Ruda była gotowa do działania. Jak zawsze. W dłoni trzymała swoją miotłę, dość mocno trzymała jej trzonek. Włosy fruwały jej na wietrze, co chwila wpadały do oczu, jednak było to całkiem przyjemnym uczuciem. Lubiła wiatr, przywykła do niego, bo sporą część życia spędzała w powietrzu, na swojej miotle.
Pokiwała głową, żeby nie było, że dotarło do niej, że mogą pojawić się stworzenia, które zechcą ich zeżreć. Nie przestraszyła się jakoś specjalnie, wręcz przeciwnie była podekscytowana. Czy staną im na drodze? Chętnie sprawdzi, czy są takie straszne. Heather nie bała się chyba niczego.
- Wieje dosyć mocny wiatr, jeśli nawet poczują nasz zapach, czy cokolwiek, to będzie roznosił się w różnych miejscach. - Nie sądziła również, aby zwierzęta miały ich zobaczyć, kiedy będą znajdowali się nad ziemią. Wystarczy zachowanie odpowiedniej wysokości.
- Jasne, sprawdzimy drogę, zrobimy rekonesans i wrócimy. - Plan brzmiał całkiem prosto nie wydawało jej się, aby coś mogło go popsuć. Cieszyła się, że zaraz wzbije się w powietrze.
Dostała swoje zadanie, więc za bardzo nie wnikała w to, co będzie robić reszta, to nie ona tutaj dowodziła, miała wykonywać polecenia, nic więcej.
Spojrzała na Erika kątem oka, jego miotła była duża... w sumie nie dziwiło jej to przy tym, jaki był wysoki. Oglądała przedmiot i stwierdziła, że na pewno był robiony na zamówienie, nie była to standardowa miotła, całkiem ładnie się prezentowała, no, może nie tak jak ta jej, bo tatuś co chwila ją upiększał i ulepszał.
Wzbili się w końcu w powietrze. Ruda uśmiechała się sama do siebie, kiedy w końcu znalazła się w przestworzach. - Problemów? Żadnych, to chyba zero. - Krzyknęła do Erika, grunt to nastawić się optymistycznie, prawda?
Obserwowała uważnie okolicę, chcąc sprawdzić, czy nie widać było z góry żadnych stworzeń, ani niczego podejrzanego. W końcu dlatego znaleźli się na niebie.
Akcja nieudana