- Niby nie, ale mało kto umie tak jak Ty wiesz, masz chyba wyjątkowe podejście do tego kawałka drewna.- Tak, tym dla niej była miotła, kawałkiem drewna, z którym bardzo trudno było współpracować. Pogodziła się z tym, że nie będzie już tą typową czarownicą, która o północy latała na miotle i straszyła ludzi, mogła ewentualnie zaopatrzyć się w czarnego kota, który jednak nie do końca wzbudzał, aż taki respekt jak miotła.
- To raczej nigdy się nie wydarzy, czekam, aż nie będą nas zmuszać do latania, będę mogła ją rzucić w kąt i nigdy więcej z niej nie korzystać. Kiedyś trafi w lepsze ręce, każde będą lepsze od moich. - Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Niby raczej się nie poddawała, była całkiem zawzięta, starała się opanować to, co jej nie wychodziło, z tym lataniem było jednak zupełnie inaczej. Pogodziła się z porażką. Prudence nie była stworzona do tego rodzaju aktywności, no, może gdyby jako dzieciak nie nabawiła się lęku związanego z wysokością jakoś udałoby się jej opanować podstawy, jednak teraz? Teraz było naprawdę ciężko. Nie mogła się nadziwić, że Aloysius unosił się w powietrzu z taką lekkością, naprawdę jej tym imponował.
Czekała na to, aż zaakceptuje jej pomysł. Mogli skorzystać z pięknej pogody, a przy okazji się poczuć. Prue miała problem z wyluzowaniem, odpuszczeniem. Nawet kiedy pogoda zachęcała do tego, by rzucić książki w kąt. Obawiała się, że przez swoje zaniedbanie mogłaby mieć jakieś braki, a nie znosiła tego uczucia. Nie chciała mieć później do siebie pretensji o to, że marnowała czas na coś innego. Być może to było głupie, nie samą nauką żył człowiek, jednak tak było jej łatwiej odnajdywać się w rzeczywistości. Książki, zaklęcia, notatki, by mieć pewność, że wszystko będzie idealne. Robiła to chyba tylko i wyłącznie dla siebie, nie odczuwała żadnego nacisku, chociaż w tym mogła być doskonała.
Obserwowała go uważnie i już wiedziała, że to nie przejdzie. Miał ten wyraz twarzy, który nie zwiastował niczego dobrego. Spodziewała się, że zaraz usłyszy z jego ust nowy, lepszy plan.
Przeniosła wzrok w stronę jeziora. Mogli się tam pouczyć, tak, nie sądziła jednak, że to dojdzie do skutku. Zbyt wiele rzeczy zacznie ich rozpraszać, nauka im nie ucieknie... to mówiło samo za siebie, niekoniecznie wydawało jej się to dobrym pomysłem, ale jak zawsze miała problem z odmówieniem mu. Jeśli ktoś był w stanie odciągnąć ją od nauki, to właśnie on. Właściwie, czy jeden dzień bez książek zmieni tak wiele?
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. - Ktoś musi Cię pilnować, padło na mnie. - Nie, żeby na to jakoś specjalnie narzekała, odnajdywała się w te roli doskonale. - Ja robię wszystko jak trzeba, Ty jak nie trzeba, dzięki czemu mamy równowagę. - Idealnie się pod tym względem uzupełniali.
Miał rację co do tego, że piękna pogoda mogła nie wrócić... Maj bywał kapryśny, niedługo mógł ich zaskoczyć kolejnymi deszczowymi dniami, faktycznie może warto więc było skorzystać z tego pięknego, wiosennego dnia. Wahała się jeszcze, ale jej przyjaciel już podjął decyzję. Ruszył w stronę jeziora, nie miała więc innego wyboru, ruszyła za nim.
- Niech Ci będzie, ale tylko dzisiaj. - Jak zawsze łatwo było przekonać mu ją do zmiany zdania, czy też planów. Wiedziała, że nie powinna się rozpraszać, miała całkiem jasny cel, tylko, że zdecydowanie wolała pójść za nim, niż uczyć się sama.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control