16.11.2025, 15:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 11:16 przez Hannibal Selwyn.)
Uśmiech nie schodził z twarzy Selwyna, pewny siebie, wyzywający.
- Jedenaście! - aktor machnął dłonią przy twarzy, jakby podkreślał oczywistość odpowiedzi - Zaczęliśmy próby w lipcu, teraz mógłbym to chyba grać przez sen!
Nie mógł mówić inaczej. Nie mógł czuć inaczej. Dobre przygotowanie i pewność siebie to dwie podpory sukcesu! - mawiał Carlos, instruktor, u którego Hannibal kształcił się w balecie - Jeżeli pierwsze was zawiedzie, drugie nie pozwoli widowni tego zauważyć. Tym niemniej, naprawdę miał swoją rolę wtłoczoną do głowy, każdy taneczny krok dopracowany co do milimetra. Nawet, gdyby jemu samemu zabrakło motywacji, jego sceniczna partnerka nie pozwalała na nic poniżej perfekcji. Niebotycznie irytujące, ale zarazem przydatne.
Hannibal zerknął na zamarłą w zamyśleniu dłoń Jessiego i odruchowo również przestał mieszać. Odłożył łyżeczkę na spodeczek.
Co cię gryzie?
Pomyślał o snach. O lęku. O alkoholu. O poczuciu bezsilności.
Westchnął ponownie, a potem wzruszył ramionami.
- Po pierwsze, zdobycie tego mieszkania wymagało wizyty w biurze nieruchomości na kacu - wyliczył - Nie wyobrażasz sobie, jak cierpiałem! Po drugie, jest teraz strasznie trudno o fachowców. Samo mieszkanie to było chyba czwarte, jakie oglądałem, wszystkie mi sprzed nosa sprzątali, a jeszcze jakiś mini remont chciałem... A po trzecie… - zawahał się, o krok od wspomnienia o tym wszystkim, co go dręczyło. Objął filiżankę, grzejąc palce. Podniósł uważny wzrok na twarz Jessiego, jakby czegoś w niej szukając, albo może rozważając coś. W końcu uśmiechnął się lekko i dokończył beztrosko:
- Po trzecie wesoło się mieszka z kimś.
Nie wolno mu było użalać się nad sobą.
Na pytanie o klątwy pokręcił głową.
- No wiesz, jeszcze nie spędziłem tam nocy… ale nie, no chyba na dwudzieste piętro to upiory nie włażą, co? - odparł lekko. Przypomniał sobie ich wizytę w jego poprzednim mieszkaniu, tym zaklątwionym, i dodał rozbawiony - Hmm… może jednak kupię te kwiaty i od razu jak wejdę, to oznajmię na głos, jaki mam safeword…
Przez krótką chwilę raczyli się herbatą w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach. Hannibal nie czuł potrzeby wypełnienia przeciągającej się ciszy, ale na propozycję tarota zareagował z entuzjazmem i nową energią.
- Zróbmy to! - zgodził się i przypomniał sobie - W moim pokoju na półce widziałem podręcznik, skoczę po niego.
Dopił herbatę i wyszedł, a po chwili wrócił ze wspomnianą książką w dłoni.
- Nie wróżymy na temat “Ekstazy Merlina” - zapowiedział - Raz, że to przynosi pecha, a dwa, że już to zrobiłem w Mabon.
- Jedenaście! - aktor machnął dłonią przy twarzy, jakby podkreślał oczywistość odpowiedzi - Zaczęliśmy próby w lipcu, teraz mógłbym to chyba grać przez sen!
Nie mógł mówić inaczej. Nie mógł czuć inaczej. Dobre przygotowanie i pewność siebie to dwie podpory sukcesu! - mawiał Carlos, instruktor, u którego Hannibal kształcił się w balecie - Jeżeli pierwsze was zawiedzie, drugie nie pozwoli widowni tego zauważyć. Tym niemniej, naprawdę miał swoją rolę wtłoczoną do głowy, każdy taneczny krok dopracowany co do milimetra. Nawet, gdyby jemu samemu zabrakło motywacji, jego sceniczna partnerka nie pozwalała na nic poniżej perfekcji. Niebotycznie irytujące, ale zarazem przydatne.
Hannibal zerknął na zamarłą w zamyśleniu dłoń Jessiego i odruchowo również przestał mieszać. Odłożył łyżeczkę na spodeczek.
Co cię gryzie?
Pomyślał o snach. O lęku. O alkoholu. O poczuciu bezsilności.
Westchnął ponownie, a potem wzruszył ramionami.
- Po pierwsze, zdobycie tego mieszkania wymagało wizyty w biurze nieruchomości na kacu - wyliczył - Nie wyobrażasz sobie, jak cierpiałem! Po drugie, jest teraz strasznie trudno o fachowców. Samo mieszkanie to było chyba czwarte, jakie oglądałem, wszystkie mi sprzed nosa sprzątali, a jeszcze jakiś mini remont chciałem... A po trzecie… - zawahał się, o krok od wspomnienia o tym wszystkim, co go dręczyło. Objął filiżankę, grzejąc palce. Podniósł uważny wzrok na twarz Jessiego, jakby czegoś w niej szukając, albo może rozważając coś. W końcu uśmiechnął się lekko i dokończył beztrosko:
- Po trzecie wesoło się mieszka z kimś.
Nie wolno mu było użalać się nad sobą.
Na pytanie o klątwy pokręcił głową.
- No wiesz, jeszcze nie spędziłem tam nocy… ale nie, no chyba na dwudzieste piętro to upiory nie włażą, co? - odparł lekko. Przypomniał sobie ich wizytę w jego poprzednim mieszkaniu, tym zaklątwionym, i dodał rozbawiony - Hmm… może jednak kupię te kwiaty i od razu jak wejdę, to oznajmię na głos, jaki mam safeword…
Przez krótką chwilę raczyli się herbatą w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach. Hannibal nie czuł potrzeby wypełnienia przeciągającej się ciszy, ale na propozycję tarota zareagował z entuzjazmem i nową energią.
- Zróbmy to! - zgodził się i przypomniał sobie - W moim pokoju na półce widziałem podręcznik, skoczę po niego.
Dopił herbatę i wyszedł, a po chwili wrócił ze wspomnianą książką w dłoni.
- Nie wróżymy na temat “Ekstazy Merlina” - zapowiedział - Raz, że to przynosi pecha, a dwa, że już to zrobiłem w Mabon.