- Niby tak, jednak nigdy nie było to coś, co mnie w jakikolwiek sposób interesowało. - Nie należała do cierpliwych osób, czasem miała ogromny problem z tym, by zebrać myśli, niby jakim cudem nagle miałaby się stać rzemieślniczką, to nigdy nie leżało w obszarze jej zainteresowań, brakowało jen cierpliwości ku podobnych aktywnością, wolała zapłacić za to, żeby ktoś za nią to zrobił, mogła sobie na to pozwolić z racji na to, że była bogata, a nawet bardzo bogata.
- Wspólnie nie brzmi jak katorga. - Cameron wiedział jak ją podejść. Nie było szans, aby sama pokusiła się chociaż o próbę, jeśli jednak chodziło o to, by razem coś stworzyli... to cóż, nie widziała nic, co mogło stanąć im na przeszkodzie. To nie tak, że uważała, iż jego obecność wystarczy do stworzenia dzieła sztuki, tyle, że wydawało jej się, iż razem naprawdę mogą zdziałać cuda, może było to głupie i naiwne, może była zaślepiona zauroczeniem, ale wydawało się Heath to całkiem prawdziwe. Razem mogli stworzyć naprawdę świetny wianek.
Nie, żeby wcześniej próbowali spędzać czas w podobny sposób, to nie było w ich stylu, było zbyt spokojne, ale może warto było spróbować, kto wie, może robótki ręczne okażą się być nie najgorszą drogą do tego, by w końcu przestać pakować się w bójki, czy inne sytuacje, które niosły ze sobą kłopoty. Warto było spróbować, nawet jeśli do końca w to nie wierzyła. Nikt przecież nie mógł im tego zabronić, czy tego kwestionować, mogli robić to, co na co tylko mieli ochotę, kropka.
- Trudno się temu dziwić, chyba każdy mieszkaniec stolicy odczuł te nieszczęsne pożary. - Na początku pewnie do Munga trafiali ci najbardziej poszkodowani, potrzebujący pilnej pomocy, później cała reszta. Niby czytała coś w gazecie na temat kaszlu, ale jak to ona zbyła ten temat, machnęła ręką, po słowach Lupina stwierdziła, że może jednak nie powinna była tego robić. - Wiesz co, może i mnie zbadasz, spędziłam tamtej nocy na mieście sporo godzin. - Faktycznie mogła się czegoś nawdychać, była w niezłej formie, więc póki co to wcale nie musiało się pokazać, wolała jednak mieć pewność, że nic jej nie dolega, zwłaszcza, kiedy zajmowała się tymi wszystkimi, niebezpiecznymi zdaniami w swoim własnym, wolnym czasie.
- Nie dziwi mnie to, że zostały zepchnięte na drugi plan. - Wiedziała, że nie był to odpowiedni moment na zajmowanie się takimi pierdołami, jak klątwa żywiołów. Jasne, liczyła na to, że w końcu trafi na kogoś, kto będzie umiał jej pomóc, jednak priorytety wyglądały zupełnie inaczej. Florence, która jeszcze w sierpniu ją badała zginęła śmiercią tragiczną, nie mogli nic z tym zrobić, może trafi się ktoś, kto postanowi znowu się tym zainteresować, nie mogła tracić nadziei, chociaż trudno było o to, szczególnie, że zajmowało się nią wielu specjalistów, naprawdę liczyła na to, że w końcu uda jej się zaleczyć tę przypadłość.
Zmrużyła nieco oczy, kiedy słyszała kolejne słowa Camerona. Naprawdę sądził, że zamierzała go pytać o to, czy może udać się do Longbottomów? Posrało go do reszty? Ruda robiła to na co miała ochotę i to, że aktualnie byli zaręczeni nie miało tego zmienić, nie miała zamiaru się przed nikim tłumaczyć ze swoich wyborów.
- Byłam, bywam tam często. - Powinna mu o tym mówić? Spowiadać się z tego? Nie do końca wiedziała, ale te słowa wydały jej się naprawdę dziwne, Heather była ogniem, którego nie dało się przecież poskromić.