17.11.2025, 22:21 ✶
Złapała kubek z herbatą, faktycznie czarną, jak wszystko inne. Szczęśliwie jej bardzo praktyczne i w równym stopniu nudne ubrania praktycznie nie ucierpią w tej pełnej popiołu katastrofie. A jeśli nawet, to niewielka strata, to znak, że nie powinno się za bardzo przywiązywać do dóbr materialnych.
Skinęła głową na znak, że ona, a potem mrugnęła z kilka razy, żeby nadążyć za wątkiem, który przeskakiwał, choć kręcił się wokół pożarów, zresztą inne tematy chwilowo nie istniały.
- Wyszedł w jednym kawałku? Kumpel od szyby - dodała. Liczyła, że cokolwiek się wydarzyło, to został zaopiekowany przez kogoś, kto mu towarzyszył, przez tę dziewczynę lub kogoś z pogotowia, w którym na szczęście nie pracowała obecnie, gdyby miała teleportować się po tych spalonych miejscówkach, to chyba potrzebowała pomocy medycznej szybciej od potencjalnych pacjentów.
- Słyszałam opowieści o dłoniach albo ich odciskach na ścianach w niektórych budynkach, które uniknęły spalenia. Różne osoby niezależnie od siebie o tym mówiły. - Na upiory nie natknęła się, może jeszcze. Byłaby w stanie uwierzyć we wszystko, nawet w fakt, że Śmierciożercy mają większościowy udział w firmach czy warsztatach budowlano-renowacyjnych i zamierzają zgromadzić środki z remontów i odbudowy na swoje dalsze działania.
- Sama, jest tu kilka osób z sąsiedztwa. Ja byłam przez ten cały czas w Mungu, trudno znaleźć teraz bezpieczniejsze miejsce w tej części Londynu. - Jej słowom towarzyszył blady uśmiech, ponura satysfakcja, szpital najlepszą miejscówką na czas burzy politycznej.
- Jestem uzdrowicielką na pozaklęciowych, jak potrzebujesz informacji o kimś znajomym lub z rodziny, to mogę się dowiedzieć tylko musisz mi zapisać nazwiska, bo niedługo będą wracać. No, pojebane - zgodziła się. - I bardzo, bardzo tchórzliwe.
Sid zastanowiła się, kiedy coś jadła, chyba przed północą, gdy jej przełożona pielęgniarek wcisnęła pół kanapki z marmoladą, musiało być z nią źle, gdy jeden z największych postrachów oddziałowych ją karmił, zamiast gonić do pracy i jeszcze sama zapomniała o jedzeniu. Nie zamierzała objadać kawiarnię, poza tym były osoby bardziej w potrzebie. Właściwie czy ktoś w Ministerstwie pomyślał, żeby zorganizować rano punkt wydawania posiłków, na fali tych myśli na głos powiedziała: - straszny burdel. - Aż poczuła się przytłoczona skalą zniszczeń i tego, co w najbliższym czasie trzeba będzie zrobić. Machnęła dłonią na swoim czołem: - rozmazałaś się tutaj. Nie rozumiem, obrzydliwe to wszystko, skąd mieli tyle mocy, ogień pojawił się też poza Londynem. - Może nie powinna tego mówić głośno albo nieznanej sobie osobie lub wszystko na raz głośno w nieznajomym otoczeniu, ale chyba zwolennicy Voldemorta zajęci byli podziwianiem efektów swoich działań.
Skinęła głową na znak, że ona, a potem mrugnęła z kilka razy, żeby nadążyć za wątkiem, który przeskakiwał, choć kręcił się wokół pożarów, zresztą inne tematy chwilowo nie istniały.
- Wyszedł w jednym kawałku? Kumpel od szyby - dodała. Liczyła, że cokolwiek się wydarzyło, to został zaopiekowany przez kogoś, kto mu towarzyszył, przez tę dziewczynę lub kogoś z pogotowia, w którym na szczęście nie pracowała obecnie, gdyby miała teleportować się po tych spalonych miejscówkach, to chyba potrzebowała pomocy medycznej szybciej od potencjalnych pacjentów.
- Słyszałam opowieści o dłoniach albo ich odciskach na ścianach w niektórych budynkach, które uniknęły spalenia. Różne osoby niezależnie od siebie o tym mówiły. - Na upiory nie natknęła się, może jeszcze. Byłaby w stanie uwierzyć we wszystko, nawet w fakt, że Śmierciożercy mają większościowy udział w firmach czy warsztatach budowlano-renowacyjnych i zamierzają zgromadzić środki z remontów i odbudowy na swoje dalsze działania.
- Sama, jest tu kilka osób z sąsiedztwa. Ja byłam przez ten cały czas w Mungu, trudno znaleźć teraz bezpieczniejsze miejsce w tej części Londynu. - Jej słowom towarzyszył blady uśmiech, ponura satysfakcja, szpital najlepszą miejscówką na czas burzy politycznej.
- Jestem uzdrowicielką na pozaklęciowych, jak potrzebujesz informacji o kimś znajomym lub z rodziny, to mogę się dowiedzieć tylko musisz mi zapisać nazwiska, bo niedługo będą wracać. No, pojebane - zgodziła się. - I bardzo, bardzo tchórzliwe.
Sid zastanowiła się, kiedy coś jadła, chyba przed północą, gdy jej przełożona pielęgniarek wcisnęła pół kanapki z marmoladą, musiało być z nią źle, gdy jeden z największych postrachów oddziałowych ją karmił, zamiast gonić do pracy i jeszcze sama zapomniała o jedzeniu. Nie zamierzała objadać kawiarnię, poza tym były osoby bardziej w potrzebie. Właściwie czy ktoś w Ministerstwie pomyślał, żeby zorganizować rano punkt wydawania posiłków, na fali tych myśli na głos powiedziała: - straszny burdel. - Aż poczuła się przytłoczona skalą zniszczeń i tego, co w najbliższym czasie trzeba będzie zrobić. Machnęła dłonią na swoim czołem: - rozmazałaś się tutaj. Nie rozumiem, obrzydliwe to wszystko, skąd mieli tyle mocy, ogień pojawił się też poza Londynem. - Może nie powinna tego mówić głośno albo nieznanej sobie osobie lub wszystko na raz głośno w nieznajomym otoczeniu, ale chyba zwolennicy Voldemorta zajęci byli podziwianiem efektów swoich działań.