17.11.2025, 18:56 ✶
– To zawsze mógłby być… o, stuletni ghul. Sprawa od dawna zamknięta, bo sprawca martwy, to byłoby piękne, prawda? Albo… wiesz… pamiętasz przypadek McKinnona?
Cukiernik, który postanowił zakończyć swój żywot po zniszczeniu reputacji… i nie za bardzo mu wyszło. Według plotek nie była w to nawet zamieszana żadna nekromancja. Chociaż po prawdzie… czy należało ufać takim plotkom.
Brenna wetknęła głowę do najbliższego pomieszczenia i uśmiechnęła się do dyżurującego pracownika, przysypiającego za biurkiem.
– Hej, czy ktoś ma dyżur w biurze koronera?
– Trzeba by kogoś ściągać – odparł mężczyzna, momentalnie się prostując i spoglądając na kobiety z zaniepokojeniem. – Proszę, nie mówcie, że znalazłyście jakiegoś trupa.
– I tak, i nie – stwierdziła Brenna z pewnym zawahaniem, zastanawiając się, w jaki sposób to opisać.
– Ktoś półmartwy? Jak ktoś może być półmartwy? Ghul? Zombie?
– Zombie? – powtórzyła z pewnym niezrozumieniem, a potem westchnęła. – Mamy odciętą rękę. Zaczarowaną, praktycznie na pewno nekromancja. W pobliżu nie było żadnego ciała, śladów krwi, niczego, co wskazywałoby na walkę. Jakby ktoś ją tam… zgubił. Wydaje się świeża.
Aż nazbyt świeża, pomyślała Brenna, bo ręka wciąż była ciepła.
Brygadzista zamrugał i potarł skroń, jakby próbował się dobudzić i pozbierać myśli.
– Zaraz, czekajcie… to było w pobliżu Nokturnu?
– Takie rzeczy zawsze dzieją się w pobliżu Nokturnu – odpowiedziała Brenna, mrużąc lekko oczy. – Coś wiesz?
– Ktoś tu już z taką jakiś czas temu przyszedł. Podobno złapała go za rękę, wyobrażacie sobie? W każdym razie chłopaki latali z tym jak kot z pęcherzem i w końcu wyszło, że ktoś rozgrzebał całą masę grobów przy Little Whinging. Poodcinali trupom ręce i tamta z Nokturny została wygrzebana stamtąd…
Brenna przypatrywała się mu przez moment z taką miną, jakby nie była pewna, czy mówił poważnie, czy sobie z niej żartował. Usiłowała zmieścić jakoś w głowie obraz kogoś, kto rozkopuje groby tylko po to, by potem zakląć ręce i porozrzucać je po Nokturnie i… właściwie to nie była aż tak zszokowana, bo prowadziło to do prostej konkluzji: ludzie są popierdoleni. Nic nowego, prawda? A potem opuściła wzrok na szalik i ostrożnie odchyliła materiał, aby pokazać go Brygadziście.
– Wyglądała tak?
– Fuj, nie pokazuj mi tego obrzydlistwa – powiedział, wzdrygając się, a potem cofnął z całym krzesłem.
– Przynajmniej nie mamy więc sprawy morderstwa… – mruknęła, starając się szukać jasnych stron.
Cukiernik, który postanowił zakończyć swój żywot po zniszczeniu reputacji… i nie za bardzo mu wyszło. Według plotek nie była w to nawet zamieszana żadna nekromancja. Chociaż po prawdzie… czy należało ufać takim plotkom.
Brenna wetknęła głowę do najbliższego pomieszczenia i uśmiechnęła się do dyżurującego pracownika, przysypiającego za biurkiem.
– Hej, czy ktoś ma dyżur w biurze koronera?
– Trzeba by kogoś ściągać – odparł mężczyzna, momentalnie się prostując i spoglądając na kobiety z zaniepokojeniem. – Proszę, nie mówcie, że znalazłyście jakiegoś trupa.
– I tak, i nie – stwierdziła Brenna z pewnym zawahaniem, zastanawiając się, w jaki sposób to opisać.
– Ktoś półmartwy? Jak ktoś może być półmartwy? Ghul? Zombie?
– Zombie? – powtórzyła z pewnym niezrozumieniem, a potem westchnęła. – Mamy odciętą rękę. Zaczarowaną, praktycznie na pewno nekromancja. W pobliżu nie było żadnego ciała, śladów krwi, niczego, co wskazywałoby na walkę. Jakby ktoś ją tam… zgubił. Wydaje się świeża.
Aż nazbyt świeża, pomyślała Brenna, bo ręka wciąż była ciepła.
Brygadzista zamrugał i potarł skroń, jakby próbował się dobudzić i pozbierać myśli.
– Zaraz, czekajcie… to było w pobliżu Nokturnu?
– Takie rzeczy zawsze dzieją się w pobliżu Nokturnu – odpowiedziała Brenna, mrużąc lekko oczy. – Coś wiesz?
– Ktoś tu już z taką jakiś czas temu przyszedł. Podobno złapała go za rękę, wyobrażacie sobie? W każdym razie chłopaki latali z tym jak kot z pęcherzem i w końcu wyszło, że ktoś rozgrzebał całą masę grobów przy Little Whinging. Poodcinali trupom ręce i tamta z Nokturny została wygrzebana stamtąd…
Brenna przypatrywała się mu przez moment z taką miną, jakby nie była pewna, czy mówił poważnie, czy sobie z niej żartował. Usiłowała zmieścić jakoś w głowie obraz kogoś, kto rozkopuje groby tylko po to, by potem zakląć ręce i porozrzucać je po Nokturnie i… właściwie to nie była aż tak zszokowana, bo prowadziło to do prostej konkluzji: ludzie są popierdoleni. Nic nowego, prawda? A potem opuściła wzrok na szalik i ostrożnie odchyliła materiał, aby pokazać go Brygadziście.
– Wyglądała tak?
– Fuj, nie pokazuj mi tego obrzydlistwa – powiedział, wzdrygając się, a potem cofnął z całym krzesłem.
– Przynajmniej nie mamy więc sprawy morderstwa… – mruknęła, starając się szukać jasnych stron.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.