16.11.2025, 11:05 ✶
– W tej chwili niczego nie potrzebuję. Zajrzę tu za miesiąc.
Może czekali w kolejce do rzemieślników, może postanowili zamknąć interes i uciec z Londynu, a może nie żyli. Jak wielu innych. Londyn w oczach Cathala stanowił w tej chwili żałosny obraz ogólnego upadku. Voldemort, atakujący kogo popadnie. Czystokrwiści, którzy tarzali się w pyle. Nawet jego czcigodny przodek, który przeklął całą linię swojej krwi, nie próbował zmusić innych czarodziejów, by przed nimi klęczeli: z trójką współpracował na równych zasadach. Ministerstwo Magii, nie wiedzące jak reagować. Mugolaki, którym odbijało – Shafiq do tej pory nie rozumiał, czemu jakiś sąsiad zdecydował się do niego podejść i wylać mu na ręce farbę, gdy z nieba w Little Hangleton leciał dziwny popiół. Kto o zdrowych zmysłach biega po płonącej miejscowości z farbą?
– Szkoda, że nie udało się z badaniami w kolebce cywilizacji – mruknął jeszcze. Shafiq przywykł twierdzić, że robi wszystko, aby niczego nie żałował, ale gdy obserwował to, co się tu działo… nie mógł nie żałować, że nie jest w Anatolii, badając Göbekli Tepe. Ze względu na obecność mugoli ostatecznie jednak na razie nie udało się tego zorganizować, odkrycia w Walii wciągnęły go… – Naprawdę? Wydaje mi się, że Ministerstwo też czołga się na poziomie gleby – stwierdził z pewną pogardą. Ginny mówiła o śmierciożercach, a o on tu widział znacznie szersze zjawisko. – Oboje wiemy, do czego to wszystko prowadzi – odparł na jej pytanie, trochę niejednoznacznie. Z nim tak, było wszystko w porządku, ale z Wyspami niekoniecznie. A historia dość jednoznacznie pokazywała, że rebelie i rządy tyranów nigdy nie kończyły się dobrze. Ani w mugolskiej, ani w czarodziejskiej kulturze.
Powstawały we krwi i we krwi upadały.
– To owoce z Doliny. Udało się je ocalić po pożarach – wyjaśnił sprzedawca, posyłając jej uśmiech. – Temperatura je uwędziła, i smakują bardzo dobrze, a niektóre mają specjalne właściwości… o, te tutaj pomagają na przykład zasnąć.
Może czekali w kolejce do rzemieślników, może postanowili zamknąć interes i uciec z Londynu, a może nie żyli. Jak wielu innych. Londyn w oczach Cathala stanowił w tej chwili żałosny obraz ogólnego upadku. Voldemort, atakujący kogo popadnie. Czystokrwiści, którzy tarzali się w pyle. Nawet jego czcigodny przodek, który przeklął całą linię swojej krwi, nie próbował zmusić innych czarodziejów, by przed nimi klęczeli: z trójką współpracował na równych zasadach. Ministerstwo Magii, nie wiedzące jak reagować. Mugolaki, którym odbijało – Shafiq do tej pory nie rozumiał, czemu jakiś sąsiad zdecydował się do niego podejść i wylać mu na ręce farbę, gdy z nieba w Little Hangleton leciał dziwny popiół. Kto o zdrowych zmysłach biega po płonącej miejscowości z farbą?
– Szkoda, że nie udało się z badaniami w kolebce cywilizacji – mruknął jeszcze. Shafiq przywykł twierdzić, że robi wszystko, aby niczego nie żałował, ale gdy obserwował to, co się tu działo… nie mógł nie żałować, że nie jest w Anatolii, badając Göbekli Tepe. Ze względu na obecność mugoli ostatecznie jednak na razie nie udało się tego zorganizować, odkrycia w Walii wciągnęły go… – Naprawdę? Wydaje mi się, że Ministerstwo też czołga się na poziomie gleby – stwierdził z pewną pogardą. Ginny mówiła o śmierciożercach, a o on tu widział znacznie szersze zjawisko. – Oboje wiemy, do czego to wszystko prowadzi – odparł na jej pytanie, trochę niejednoznacznie. Z nim tak, było wszystko w porządku, ale z Wyspami niekoniecznie. A historia dość jednoznacznie pokazywała, że rebelie i rządy tyranów nigdy nie kończyły się dobrze. Ani w mugolskiej, ani w czarodziejskiej kulturze.
Powstawały we krwi i we krwi upadały.
– To owoce z Doliny. Udało się je ocalić po pożarach – wyjaśnił sprzedawca, posyłając jej uśmiech. – Temperatura je uwędziła, i smakują bardzo dobrze, a niektóre mają specjalne właściwości… o, te tutaj pomagają na przykład zasnąć.