17.11.2025, 21:29 ✶
Przyjaciółka miała swoje powody by zmienić pracę, nie naciskała na powrót, bo sama nie wiedziała, jak i czy kiedykolwiek byłaby w stanie to zrobić w podobnej sytuacji. Zresztą kto, nie jak sama Pruedence, miał wiedzieć, co dla niej najlepsze. A jakby samo traumatyczne doświadczenie nie było wystarczające, to wraz z pojawieniem się ponownie w murach Munga, na pewno ruszyłyby języki, nigdzie tak plotki nie krążyły, jak w dość zamkniętych środowiskach, a nierzadko można było uznać, że personel medyczny miał wyznaczony ścisły i surowo ograniczony limit godzinowy na przebywanie poza szpitalem. Właściwie Sidonie nieco niefrasobliwie jeszcze chwilę wcześniej rzuciła tę nieszczęsną uwagę o dyżurach - kolejny dowód na jej Mungo-centryczne podejście do życia, zdecydowanie jednostka stracona dla świata. Dodając dość specyficzny charakter pracy z pacjentami, więc nic co ludzkie, nie było jej obce, czasami chciało by się rzec, że niestety nic nie było.
Rozważała chwilę w duchu, jak się powinna zachować. Nie czuła się za te dzieciaki odpowiedzialna, z drugiej dla dobra nie generowania sobie czy różnym ministerialnym departamentom, w nieokreślonej przyszłości, dodatkowej pracy i do tego średnio opłacanej, więc jednak przeważyła w niej chęć, choć nastraszenia początkujących, choć sprytnych ludzi interesu.
- Włoski, kto się pozbywa takich perełek - prawie brzmiało to, jak pytanie retoryczne.
W tym czasie drugi z chłopaków próbował zainteresować Prue jakimś fantem, wskazując na jedną z sakiewek, która miała być zaklęta tak, by nikt poza właścicielem nie mógł jej otworzyć. Być może planowali zrobić zapasy słodyczy do końca roku.
- Ach, a wiecie można załatwić sobie zniżkę - powiedziała nieco ściszając ton, w końcu zamierzała zdradzić wiedzę tajemną, która nie miała nic wspólnego z prawdą, bo właśnie wciskała kłamstwo w duchu najlepszej tradycji rodzinnej: - musicie stanąć na krześle i zanucić refren wybranej piosenki Madame Bletchley. Im dłużej, tym wyższa zniżka. - Sidonie spojrzała w oczy uczniaka, totalnie mówiła prawdę w jego mniemaniu. - A w ogóle nie powinniście być teraz w szkole?
Rozważała chwilę w duchu, jak się powinna zachować. Nie czuła się za te dzieciaki odpowiedzialna, z drugiej dla dobra nie generowania sobie czy różnym ministerialnym departamentom, w nieokreślonej przyszłości, dodatkowej pracy i do tego średnio opłacanej, więc jednak przeważyła w niej chęć, choć nastraszenia początkujących, choć sprytnych ludzi interesu.
- Włoski, kto się pozbywa takich perełek - prawie brzmiało to, jak pytanie retoryczne.
W tym czasie drugi z chłopaków próbował zainteresować Prue jakimś fantem, wskazując na jedną z sakiewek, która miała być zaklęta tak, by nikt poza właścicielem nie mógł jej otworzyć. Być może planowali zrobić zapasy słodyczy do końca roku.
- Ach, a wiecie można załatwić sobie zniżkę - powiedziała nieco ściszając ton, w końcu zamierzała zdradzić wiedzę tajemną, która nie miała nic wspólnego z prawdą, bo właśnie wciskała kłamstwo w duchu najlepszej tradycji rodzinnej: - musicie stanąć na krześle i zanucić refren wybranej piosenki Madame Bletchley. Im dłużej, tym wyższa zniżka. - Sidonie spojrzała w oczy uczniaka, totalnie mówiła prawdę w jego mniemaniu. - A w ogóle nie powinniście być teraz w szkole?