17.11.2025, 16:30 ✶
A no pewnie, że kojarzył - kto nie używał tego pięknego zwrotu na dupę Merlina? A, no tak, to chyba jakoś inaczej szło, ale Oliver jakoś nigdy nie przykładał do takich szczegółów uwagi. Słuchał, ale nie dlatego, że był pasjonatem historii czy uważał tę konkretną opowieść za wybitnie interesującą - słuchał dlatego, że Ginny właśnie dłubała przy jego oczach a mugole mówili, że nie gryzło się ręki, która cię karmiła.
- O, nie wiedziałem że miała pełne imię - powiedział, chociaż w sumie to ściemniał, bo za cholerę nie pamiętał, żeby Merlin miał żonę o takim imieniu. - Egzotyczne czy nie - jesteś pierwszą osobą, którą spotkałem, i ma tak na imię. Nie wmówisz mi więc, że jest popularne.
Zaperzył się odrobinę, bo znał wiele osób o pojebanych imionach. Jakieś Hannibale, Seweryny i inne - ale Guinevere? Była pierwsza. I cholera, dałby sobie paznokieć uciąć, że ostatnia.
Gdy Ginny powiedziała, że nie wie nawet gdzie są, westchnął. Najpierw musiał otworzyć oczy, żeby rzucić okiem na otoczenie, ale chyba wciąż byli na Horyzontalnej.
- Chyba Horyzontalna, z Pokątnej nie ma łatwego przejścia na Nokturn - powiedział, przykładając szmatkę do drugiego oka. Chwilę tak potrzymał materiał, żeby krew zdążyła trochę się uspokoić, a potem delikatnie jak na siebie odsunął dłonie od twarzy i powoli otworzył oczy. Wszystko wydawało mu się zamazane, nieprzyjemne... A oczy piekły jak cholera. Zamknął je. - Piecze.
Poskarżył się. Ale nie był pewny, czy to nie od dymu. Dobrze, że nie świeciło słońce, bo by pewnie po takim czasie jeszcze go raziło.