Początek września był bardzo zaskakujący, a Hjalmarowi nie śniło się w najskrytszych snach, że dożyje czegoś takiego i będzie musiał poważnie zastanowić się nad swoją przyszłością w tym kraju. Dagur zdążył już powrócić na Islandię, zostawiając cały majątek w Anglii w rękach swojego syna, a młodszy z Nordgersimów robił wszystko, co mógł, aby nie przynieść hańby swojemu rodowi.
Ogień, o ile nie był niczym nowym dla Islandczyka, tak tym razem wyrządził szkody w ich domostwie i warsztacie, wybijając wiele okien, które zostały prowizorycznie pozabijane, aby ciepło nie uciekało - wszak jesień nie należała do najcieplejszych pór roku.
Hjalmar snuł się po kuźni i przygotowywał sobie wszelkie potrzebne komponenty, aby móc niedługo przystąpić do dalszej pracy. Mimo poniesionych strat nie poddawał się i walczył ze wszystkimi przeciwnościami losu.
Na całe szczęście ludzie byli serdeczni i rozumieli sytuację, w jakiej wszyscy się znaleźli. Nikt nie miał większych problemów z tym, że zamówienia mogły się trochę opóźnić, wszak wiele z nich zostało zniszczonych podczas tej pamiętnej nocy. To było jedynym plusem w całym tym nieszczęściu.
Kiedy wyszedł akurat na dwór, aby odetchnąć świeżym powietrzem, dostrzegł znajomą twarz.
- Brenno! - krzyknął w jej kierunku, unosząc dłoń na powitanie - Dobry wieczór. Wejdź, zapraszam - zachęcał ją, machając dłonią w swoim kierunku, jakby chciał ją do siebie przywołać.- Nie bój się. Nie gryzę - zażartował jeszcze.
- Mam nadzieję, że zastaję ciebie w dobrym zdrowiu - rzucił od progu - Napijesz się czegoś? A może jesteś głodna? - bombardował ją pytaniami, bo wierzył, że gościa należy przyjąć z największymi honorami.
Nie czekając na potwierdzenie, miał już zamiar zagotować wodę na jakiś ciepły napitek. Wieczór był chłodny, a dobra herbata nikomu nie zaszkodziła - a już na pewno żadnemu Anglikowi.