25.02.2023, 01:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 01:13 przez Cathal Shafiq.)
- Ja trafię do lecznicy, ciebie znowu użre wąż i kto cię wyleczy? - spytała Nell, w ogóle nieprzejęta jego tonem. Czuła się pewnie głównie dlatego, że obok byli Cathal i Alethea, którym zwyczajnie była potrzebna. Bagshot funkcjonowała trochę poza schematem, chyba nie zdając sobie sprawy z tego, że czasem denerwuje ludzi i bardziej skupiając się na przeszłości niż teraźniejszości. Wychodziło to jednak z niej najbardziej przy angielskich członkach ekipy - nawet ona wiedziała, że Egipt nie był przyjazny samotnym Europejkom.
- Nell. Jamil. Bawcie się ładnie albo oboje pójdziecie do kąta i nie dostaniecie deseru - powiedział Cathal łagodnie, na co Bagshotówna prychnęła, niby rozjuszona kotka. Zaraz jednak przekręciła kolejną stronę artykułu, darowując sobie odpowiadanie Shafiqowi. Normalnie może by się z nim kłóciła, ale teraz to od niego zależało, czy stąd wyjdą... - Chodziło mi o "- Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości" - zacytował, zwracając się do Lety. Bezbłędnie, bo jego pamięć, jak zwykle, przechowywała nieco zbyt wiele informacji. Ot zrozumiał, że jej zdaniem jeśli nie trafią, to umrą z głodu, bo nikt ich nie znajdzie. - Jeżeli nietrafienie od razu nas nie zabije, można by próbować dalej i nie musielibyśmy polegać na reszcie. I znam takie. Może skutkować na przykład utonięciem, otruciem, rozerwaniem na strzępy... Same atrakcje!
Shafiq wzdrygnął się teatralnie, gdy Crouchówna spytała, czy mogliby dzielić pokój i na moment na nią spojrzał.
- To miało być dla mnie leczenie, a nie kompletne pognębienie - zaznaczył.
- Aua. Wychodzi na to, że zabili już przynajmniej dwóch mugolaków - mruknęła tymczasem Nell, która skupiła się na artykule, nie rozmowie Cala i Lety, już trochę mniej beztrosko niż wcześniej.
- W takim razie Pan Latająca Śmierć był w Slytherinie - odparł Cathal tonem znawcy. Nie to, że sam był Ślizgonem i Tiara nawet się nie zawahała. Skąd. Wcale. - Gdzie dokładnie...
Nie zdołał dopytać, gdzie dokładnie Leta coś widzi, by ją podsadzić.
Nell krzyknęła, gdy tuż koło jej nogi wylądował skorpion i zeskoczyła z sarkofagu, w ostatniej chwili unikając ugryzienia. A raczej z niego spadła. Gdy jednak zdała sobie sprawę z tego, że kolejne jadowite stwory spadają na ziemię, zaraz wskoczyła na sarkofag z powrotem, tym razem tylko stopami, a różdżkę wycelowała w skorpiona, który spadł na kamienną płytę i właśnie ustawiał się w pozycji do ataku.
Zaklęcie depulso cisnęło nim o ścianę.
Niestety, lumos - którego używała i by czytać, i by oświetlać im częściowo ciemności - wygasło, podobnie jak to, które rzuciła wcześniej Alethea. Znaleźli się w absolutnym mroku, a wokół były skorpiony i niewielka pociecha, że pewnie nie do końca prawdziwe, a transmutowane pułapką. W ostatnim błysku dało się dostrzec przez ułamek sekundy gazetę, teraz leżącą na ziemi, po której biegł inny skorpion. Dokładnie po zdjęciu mrocznego znaku.
- ZAMORDUJĘ CIĘ, ANWAR! - wrzasnęła, wciąż stojąc na sarkogafu, który chwilowo uznawała za najbezpieczniejsze miejsce. - BĘDZIESZ UMIERAŁ DŁUGO I BOLEŚNIE!
