17.11.2025, 14:52 ✶
Nie patrzyła ku świeczce, a jej zapach nie był z pewnością tym, co czuła. Zdawało się jej, że pomieszczenie wypełnia zapach dymu, i gdyby nie to, że nie przydarzało się to po raz pierwszy ani po raz drugi, pewnie wstałaby i zaczęła szukać jego źródła. Palce pod stołem zasnęła na materiale płaszcza, mnąc go lekko i z całych sił próbując zachować spokój.
Ciemność za oknem była tylko ciemnością.
A mimo to coś w jej żołądku ściskało się boleśnie i nie mogła powstrzymać myśli…
…a co jeśli nie?
- On jest tyranem, a śmierciożercy to mordercy. To nie ja zapominam o dumie, bo nie chcę przed nim uklęknąć - odparła. Nie pojmowała tego. Nigdy nie chciała tego pojąć. Poczucie wyższości u wielu z nich było czymś, co w pewnym sensie było częścią porządku obowiązującego w każdej kulturze, przed tym w dziejach ludzkości chyba nigdy nie udało się uciec: bo czy w mugolskiej arystokracji było inaczej? Ale mordowanie? Podpalanie Anglii? Pełzanie w pyle?
Mogła mieć tylko nadzieję, że większość ludzi robiła to ze strachu. Strach był czymś, co mogła przynajmniej zrozumieć. Nie pojmowała za to bezmyślnego okrucieństwa.
- W takim razie sugeruję coś na obrzeżach Londynu. Nie ma co zwracać uwagi, zwłaszcza że zabezpieczenie wszystkiego zajmie czas. Łatwiej, jeśli pieniądze przejdą z ręki do ręki. Można urządzić tam wstępnie jakąś pracownię dla was – stwierdziła po chwili namysłu, gdy Olivia zaproponowała wynajem. Miało to też tę zaletę, że kiedy staną na nogi, jeżeli zechcą się przenieść, nic nie będzie ich wiązało, a Brenna mogła znaleźć inne zastosowanie dla lokalu. – Prześpijcie się z tą sprawą na spokojnie i ustalimy szczegóły. Jeśli znajdziecie czas na przejrzenie ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości, to bardzo pomoże.
Zwróciła spojrzenie na kartki, które zapisał Tristan: planów co do Pękatej Fiolki nie skomentowała, bo było to coś, co musiała rozważyć Olivia. Miała wrażenie, że takie przeniesienie interesu nie będzie łatwe, zwłaszcza że w Hogsmeade klientami byli głównie mieszkańcy i uczniowie, a działał już tam jeden sklep o podobnym profilu – ale mogła też mylić się tu w rachunkach. Jeśli jednak ich wybór padłby na to miejsce… też była gotowa tu kombinować.
– Jeśli się nie mylę, potrafisz tworzyć broń i biżuterię. I jedno i drugie może się przydać jako baza pod późniejsze pieczęcie… Myślę, że będę miała kilka zamówień. – Thomas znał się w końcu na pieczętowaniu, więc przedmioty stworzone przez Tristana mogły się im przydać. – Nie podam ci w tej chwili listy, ale to może poczekać. Co do składników... to trochę pilniejsze, może więc warto spróbować zebrać przed zimą, ile się uda na własną rękę, a ja spróbuję się zorientować, ile uda się gdzieś kupić
Najpierw musieli zadbać o nich, ale kwestia zasobów, kontaktu i zabezpieczeń stale zaprzątała głowę Brenny.
– Miałam problem z ogniem – przyznała lakonicznie, choć ten „problem” obejmował omamy, których Tristanowi szczęśliwie oszczędzono, dwukrotną utratę panowania nad własną magią i panikę na sam widok płomieni. Teraz ten strach rozpłynął się, i była przynajmniej w stanie reagować… ale ciągle czasem…
…czasem było jak teraz.
Gdy wyczuwała zapach dymu, który przypominał jej że…
…że już o czymś nie pamiętam.
