- Widzisz, Ty kilka razy prawie zleciałeś, a ja spadłam raz, a dobrze. - Zdaniem Prudence to mówiło samo za siebie. Potrafiła zrozumieć, że coś nie było dla niej. Mimo, że chciałaby, aby było inaczej, to zdawała sobie sprawę z tego, że nie da się mieć predyspozycji do wszystkiego. Niby dało się nauczyć różnych rzeczy, ale mogła spożytkować ten czas na coś, co jej łatwiej przychodziło.
- Wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. - Troszczyła się o niego, tak ja potrafiła, chociaż może to nie było najprzyjemniejszą możliwą opcją, jednak w ten sposób okazywała, że jej na nim zależy. - Traktuję to po prostu poważnie, co wiąże się z sumiennością, zresztą sama muszę się uczyć tego samego, więc to nic takiego. - Byli przecież na jednym roku, a że Prue notowała wszystko, była bardzo uważna, to nie miała najmniejszego problemu z tym, aby dzielić się tym ze swoim najlepszym przyjacielem.
Poczuła przyjemne ciepło, gdy się do niej uśmiechnął. Potrafił być czarujący, nie była w stanie tego nie zauważyć, chociaż wolałaby jednak być zupełnie obojętna na jego urok, nie wydawało jej się jednak, aby ktokolwiek był w stanie to ignorować, jako przyjaciółka jednak nie powinna się na tym skupiać, nie powinna mi się zbyt długo przyglądać, właśnie dlatego odwróciła wzrok po krótkiej chwili, by odsunąć od siebie te myśli.
- Wiem, nadal myślę jednak, że byłaby to strata czasu, Twojego i mojego. - To nie tak, że nie doceniała wyciągniętej ręki w jej kierunku. Naprawdę ceniła sobie to, że Aloysius chciał jej pomóc, poświęcić swój czas na to, aby chociaż odrobinę w tym się wprawiła, jednak nie wydawało jej się to konieczne. Pogodziła się z porażką, trudno, nie każdy musi przecież latać na miotle.
Nie poddawał się jednak, jeśli nie teraz to innym razem, za rok, czy dwa, jakby najbardziej oczywistą rzeczą na świecie było to, że nadal będą się przyjaźnić. Uniosła głowę i uśmiechnęła się do niego ciepło. - Dobrze, mamy umowę, że jak kiedyś coś mnie tknie, to przyjdę do Ciebie i wtedy mi to wszystko pokażesz. - Nie sądziła, aby zbyt szybko zmieniła zdanie, jednak nigdy nie warto było mówić nigdy. Mógł pojawić się jakiś czynnik, bodziec, który spowoduje, że zechce jednak nauczyć się latać, czy tam pokonać swój lęk jakim była wysokość.
- Oczywiście, że zrobimy to lepiej, wszystko, co robimy razem jest najlepsze. - Akurat tego nie zamierzała podważać. Lekcje z profesorami bywały nudne, bardzo nudne, a z nim nigdy się nie nudziła, powodował, że każda chwila była warta zapamiętania. Naprawdę nie spodziewała się, że spotka w Hogwarcie kogoś, kto będzie ją tak rozumiał, niby byli różni, a jednak zupełnie im to nie przeszkadzało. Dobrze było mieć koło siebie kogoś takiego, kto miał zupełnie inne podejście do życia, dzięki temu i ona czasem postępowała wbrew narzuconym sobie zasadom.
Przyspieszyła kroku, aby go dogonić. Miała zbyt krótkie nogi, żeby iść równo z nim, udało jej się jednak w końcu to zrobić, bo zatrzymał się na chwilę, poprawiał szatę? Chyba tak.
- Nie wiem, czy sam w to wierzysz. - Pokręciła jeszcze głową, bo nie wydawało jej się, aby faktycznie brali te słowa na poważnie. Nie sądziła, że na tym się to zakończy. Zawsze przychodził do niej z jakimś niesamowitym pomysłem, który powinna negować, a jednak za każdym razem mu ulegała, nie potrafiła nic z tym zrobić, jeśli o niego chodziło, to była skłonna przekraczać te granice, które sama sobie stawiała, czy zasady, które ustalała. Niczego nie żałowała. Przynajmniej jak na razie.
W końcu znaleźli się nad jeziorem, Prue przystanęła na moment na brzegu, wpatrywała się w tafle jeziora, promienie słońca odbijały się od niej, był to całkiem miły dla oka widok. - Dobra, warto było. - Uniosła głowę i spojrzała na niego kątem oka uśmiechając się przy tym od ucha do ucha.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control