- Kurwa mać, JAMIL! - krzyknął Cathal (nieco ciszej jednak niż Nell, której krzyk zapewne mógł obudzić wszystkie okoliczne mumie), wykonując unik przed kawałkami rzeźby, lecącymi w jego stronę. A wydawało się, że po podłodze, która próbowała porwać Nell i drzwiach, które znikły, gdy tu weszli, nie będą mieli większego pecha. - Nie zamordujesz go, bo ja to zrobię pierwszy!!! Co mówiłem o uważaniu na pułapki w zapadniach?! NELL RZUĆ Z POWROTEM TO CHOLERNE LUMOS!
- Nell. Jamil. Bawcie się ładnie albo oboje pójdziecie do kąta i nie dostaniecie deseru - powiedział Cathal łagodnie, na co Bagshotówna prychnęła, niby rozjuszona kotka. Zaraz jednak przekręciła kolejną stronę artykułu, darowując sobie odpowiadanie Shafiqowi. Normalnie może by się z nim kłóciła, ale teraz to od niego zależało, czy stąd wyjdą... - Chodziło mi o "- Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości" - zacytował, zwracając się do Lety. Bezbłędnie, bo jego pamięć, jak zwykle, przechowywała nieco zbyt wiele informacji. Ot zrozumiał, że jej zdaniem jeśli nie trafią, to umrą z głodu, bo nikt ich nie znajdzie. - Jeżeli nietrafienie od razu nas nie zabije, można by próbować dalej i nie musielibyśmy polegać na reszcie. I znam takie. Może skutkować na przykład utonięciem, otruciem, rozerwaniem na strzępy... Same atrakcje!
Shafiq wzdrygnął się teatralnie, gdy Crouchówna spytała, czy mogliby dzielić pokój i na moment na nią spojrzał.
- To miało być dla mnie leczenie, a nie kompletne pognębienie - zaznaczył.
- Aua. Wychodzi na to, że zabili już przynajmniej dwóch mugolaków - mruknęła tymczasem Nell, która skupiła się na artykule, nie rozmowie Cala i Lety, już trochę mniej beztrosko niż wcześniej.
- W takim razie Pan Latająca Śmierć był w Slytherinie - odparł Cathal tonem znawcy. Nie to, że sam był Ślizgonem i Tiara nawet się nie zawahała. Skąd. Wcale. - Gdzie dokładnie...
Nie zdołał dopytać, gdzie dokładnie Leta coś widzi, by ją podsadzić.
Nell krzyknęła, gdy tuż koło jej nogi wylądował skorpion i zeskoczyła z sarkofagu, w ostatniej chwili unikając ugryzienia. A raczej z niego spadła. Gdy jednak zdała sobie sprawę z tego, że kolejne jadowite stwory spadają na ziemię, zaraz wskoczyła na sarkofag z powrotem, tym razem tylko stopami, a różdżkę wycelowała w skorpiona, który spadł na kamienną płytę i właśnie ustawiał się w pozycji do ataku.
Zaklęcie depulso cisnęło nim o ścianę.
Niestety, lumos - którego używała i by czytać, i by oświetlać im częściowo ciemności - wygasło, podobnie jak to, które rzuciła wcześniej Alethea. Znaleźli się w absolutnym mroku, a wokół były skorpiony i niewielka pociecha, że pewnie nie do końca prawdziwe, a transmutowane pułapką. W ostatnim błysku dało się dostrzec przez ułamek sekundy gazetę, teraz leżącą na ziemi, po której biegł inny skorpion. Dokładnie po zdjęciu mrocznego znaku.
- ZAMORDUJĘ CIĘ, ANWAR! - wrzasnęła, wciąż stojąc na sarkogafu, który chwilowo uznawała za najbezpieczniejsze miejsce. - BĘDZIESZ UMIERAŁ DŁUGO I BOLEŚNIE!
- Kurwa mać, JAMIL! - krzyknął Cathal (nieco ciszej jednak niż Nell, której krzyk zapewne mógł obudzić wszystkie okoliczne mumie), wykonując unik przed kawałkami rzeźby, lecącymi w jego stronę. A wydawało się, że po podłodze, która próbowała porwać Nell i drzwiach, które znikły, gdy tu weszli, nie będą mieli większego pecha. - Nie zamordujesz go, bo ja to zrobię pierwszy!!! Co mówiłem o uważaniu na pułapki w zapadniach?! NELL RZUĆ Z POWROTEM TO CHOLERNE LUMOS!