– Hipnotyzerka orzekła, że jedyny sposób, to usunięcie wspomnienia, które ten problem wywołało. Jeśli zdecydujesz się na wizytę, możesz napisać do mnie albo do Millie i któraś z nas spróbuje cię umówić. W Lecznicy Dusz też pracują hipnotyzerzy, więc pewnie możesz zgłosić się i tam.
Ciemność za oknem była tylko ciemnością.
A mimo to coś w jej żołądku ściskało się boleśnie i nie mogła powstrzymać myśli…
…a co jeśli nie?
- On jest tyranem, a śmierciożercy to mordercy. To nie ja zapominam o dumie, bo nie chcę przed nim uklęknąć - odparła. Nie pojmowała tego. Nigdy nie chciała tego pojąć. Poczucie wyższości u wielu z nich było czymś, co w pewnym sensie było częścią porządku obowiązującego w każdej kulturze, przed tym w dziejach ludzkości chyba nigdy nie udało się uciec: bo czy w mugolskiej arystokracji było inaczej? Ale mordowanie? Podpalanie Anglii? Pełzanie w pyle?
Mogła mieć tylko nadzieję, że większość ludzi robiła to ze strachu. Strach był czymś, co mogła przynajmniej zrozumieć. Nie pojmowała za to bezmyślnego okrucieństwa.
- W takim razie sugeruję coś na obrzeżach Londynu. Nie ma co zwracać uwagi, zwłaszcza że zabezpieczenie wszystkiego zajmie czas. Łatwiej, jeśli pieniądze przejdą z ręki do ręki. Można urządzić tam wstępnie jakąś pracownię dla was – stwierdziła po chwili namysłu, gdy Olivia zaproponowała wynajem. Miało to też tę zaletę, że kiedy staną na nogi, jeżeli zechcą się przenieść, nic nie będzie ich wiązało, a Brenna mogła znaleźć inne zastosowanie dla lokalu. – Prześpijcie się z tą sprawą na spokojnie i ustalimy szczegóły. Jeśli znajdziecie czas na przejrzenie ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości, to bardzo pomoże.
Zwróciła spojrzenie na kartki, które zapisał Tristan: planów co do Pękatej Fiolki nie skomentowała, bo było to coś, co musiała rozważyć Olivia. Miała wrażenie, że takie przeniesienie interesu nie będzie łatwe, zwłaszcza że w Hogsmeade klientami byli głównie mieszkańcy i uczniowie, a działał już tam jeden sklep o podobnym profilu – ale mogła też mylić się tu w rachunkach. Jeśli jednak ich wybór padłby na to miejsce… też była gotowa tu kombinować.
– Jeśli się nie mylę, potrafisz tworzyć broń i biżuterię. I jedno i drugie może się przydać jako baza pod późniejsze pieczęcie… Myślę, że będę miała kilka zamówień. – Thomas znał się w końcu na pieczętowaniu, więc przedmioty stworzone przez Tristana mogły się im przydać. – Nie podam ci w tej chwili listy, ale to może poczekać. Co do składników... to trochę pilniejsze, może więc warto spróbować zebrać przed zimą, ile się uda na własną rękę, a ja spróbuję się zorientować, ile uda się gdzieś kupić
Najpierw musieli zadbać o nich, ale kwestia zasobów, kontaktu i zabezpieczeń stale zaprzątała głowę Brenny.
– Miałam problem z ogniem – przyznała lakonicznie, choć ten „problem” obejmował omamy, których Tristanowi szczęśliwie oszczędzono, dwukrotną utratę panowania nad własną magią i panikę na sam widok płomieni. Teraz ten strach rozpłynął się, i była przynajmniej w stanie reagować… ale ciągle czasem…
…czasem było jak teraz.
Gdy wyczuwała zapach dymu, który przypominał jej że…
…że już o czymś nie pamiętam.
– Hipnotyzerka orzekła, że jedyny sposób, to usunięcie wspomnienia, które ten problem wywołało. Jeśli zdecydujesz się na wizytę, możesz napisać do mnie albo do Millie i któraś z nas spróbuje cię umówić. W Lecznicy Dusz też pracują hipnotyzerzy, więc pewnie możesz zgłosić się i tam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.