• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda

[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
19.11.2025, 02:03  ✶  
W jej słowach było to znajome napięcie, które zwykle wywoływało we mnie odruchowe przewrócenie oczami, ale tym razem odpuściłem. Deszcz robił za chłodny kompres, chodnik kołysał się gdzieś pod stopami, a język bolał mnie tak, jakby ktoś wsadził mi do ust rozżarzony gwóźdź, mimo to byłem skupiony - no, względnie. Wyciągnąłem fajkę spomiędzy zębów, tylko po to, żeby parsknąć krótkim, wypranym z emocji śmiechem. Nie było w nim kpiny, bardziej brzmiał jak pęknięcie w lodzie.
- W moim pszypadku kutas niczego nie ułatwił. - Mruknąłem, przesuwając językiem po ostrym brzegu nadłamanego zęba. - Posiadanie chuja nic nie dało, poza większym wpieldolem na wejściu. Od początku musiałem byś twaldy. Musiałem udawaś, że jestem kimś, kim nie byłem. - Burcząc, kolejny raz wsunąłem papierosa między wargi, by się zaciągnąć, i poczułem ukłucie w miejscu, gdzie szkliwo było pęknięte - dobry bodziec, trzymał mnie w teraźniejszości. Nie byłem klątwołamaczem, nie byłem najemnikiem. Nie byłem nawet nikim wartościowym, kiedy zaczynałem. Musiałem się wspinać, drapać o skały, jak zwierzę, żeby w ogóle ktokolwiek mnie zauważył. Nie miałem ojca-łowcy, zaplecza, nie miałem nazwiska, tradycji, koneksji, kogoś, kto mógłby napisać list polecający, wstawić się za mną, popchnąć mnie w odpowiednią stronę, więc kiedy zacząłem robić to, co robiłem do teraz… Sam musiałem z siebie ulepić dostatecznie dobrego człowieka, którego ktokolwiek traktowałby inaczej, niż jak śmiecia, szczura i jednocześnie zarazę. - Ty walczyłaś o to, szeby cię traktowali poważnie. Ja walczyłem o to, szeby w ogóle mnie widzieli. - Spojrzałem na nią bokiem - z tą dziwną, ponurą, prześmiewczą rezygnacją kogoś, kto nie próbował nikogo do niczego przekonywać. Nie był to wyrzut, nie był to nawet kontrargument, to była informacja - surowa, ale neutralna, jak zapis w aktach. W milczeniu szedłem dalej, jakby nic nie padło, chociaż każde słowo ciągnęło się za nami jak cień, którego nie da się zgubić nawet w najtęższym deszczu. Zaciągnąłem się raz jeszcze, aż żar zapulsował żywo.
Dopiero, gdy padła jej propozycja współpracy, zatrzymałem się dosłownie na pół kroku, zaraz wznawiając marsz, ale jakby ciężej. Cała ulica zapachniała krwią, dymem, wodą, mokrym tynkiem i czymś cięższym, co wisiało między nami. Fajka żarzyła się uparcie mimo deszczu.
- Współplacowaś. - Powtórzyłem, nie dlatego, że nie rozumiałem, tylko dlatego, że musiałem wyczuć smak tego słowa. - S tobą. - Spojrzałem na nią bokiem, jakby próbował ocenić, czy to żart, czy prowokacja, czy autentyczność podszyta dziwną nicią porozumienia, której oboje nie lubiliśmy nazywać po imieniu. Brzmiało to jak kuszenie od losu, nagłe rozwiązanie moich wszystkich problemów, które powinno mnie uradować, wprowadzić w euforię albo zmieszać, wzbudzić podejrzliwość, przerazić, ale nie zrobiło niczego z tego - nie, bo przytłoczyło mnie coś zupełnie innego - myśl, że być może kolejny raz wszystko przedwcześnie spierdoliłem, znajdując rozwiązanie już po fakcie, wtedy, gdy było za późno. Nie - zdecydowanie nie, nie mogło tak być, bo przecież nie wycofałem się przez brak zleceń, to nie było aż tak banalne.
Powiedziała “nie”, a ja cicho wciągnąłem powietrze przez zęby - nie dlatego, że mnie to zaskoczyło, to było oczywiste, tylko dlatego, że dotknęliśmy właśnie tej granicy, której ludzie zwykle nie tykali. Deszcz spływał po mojej twarzy, ale nie osłabiał głosu, nie patrząc na Geraldine, wyrzuciłem z siebie słowa, które paliły mnie od środka. Wyszły chropowate, zupełnie pozbawione ozdobników - gdyby były namacalne, pewnie przecięłyby skórę.
- Naplawdę chcesz mi tak zaufaś? Nie moszesz mówiś, sze jesteś pszygotowana na wszystko, jeśli to „wszystko” mosze nadejść od ślodka, a nie s zewnątsz.
Ambroise był dla niej wszystkim i vice versa - nawet idiota by to widział, ale nie o to chodziło w tym pytaniu. Nie o Roise’a, nie o teoretyczne gówno. Chodziło o to, że świat robił się coraz bardziej porąbany, a ludzie, których kochaliśmy, nagle stawali się kimś innym - czymś innym, mogli być wykorzystani, nadpisani, złamani w środku tak, że nie było czego ratować.
- Nie zadałem tego pytania, szeby cię splowokowaś. - Powiedziałem cicho, patrząc na mokry bruk, nie na nią. - To nie jest hipotetyczna bajeczka o wilkach i balankach. To świat, w któlym żyjemy. Widziałem to, ty tesz, wiem, jak wygląda spojszenie kogoś, kto nie jest tym, za kogo się podaje. - Patrzyłem przed siebie, na mokrą ulicę, po której woda spływała małymi strumykami. - Miałaś to s doppelgangelem, mentalnym wpływem, całym tym syfem. I mówisz telas, sze ktoś mose byś pszygotowany, kaszdy s nas potlafi o siebie zadbaś, jasne, ale jeśli ploblem siedzi w ślodku, losdziela ciebie albo bliską ci osobę od wewnątsz… - Urwałem, mój głos na moment stracił suchą, ostrą barwę. - Wtedy nie ma pszygotowania. Nie ma doblych, lekkich wybolów. - Zabrzmiało to ostatecznie, ale prawdziwie - i to było najgorsze.
