15.11.2025, 23:26 ✶
Nie powinienem był na nią patrzeć, a jednak patrzyłem, jak człowiek, który sam sobie podcinał gałąź, na której siedział. Każde jej słowo szarpało mnie ostrzej, niż miała prawo przypuszczać. Przyjmowałem to jak ktoś, kto musi, chociaż chciałby inaczej, tylko w taki sposób potrafiłem ją od siebie odepchnąć - raniąc, innej drogi nie znałem, bo gdybym próbował łagodnie wytłumaczyć sytuację, zawahałbym się, a wahanie byłoby błędem.
- Uratować cię przed twoją własną naiwnością to najuczciwsze, co mogłem zrobić, ale już nie przesadzaj, nie jesteś księżniczką, by zasługiwać na rycerskość. - Prychnąłem pod nosem, chociaż w środku chciałem tylko zatrzymać te słowa, zanim zdążą ją otruć, ale byłem już w tej roli - roli, którą wybrałem zamiast niej. Nie wiedziała, że to wszystko było dla mnie trudniejsze niż dla niej, ja też trzymałem się tych wspólnych godzin, tych śmiechów, jakby były talizmanem.
Kiedy zarzuciła mi, że nie powiedziałem, iż mi coś przeszkadzało, zacisnąłem szczęki tak, że aż mnie zabolały. Jak miałem jej powiedzieć, że przeszkadzało mi dokładnie to, co jednocześnie przyciągało mnie najmocniej - każdy jej uśmiech plątał mi myśli tak, jak nie powinien?
- Gdybym zaczął spowiadać ci się z każdej rzeczy, której nie zrozumiesz… - Urwałem, bo głos za bardzo chciał złagodnieć. Bo co mogłem jej powiedzieć - że z każdym dniem trudniej było mi udawać obojętność, sama obecność jej dłoni kilka centymetrów od mojej doprowadzała mnie do szału, do pragnienia, którego nie miałem prawa czuć, i odkąd zrozumiałem, że mógłbym chcieć jej bardziej niż powinienem, wszystko we mnie zaczęło krzyczeć, by się wycofać? Nie - to byłby egoizm, a ja wybierałem okrucieństwo zamiast egoizmu.
- Dawaj. - Rzuciłem twardo. - Zobaczymy, ile z tej twojej odwagi zostanie, kiedy nikt nie będzie cię trzymał za rękę. - Najgorsze było to, że chciałem ją trzymać, najbardziej ze wszystkiego, a musiałem się stać kimś, kto ją odepchnie. - Dobrze, że w końcu widzisz to, co trzeba. - Odparłem, ale kiedy powiedziała, że się zawiodła, zamilkłem na ułamek sekundy. Nie mogła wiedzieć, że te słowa trafiły we mnie jak strzała wypuszczona z najbliższej odległości bez możliwości uchylenia się - to jedno zdanie, ciche, bez drgnienia w głosie, gdyby powiedziała to z gniewem, łatwiej byłoby to znieść, ale mówiła jak ktoś, kto zamknął drzwi i zatrzasnął zasuwę od środka. Skinąłem głową, jakby nic się nie stało, jak gdyby nie zapadła właśnie nad nami ostateczna ciemność. - Zawód to cena za naiwność. - Powiedziałem miękko, lecz zabrzmiało ostro jak brzytwa. - Zapamiętaj to, jeśli chcesz przeżyć w tym świecie.
Drzwi do gabinetu otwarły się ze zgrzytem, co zabrzmiało, jak wyjątkowa ironia losu, bo inne, te ważniejsze, właśnie zostały zamknięte.
- Uratować cię przed twoją własną naiwnością to najuczciwsze, co mogłem zrobić, ale już nie przesadzaj, nie jesteś księżniczką, by zasługiwać na rycerskość. - Prychnąłem pod nosem, chociaż w środku chciałem tylko zatrzymać te słowa, zanim zdążą ją otruć, ale byłem już w tej roli - roli, którą wybrałem zamiast niej. Nie wiedziała, że to wszystko było dla mnie trudniejsze niż dla niej, ja też trzymałem się tych wspólnych godzin, tych śmiechów, jakby były talizmanem.
Kiedy zarzuciła mi, że nie powiedziałem, iż mi coś przeszkadzało, zacisnąłem szczęki tak, że aż mnie zabolały. Jak miałem jej powiedzieć, że przeszkadzało mi dokładnie to, co jednocześnie przyciągało mnie najmocniej - każdy jej uśmiech plątał mi myśli tak, jak nie powinien?
- Gdybym zaczął spowiadać ci się z każdej rzeczy, której nie zrozumiesz… - Urwałem, bo głos za bardzo chciał złagodnieć. Bo co mogłem jej powiedzieć - że z każdym dniem trudniej było mi udawać obojętność, sama obecność jej dłoni kilka centymetrów od mojej doprowadzała mnie do szału, do pragnienia, którego nie miałem prawa czuć, i odkąd zrozumiałem, że mógłbym chcieć jej bardziej niż powinienem, wszystko we mnie zaczęło krzyczeć, by się wycofać? Nie - to byłby egoizm, a ja wybierałem okrucieństwo zamiast egoizmu.
- Dawaj. - Rzuciłem twardo. - Zobaczymy, ile z tej twojej odwagi zostanie, kiedy nikt nie będzie cię trzymał za rękę. - Najgorsze było to, że chciałem ją trzymać, najbardziej ze wszystkiego, a musiałem się stać kimś, kto ją odepchnie. - Dobrze, że w końcu widzisz to, co trzeba. - Odparłem, ale kiedy powiedziała, że się zawiodła, zamilkłem na ułamek sekundy. Nie mogła wiedzieć, że te słowa trafiły we mnie jak strzała wypuszczona z najbliższej odległości bez możliwości uchylenia się - to jedno zdanie, ciche, bez drgnienia w głosie, gdyby powiedziała to z gniewem, łatwiej byłoby to znieść, ale mówiła jak ktoś, kto zamknął drzwi i zatrzasnął zasuwę od środka. Skinąłem głową, jakby nic się nie stało, jak gdyby nie zapadła właśnie nad nami ostateczna ciemność. - Zawód to cena za naiwność. - Powiedziałem miękko, lecz zabrzmiało ostro jak brzytwa. - Zapamiętaj to, jeśli chcesz przeżyć w tym świecie.
Drzwi do gabinetu otwarły się ze zgrzytem, co zabrzmiało, jak wyjątkowa ironia losu, bo inne, te ważniejsze, właśnie zostały zamknięte.
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)