nosem, przenosząc wzrok z Brenny, na Victorię, Cynthię. Cisnęło mu się coś na usta, ale zostawił to dla siebie. Właściwie zgadzał się z żeńską częścią towarzystwa, nic nie stało na przeszkodzie, aby napili się czegoś mocniejszego. Ale bardzo eleganckie ze strony Castiela było zaproponować kremowe.
- Flint, ja myślę, że po tym porzeczkowym, to ona zacznie cię swatać jeszcze mocniej i może nawet sowę komuś wyśle. Jeszcze dzisiaj. – roześmiał się, wydostawszy się z rzędów kolan, krzeseł i ludzi o raczej dobrych humorach.
- Rum porzeczkowy. – powiedział do kogokolwiek, kto stał za kontuarem. Na twarz przybrał wyraz jak najbardziej poważny, ale długo go utrzymać nie zdołał. Zadowolony z siebie, z głupkowatym uśmiechem spojrzał na kumpla.
- Będę musiał nad tym jeszcze popracować. – podrapał się wolną ręką po tyle głowy, burząc już i tak niepoukładaną plątaninę kręconych włosów. – Znaczy wiesz, moim zdaniem nie jest źle. – dodał, wymijając temat. Zestresował się. Nie był orłem. Wolał się skupiać na rzeczach, które zdaniem większości dorosłych, nie były aż tak przydatne w życiu dorosłego czarodzieja.
- Ale pisemny mi poszedł mega dobrze. – dodał szybko. – A tobie? – odbił pytanie.
Po chwili mogli już odebrać swoje zamówienie.
Zgodnie z życzeniem Brenny, na wspólnym stole wylądowała niewielka karafka porzeczkowego rumu i czwórniak w nieco większym, wiklinowym gąsiorze. Fletcher, żeby nie zostawiać kolegę samego, miał zamiar wypić najpierw kremowe, o ile tamten nie zmienił zdania. Musieli się jeszcze wrócić po naczynia, a później mogli już swobodnie rozlewać.
I jeszcze dobrze w ustach Flinta nie wybrzmiało słowo „piwo”, a panna Longbottom zaczęła perswadować pozostałych do zmiany preferencji trunkowej. Theseus, już nie siedząc, a przesuwając się za krzesło, uśmiechnął się krzywo pod nosem, przenosząc wzrok z Brenny, na Victorię, Cynthię. Cisnęło mu się coś na usta, ale zostawił to dla siebie. Właściwie zgadzał się z żeńską częścią towarzystwa, nic nie stało na przeszkodzie, aby napili się czegoś mocniejszego. Ale bardzo eleganckie ze strony Castiela było zaproponować kremowe.
- Flint, ja myślę, że po tym porzeczkowym, to ona zacznie cię swatać jeszcze mocniej i może nawet sowę komuś wyśle. Jeszcze dzisiaj. – roześmiał się, wydostawszy się z rzędów kolan, krzeseł i ludzi o raczej dobrych humorach.
- Rum porzeczkowy. – powiedział do kogokolwiek, kto stał za kontuarem. Na twarz przybrał wyraz jak najbardziej poważny, ale długo go utrzymać nie zdołał. Zadowolony z siebie, z głupkowatym uśmiechem spojrzał na kumpla.
- Będę musiał nad tym jeszcze popracować. – podrapał się wolną ręką po tyle głowy, burząc już i tak niepoukładaną plątaninę kręconych włosów. – Znaczy wiesz, moim zdaniem nie jest źle. – dodał, wymijając temat. Zestresował się. Nie był orłem. Wolał się skupiać na rzeczach, które zdaniem większości dorosłych, nie były aż tak przydatne w życiu dorosłego czarodzieja.
- Ale pisemny mi poszedł mega dobrze. – dodał szybko. – A tobie? – odbił pytanie.
Po chwili mogli już odebrać swoje zamówienie.
Zgodnie z życzeniem Brenny, na wspólnym stole wylądowała niewielka karafka porzeczkowego rumu i czwórniak w nieco większym, wiklinowym gąsiorze. Fletcher, żeby nie zostawiać kolegę samego, miał zamiar wypić najpierw kremowe, o ile tamten nie zmienił zdania. Musieli się jeszcze wrócić po naczynia, a później mogli już swobodnie rozlewać.