• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria

[26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
18.11.2025, 09:51  ✶  
Lestrange zmrużył nieco oczy w odpowiedzi na jej pytanie. Można było je interpretować na wiele różnych sposobów, lecz najbliższe rzeczywistości były chyba zaledwie dwa. Albo uważała go za kruchy kieliszek, który pod wpływem jej słów i dotknięcia może się rozlecieć na milion drobnych kawałków (ach, to męskie ego), lub chodziło jej o tę drugą część. Potwierdziła to też sama Astoria, mówiąc wprost o tym, że nie tylko szkło było tu niebezpieczne. Nie rozumiał, w jaki sposób miałby jej zagrozić - byli przecież wśród ludzi, a on dał jej dokładnie to, o co prosiła, prawda? Dał jej spokój. Dlaczego więc wciąż jej zapach przypominał mu się w najmniej oczekiwanych momentach, a głos dźwięczał w uszach wieczorami, odbijając się jak echo w jaskini? Dlaczego gdy widział miękkie, czarne pukle u kogokolwiek na ulicy, oglądał się z nadzieją, że mignie mu też jej jasna skóra?

Cholerna Astoria Avery. Cholerna Avery, która ogonem swoich intensywnych perfum sprawiała, że kręciło mu się w głowie. Cholerna Avery, która tą wyniosłą postawią sprawiała, że krew gotowała mu się w żyłach i tracił panowanie nad sobą. Cholerna Avery, która najpierw posądzała go o rzeczy, których nie miał na myśli, a gdy w końcu odpuścił: ponownie wsadziła stopę w szczelinę między framugą a drzwiami, nie pozwalając na ich zatrzaśnięcie.
- Oczywiście, że nie - odpowiedział takim samym tonem - suchym i chłodnym, z naleciałością irytacji. Nie zamierzał jej jednak dawać tej satysfakcji i pokazywać, jak bardzo go zdenerwowała. I jak bardzo denerwowała go teraz, żądając kolejnego pucharu wina, zamiast po prostu odejść w spokoju. Najchętniej to on by się odwrócił na pięcie i odszedł, lecz nie tak go wychowano. Była kobietą, a tym z gruntu należał się szacunek, nawet jeżeli były irytujące. Mimo że go uraziła, to nie zrobiła nic, co ten szacunek by zniwelowało. Matka naprawdę dużo wysiłku włożyła w to, by zaszczepić mu taki a nie inny światopogląd, obawiając się, że skończy tak, jak Louvain - i to zbierało teraz swoje żniwo. - Uznajmy, że to była moja wina.
Oczywiście, że to nie była jego wina. Astoria powinna była się rozejrzeć i nie być tak gwałtowną w swoich ruchach, ale wiedział, jak działał alkohol a ona była tu ewidentnie dłużej niż on sam. Odłożył więc swój prawie pusty kieliszek, a następnie zrobił krok w kierunku kobiety. Chciałby westchnąć na fakt, w jaki sposób wyraziła swoje żądanie, ale zrezygnował, by nie rozjuszyć jej dodatkowo. Oparł więc delikatnie dłoń na jej plecach - nie niżej, bez tego wstrętnego uczucia obłapiania, które zapewne kojarzyła - a następnie delikatnie skierował ją w stronę przedsionka. To tam znajdowały się stoły, uginające się pod ciężarem butelek z najróżniejszymi alkoholami. Było tam odrobinę ciszej, niż w salonie, gdzie toczył się gwar rozmów, od którego pękała głowa. Odpuścił suszenie się i wycieranie. I tak planował stąd zniknąć stosunkowo szybko, a Avery dała mu bardzo dobry pretekst, by to zrobić szybciej, niż planował. Niechcący ten mały wypadek stał się idealną wymówką, którą planował niedługo wykorzystać.
- Na które masz ochotę? - zapytał uprzejmie, dbając o to, by ton był formalny, nienaznaczony irytacją. Gdy zeszli z widoku, a gwar nieco odpuścił, on sam się nieznacznie rozluźnił. Nie było tajemnicą, że nie lubił tego typu spotkań. Oczywiście dało się spotkać Rodolphusa na przyjęciach, lecz z reguły bywał na nich na tyle krótko, na ile to było możliwe. I nie na każdych. Przed Astorią rozciągał się jednak teraz miły widok: stolik z tacą, na której ustawiono wina. Białe, czerwone. Wytrawne, słodkie, półsłodkie. Owocowe, bardziej ciężkiej, lekkie. Butelek było kilka, na kolejnym stoliku były następne. Miała w czym wybierać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2883), Rodolphus Lestrange (3599)




Wiadomości w tym wątku
[26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 13.11.2025, 23:01
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Astoria Avery - 14.11.2025, 03:16
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 14.11.2025, 11:49
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Astoria Avery - 18.11.2025, 03:12
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 18.11.2025, 09:51
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Astoria Avery - 19.11.2025, 14:24
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 19.11.2025, 14:56
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Astoria Avery - 19.11.2025, 18:16
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 19.11.2025, 19:44
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Astoria Avery - 19.11.2025, 22:26
RE: [26.09.1972] Addicted to the end | Rodolphus, Astoria - przez Rodolphus Lestrange - 20.11.2025, 09:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa