18.11.2025, 01:19 ✶
Upadek wydarzył się szybciej, niż zdążyłem wygłosić jakikolwiek wewnętrzny komentarz o tym, że może jednak przesadziła. Geraldine nie była człowiekiem, który najpierw myśli, a potem reaguje. Zaskakujące - prawda? Pchnęła mnie, nie tak symbolicznie, nie tak, żeby mnie tylko postraszyć - całą sobą, a balustrada nie była przygotowana na kogoś mojego wzrostu ani mojej wagi. Od zawsze była raczej symboliczną granicą niż realnym zabezpieczeniem, a ja nie powinienem był się o nią opierać. Barierka, oczywiście, okazała się za niska, a ja byłem za duży, za ciężki, żeby utrzymać równowagę. Wybiło mnie do tyłu z siłą, której nie przewidziałem. Poleciałem przez nią jak pieprzony worek popsutych ziemniaków, uderzając z mlaśnięciem o mokre podłoże, zrobiłem salto jak stary mebel wyrzucony przez okno - jak zwał, tak zwał, porównań z pewnością było wiele i każde byłoby całkiem obrazowo właściwe.
Uderzenie w głowę było dość ostre, poczułem natychmiast pulsowanie bólu, promieniujące w stronę karku i skroni, beton przywitał mnie ochoczo - zimny, twardy i bezlitosny. Język wbił się między zęby, poczułem dziwną, ostrą falę bólu, gdy przegryzłem go z boku. Coś chrupnęło w moich ustach, zanim jeszcze zdążyłem otworzyć oczy. Nowy smak pojawił się natychmiast, gęsty, gorący, znajomy w sposób, którego nie chciałem pamiętać, ale prawdziwy szok przyszedł sekundę później. Spróbowałem zamknąć gębę, dociskając do siebie szczęki i poczułem wyraźne puste miejsce - poszarpaną, ostrą krawędź nadkruszonego fragmentu lewej jedynki. Ząb nie wypadł cały, ale pękł na pół, jak tani kryształ po upadku na kamień, tracąc jedną trzecią połówki. Krew zaczęła napływać do ust metaliczną falą, zmieniając smak powietrza, które próbowałem złapać. Syknąłem, chociaż bardziej zabrzmiało to jak bełkot, lewe oko zaczęło mi łzawić od impulsu bólowego. Spróbowałem wypluć ślinę zmieszaną z krwią.
- Ja… Pier… - Wymamrotałem, głos miałem zniekształcony przez język, który robił teraz za puchnący, częściowo przegryziony kawałek mięsa, ale ta jedna literka wybiła się wyjątkowo głośno i wyraźnie w ciszy, jaka zapadła w okolicy. - To… Było… - Odkaszlnąłem, wypluwając jeszcze więcej gorącej, krwistej śliny. - Zajebiście… Bespoślednie.
Spróbowałem się poruszyć, nieudolnie, głowa zaprotestowała tępym bólem. Przewróciłem się na bok, próbując złapać rytm oddechu. Czułem w ustach, w ciele, ten metaliczny smak, który nie pozwalał mi zapomnieć ani na sekundę, że barierka była dla niskich ludzi. A ja, niestety, nigdy do nich nie należałem. Za to upadłem już bardzo, ale to bardzo nisko. Tak się kończą szczere rozmowy o odpowiedzialności i uczuciach. Nigdy, kurwa, więcej.
Uderzenie w głowę było dość ostre, poczułem natychmiast pulsowanie bólu, promieniujące w stronę karku i skroni, beton przywitał mnie ochoczo - zimny, twardy i bezlitosny. Język wbił się między zęby, poczułem dziwną, ostrą falę bólu, gdy przegryzłem go z boku. Coś chrupnęło w moich ustach, zanim jeszcze zdążyłem otworzyć oczy. Nowy smak pojawił się natychmiast, gęsty, gorący, znajomy w sposób, którego nie chciałem pamiętać, ale prawdziwy szok przyszedł sekundę później. Spróbowałem zamknąć gębę, dociskając do siebie szczęki i poczułem wyraźne puste miejsce - poszarpaną, ostrą krawędź nadkruszonego fragmentu lewej jedynki. Ząb nie wypadł cały, ale pękł na pół, jak tani kryształ po upadku na kamień, tracąc jedną trzecią połówki. Krew zaczęła napływać do ust metaliczną falą, zmieniając smak powietrza, które próbowałem złapać. Syknąłem, chociaż bardziej zabrzmiało to jak bełkot, lewe oko zaczęło mi łzawić od impulsu bólowego. Spróbowałem wypluć ślinę zmieszaną z krwią.
- Ja… Pier… - Wymamrotałem, głos miałem zniekształcony przez język, który robił teraz za puchnący, częściowo przegryziony kawałek mięsa, ale ta jedna literka wybiła się wyjątkowo głośno i wyraźnie w ciszy, jaka zapadła w okolicy. - To… Było… - Odkaszlnąłem, wypluwając jeszcze więcej gorącej, krwistej śliny. - Zajebiście… Bespoślednie.
Spróbowałem się poruszyć, nieudolnie, głowa zaprotestowała tępym bólem. Przewróciłem się na bok, próbując złapać rytm oddechu. Czułem w ustach, w ciele, ten metaliczny smak, który nie pozwalał mi zapomnieć ani na sekundę, że barierka była dla niskich ludzi. A ja, niestety, nigdy do nich nie należałem. Za to upadłem już bardzo, ale to bardzo nisko. Tak się kończą szczere rozmowy o odpowiedzialności i uczuciach. Nigdy, kurwa, więcej.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)