Usta drgnęły Prue w uśmiechu, gdy zauważyła znajomą postać która się do niej zbliżała. Prim wyglądała świeżo i lekko, jak zawsze, wydawało się, że poruszała się tańcząc, a może to ona widziała to w taki sposób? Lubiła młodszą koleżankę, widziała w niej coś, czego u siebie nie mogła już zobaczyć, pewną niewinność, brak zniszczenia życiem, tak właściwie to nie do końca sama umiała to nazwać. Oby jednak pozostało to w niej jak najdłużej, dobrze było wiedzieć, że niektórzy nie mieli sobie w mroku.
Prezentowała się wspaniale, jak zawsze. Niektórzy ludzie potrafili dobierać swoją garderobę w taki sposób, aby podkreślała ich atuty, czy cechy charakteru. Sama Prudence podchodziła do tego raczej pragmatycznie. Sięgała po schludne ubrania, głównie w czarnym kolorze, bo wydawało jej się, że dzięki nim łatwiej będzie jej się mieszać z tłumem, a nie do końca lubiła się wyróżniać, czy zwracać na siebie uwagę, więc w jej przypadku było to naprawdę wygodne.
Postanowiła napisać do Lestrange po pomoc, bo wiedziała, że będzie w stanie jej doradzić. Po pierwsze naprawdę doceniała jej gust, po drugie, ona w przeciwieństwie do Bletchley na pewno była już na niejednym, czystokrwistym weselu, więc wiedziała, co wypada, co nie wypada i jak najlepiej będzie to ugryźć. Nie sądziła też, że pozwoliłaby jej wybrać coś, co mogło ją pogrążyć, ufała Prim, wybór był więc całkiem prosty, liczyła, że koleżanka nie będzie miała najmniejszego problemu z tym, by jej doradzić.
- Prim. - Powiedziała krótko, nieco zbyt głośno jak na siebie samą, ale naprawdę cieszyła się, że ją widziała. Obserwowała uważnie każdy jej ruch, jakby obawiała się, że w tych swoich bucikach potknie się o jakąś wystającą kostkę brukową i wywinie orła. Nic złego jednak jej nie spotkało. Odetchnęła z ulgą, kiedy dziewczyna znalazła się tuż obok niej.
Przyciągnęła ją do siebie, delikatnie i objęła na przywitanie, nie przejęła się zupełnie tym, że jedna z jej papierowych toreb zahaczyła o jej włosy. To nie było nic takiego. Odsunęła się w końcu o krok, nadal ściskała w dłoni to drobne zawiniątko.
- Ciebie również, stęskniłam się. - Dawno nie miały szansy spotkać się w twarzą w twarz, naprawdę dobrze się złożyło, że nadarzyła się ku temu okazja. - Tak, paliłam, nadal nie pozbyłam się tego okropnego nawyku. - Mimo, że była uzdrowicielem, wiedziała, że nie był on najzdrowszy to jakoś nie potrafiła przestać palić.
Wyciągnęła przed siebie dłoń, która była zaciśnięta w pięść, otworzyła ją, kiedy ta znalazła się przed dziewczyną. - Mam coś dla Ciebie. - Papier, który otaczał przedmiot powodował, że póki co trudno było określić, co właściwie się w nim kryło.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control