17.11.2025, 09:04 ✶
Zobaczenie wujka Stanley’a od razu wprawiło małą ghoulkę w stan czystej radości. A to dlatego, że wujek Stanley był zabawny. A pan Franek (Francis, poprawiła się od razu, jak przystało na grzeczną panienkę) mówił tak śmiesznie. Na przykład Frida już wiedziała, że Ahoj to znaczy dzień dobry! Ale w książce o piratach też mówili Ahoj. Więc pan Franek musiał być piratem, co miało bardzo dużo sensu, skoro mieszkał praktycznie na statku pirackim. Tylko takim pod ziemią.
Uśmiechnęła się przepięknie, gdy dostała bukiet kwiatów. Zupełnie jak mama! Mama takie dostawała, bo była ładna i dorosła. I nie-mama Scarlett też dostawała, bo była ładna i dorosła. Co znaczy, że Frida też była ładna i dorosła. Zaśmiała się bezdźwięcznie widząc.. ogórki. Wujek Stanley to jednak czasem był głuptas! Wszyscy wiedzą, że ogórki to nie kwiatki! Co to za bukiet z niekwiatków! Ale dygnęła grzecznie w podziękowaniu, natychmiast przytulając do siebie pluszowego nietoperza i bukiet gwoździków. Ogórki oddała mamie. Były za ciężkie, żeby tak je cały czas nosić! Drugi bukiecik też zaraz mamie oddała, bo Frida wiedziała, że kwiatuszki trzeba trzymać w wodzie. I co ważne, nie wolno tej wody pić. Ciekawe czy wujek Stanley o tym wiedział. Niby był dorosły, ale…
A potem zobaczyła pana Peregrererenusa i nie mogła powstrzymać zachwytu. Przyszedł! Wiedziała, że przyjdzie napisał jej taki ładny list! Aż go postawiła na kominku. Znaczy mama postawiła, bo Frida tam nie sięgała i w ogóle to nie wolno jej jeszcze było zbliżać się do takich rzeczy. Ale nieważne. Ważne, że taki mądry i poważny pan uważał, że jest dorosłą panienką, która czyta takie poważne listy. Zupełnie jak wujek Stanley! On też uważał, że Frida jest dorosła. To też nie tak, że trochę się bała, bo wcale się nie bała, a pan Peregrerenius był bohaterem, bo znalazł głowę Marii Antoniny, kiedy się zgubiła. Och. Nie miała przy sobie lalki, żeby mu pokazać,że głowę miała. Ale miała nietoperza. Ciekawe czy pan Perewergrus lubił nietoperze, bo ona lubiła. Ale był tak cały na czarno zupełnie jak nietoperz! To pewnie lubił.
Może to było mało dorosłe, ale kiedy podszedł czmychnęła za posąg Bogini. Ale w końcu.. wyszła grzecznie za niego. Pan Peregrinus nie jadł małych ghoulek, więc się nie bała tak bardzo.
Przyjęła prezent z zachwytem. Odpakowała powolutku, starając się ładnego papieru nie zniszczyć (zupełnie jak dorosły!). Wyciągnęła… sukienkę! Jaka piękna! W biedronki! Karty ją aż tak nie obeszły, ale jak zobaczyła biedronki w talii to od razu się ucieszyła. Ale sukienka! Sukienka to było coś! Nie za wiele myśląc dopadła do pana Peregrajnusa, obejmując go wątłymi rączkami za szyję. Mógł poczuć wyraźny zapach owocowego szamponu przez który przebijał się charakterystyczny eliksir do balsamowania zwłok z formaliną. Ale buziak w policzek nie smakował wcale trupem, a tą okropną dziecięcą pastą do zębów o smaku gumy balonowej.
Frida gdyby potrafiła - strasznie by się teraz speszyła i na pewno przypominałaby dorodnego pomidorka, ale na szczęście była ghoulką. Więc tylko pobiegła dalej, trzymając wszystkie prezenty w garści.
I takim oto sposobem dotarła do nie-mamy Maeve. Akurat kiedy ta zdążyła się już rozwalić na krześle przy stole.
Wielkie, zielone oczyska wpatrywały się przez chwilę w Changównę. Bezceremonialnie wrzuciła na wciąż pusty talerz czarownicy pluszowego nietoperza. Obok na stole położyła karty od pana Peregrainusa. Ale pokazała sukieneczkę. Wiedziała, że mama się nie zgodzi, żeby ją teraz założyła, a jak pójdzie do taty, to tata spyta pewnie mamy i też się nie zgodzi. Ale nie-mama była dorosła i wcale nie musiała mamy słuchać. Więc wdrapała się na krzesło, a konkretnie na nie-mamine kolana, żeby nie-mama mogła zobaczyć JAKĄ PIĘKNĄ SUKIENKĘ FRIDA DOSTAŁA.
I ŻE NAJLEPIEJ TO JUŹ TERAZ NATYCHMIAST POWINNA JĄ FRIDA ZAŁOŻYĆ!
A potem dostała od nie-mamy prezent. Zamrugała raz. Potem kolejny. Z zachwytem przytuliła się do Changówny w podziękowaniu za tak wspaniałą zabawkę.
Frida wiedziała co to jest! Wiedziała! Chłopaki od takiego pana co często pił z tatą w tym śmiesznym barze, gdzie wisiał pan rycerz często mieli te śmieszne, kolorowe kuleczki. I jak się nimi rzuciło to one robiły BOOM i rozpryskiwały się w kolorowe iskierki i och jakie to było zabawne i ładne i ona się wcale, a wcale wcale wcale nie bała!
To całe świętowanie to było jednak strasznie męczące. Dlatego wtuliła główkę w ramię nie-mamy, ani myśląc przestawać ją przytulać.