Wciągnąłem powietrze przez nos - było zimne, nieprzyjemne. Kawałek we mnie chciał stąd odejść, szybkim krokiem, drugi kazał mówić dalej.
- Śmieszny fakt, skolo jusz wymieniamy doświadczenia. Okazuje się, sze mimo całego mojego pszygotowania, ja tesz jestem podatny na to gówno. Nie mam pojęcia, czy to Lomulus coś mi wtedy wpieldolił, czy to było coś innego, ale… - Przerwałem, bo język odmówił posłuszeństwa na sekundę. - Ale coś mi zlobiło w głowie syf. Na zbyt wiele czasu. Słyszałem dźwięki, któlych nie było. Mówiłem słowa, któle nie były moje. I… Odszedłem od kobiety, s któlą chciałem byś szczęśliwy. Któlą chyba... - Pokręciłem głową, ucinając resztę. Przez moment wyglądałem tak, jakbym się uśmiechnął, ale to było złudzenie. Coś jak odbłysk w szybie, nie intencja.
Przerwa. Dłuższa niż powinna być.
- Byłem szczęśliwy. - Poprawiłem sam siebie. - Pielwszy las od, kulwa, lat. - Mój głos nie drżał. Nie należał do człowieka, który się łamał. Bardziej do tego, który wyciągał z siebie odłamek szkła i oglądał go pod światło. - A potem coś we mnie pękło i wiedziałem, sze lepiej ją zostawiś, nisz pozwoliś, szeby to, co siedziało we mnie, kazało mi zrobiś coś, czego ja bym nigdy nie zrobił. - Moje dłonie drgnęły, jakby zimno dopiero teraz mnie dogoniło. - Sun by mnie nie zabiła. Tak sądzę. Odpowiedziałaby w ten sam sposób. - Dopiero po paru krokach powiedziałem rzecz, która paliła mnie najbardziej. - Tylko widzisz… Ploblem polega na tym, sze ja... Nie ja... Mógłbym zabiś ją. - Stwierdziłem, tym razem już bezbarwnie, i zacisnąłem palce na papierosie, chociaż już wygasł, po czym puściłem niedopałek wprost w kałużę, przygniatając go obcasem buta. To nie było ckliwe wyznanie, bardziej odsłonięcie kawałka pękniętej ściany, za którą i tak nie było nic poza ciemnością. Nie rozglądałem się, nigdzie nie patrzyłem, tylko przed siebie, w rozmyte światła miasteczka, jakbym właśnie tam szukał jakiegoś punktu odniesienia - baru, najlepiej baru. Nie rozwijałem, nie w tym momencie, nie tłumaczyłem, skąd płynęły te słowa - sam nie miałem pojęcia, dlaczego tego wieczoru postanowiło mi się ulać, ale najwyraźniej wylewało się wszystko, nawet te najbardziej drażniące fragmenty - o hipnozie, wpływie, o tamtym incydencie, kiedy przestałem być sobą, zdaniach, które nie należały do mnie, dźwiękach, które były halucynacjami albo nie... A przede wszystkim o tym, że odszedłem od kobiety, której nigdy nie chciałem skrzywdzić, bo nagle nie wiedziałem, czy jestem jeszcze sobą. Byłem szczęśliwy, a to uczucie było tak absurdalnie silne, iż miało w sobie coś, czego bałem się nazwać. Ale nic nie było proste, nie w tym świecie, a niektórzy ludzie, tacy jak ja, sami z siebie przyciągali syf i kłopoty.
- Las to pszypadek, dwa lasy to nie statystyka, nie schemat, ale nie powiesz mi, sze nie losumiesz, dlaczego czasami s góly wiadomo, gdy coś asz się plosi o znak ostszegawczy. - Uśmiechnąłem się krzywo, nie było w tym nic z radości. Wobec siebie zwykłem ignorować czerwone flagi, ale tu już nie chodziło wyłącznie o mnie - wbrew wszystkiemu, co insynuowała mi Geraldine, nie traktowałem tego, jako mój własny egoizm. Nie chciałem być altruistą, jedynie odwracałem bieg losu.
Przetarłem mokrą twarz dłonią, tak jakby dało się zetrzeć z niej to, co niewidzialne. To nie był dramat - nie była to spowiedź, nie było to wyznanie, tylko był fakt. Zwyczajny, chropowaty fakt, a jednak wypowiedzenie tego na głos było jak wyłamanie własnego żebra. Świat, który aktualnie mieliśmy, to nie było bronienie tego, co jest na zewnątrz. To było bronienie się przed tym, co mogło wleźć do środka. Deszcz spływał po mojej twarzy, jakby chciał coś zmyć, ale nie miał czego - ja już byłem wypłukany. Szedłem dalej, krok za krokiem, jakby nic się nie wydarzyło, a mokry bruk odbijał blask, który nie należał do żadnego słońca.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (10524), Geraldine Greengrass-Yaxley (7846)




Wiadomości w tym wątku
[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 14:14
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2025, 14:53
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 17:10
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2025, 20:46
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 02:03
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.11.2025, 12:23
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 16:02
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.11.2025, 18:53
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 00:23
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 01:17
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 14:06
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 15:42
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 20:28
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 22:30
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 01:41
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.11.2025, 18:58

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa