15.11.2025, 23:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 23:22 przez Lorien Mulciber.)
Prawda była taka, że Lorien ostatnimi czasy bardzo często… po prostu dysocjowała. Zwłaszcza, kiedy rozmowa odbiegała od jej ulubionych tematów (głównie jej samej, prawa brytyjskiego i z kompletnie niezrozumiałego dla niej powodu wyższości ziaren owsa nad pszenicą). Dlatego skupiła się sama na sobie, kontrolując tylko czy z ciocią wszystko w porządku. Philomena była zajęta pacyfikowaniem młodzieży, więc tak naprawdę Lorien nie musiała im poświęcać więcej uwagi niż to konieczne. A raczej.. Nie powinna tego robić. Wszyscy wiedzieli, że słowa wypowiedziane bez zastanowienia mogą zostać użyte przeciwko oskarżonemu. Nie do końca było jeszcze wiadomo o co konkretnie zostaną panny Mulciber oskarżone, ale w szerokim prawniczym arsenale matrony rodu zawsze się coś znalazło.
Owszem - gdy padło “za nieobecnych” jej dłoń drgnęła na kieliszku. Ale nie odwróciła wzroku w stronę pustego. Po co. Wiedziała że jest puste. Wiedziała gdzie jest Donald.
Coś tam usłyszała o synach szwagra - no tak mistrz od chujoświeczek się nie pojawił, rzeczywiście. Dopiero w sumie zauważyła, że się nie pojawił. I ten drugi, Leonard, też nie. Faktu, że nie było przy nich Sophie zwyczajnie w świecie nie skomentowała. Nie było nic do komentowania.
Początkowo była zajęta przeprowadzaniem wiwisekcji na paszteciku (wpierw należy pasztecik rozwinąć, potem oddzielić farsz dyniowy od naleśnika, potem z farszu wydłubać każdy jeden kawałek grzybka i wszystkie większe kawałeczki dyni), podniosła głowę znad talerza.
Wpierw słysząc pytanie Seliny, na które nie zdążyła odpowiednio szybko zareagować, bo chwilkę później Richard wpierdolił się ni z tego ni z owego w delikatny temat z gracją trolla w składzie porcelany.
Czy w tych pieprzonych norweskich igloo kurwa kultury was już nie uczą?! Nie wie, że niektórych tematów się tu nie porusza?! - Warknęła, na szczęście tylko w myślach, zaciskając mocniej palce na srebrnym nożu, który służył jej za skalpel w ważnej operacji na paszteciku. Przez sekundę pozwoliła sobie na fantazję, że właśnie tak obiera szwagra. Warstwa po warstwie. Aż dojdzie do pustki w przestrzeni międzyczaszkowej. Przecież nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że może wspominanie pogrążonego w śpiączce mężczyzny przy jego matce nie jest dobrym pomysłem?
Kobieta odnalazła wzrokiem Richarda.
- Donald ma się dobrze. Dziękujemy za Twoją troskę.- Odpowiedziała na jego pytanie próbując wykrzesać z siebie resztkę uprzejmości, mówiąc na tyle głośno, że na pewno ją usłyszał. A przy okazji tonem, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że to koniec dyskusji o wszelkich “nieobecnych”.
Złagodniała, kiedy odwróciła się powoli w stronę Seliny. Znów się uśmiechnęła, odłożyła sztućce na talerz.
- Ciociu... Donald nie mógł się dzisiaj pojawić, ale widziałam się z nim dziś rano…- Skinęła dłonią na służącego, żeby nalał pani domu w międzyczasie zupy do porcelanowej miseczki.
Wspomnienie porannej wizyty w Lecznicy Dusz wyrwało ją z rytmu zdania. Magomedycy powtarzający wciąż to samo. Biała, sterylna ściana. Świeże kwiaty. Aparatura i eliksiry… Buteleczka z jasnym płynem. A potem... Nie. Nie chciała o tym myśleć.
Mogła przysiąc, że poczuła na sobie karcące spojrzenie Philomeny, choć była pewna że ta jest zajęta rozmową w innej części stołu. Paranoja.
- Nie może dzisiaj z nami spędzić wieczoru, ale obiecał odwiedzić cię tak szybko jak to możliwe.- Dokończyła nieznacznie tylko ciszej. Kąciki ust, wciąż wykrzywione w uśmiechu zaczęły drżeć, ale nawet na moment nie odwróciła wzroku od czarownicy. Przecież wszystko było na swoim miejscu.
Dokładnie tak jak powinno być.