19.11.2025, 12:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2025, 12:36 przez Benjy Fenwick.)
Poczułem lekkie ukłucie w klatce piersiowej, bo gdzieś tam w głębi wiedziałem, ile tak naprawdę straciliśmy, gdy przez lata coś między nami nie działało, pozwoliliśmy, by sztuczna nienawiść wkradła się między nas. Teraz jednak byliśmy tu, obok siebie, na miękkim posłaniu na podłodze przed kominkiem, po upojnej nocy. Mogłem poczuć jej ciało, ciepło skóry przy skórze, jednak to nie była tylko nagość ciała, już nie, ale i tak nieoczekiwana, lecz nieuchronna nagość emocji - pełna, szczera, otwarta, bo właśnie na taką zasługiwała zarówno tamta Pruey, jak i ta tutaj, ze mną. Przesunąłem palcem po jej ramieniu, prawie dotykając miękkiej, gładkiej szyi, tak naturalnie, jakbyśmy zawsze tak spędzali poranki, jakby ta bliskość wcale nie była niczym nowym. Nasze ciała oplatały się wokół siebie na tych miękkich kocach, bezwstydnie, w tym najwłaściwszym znaczeniu tego słowa, tak swobodnie i bez szczególnego myślenia o głębi tych gestów, że każdy dotyk, przesunięcie dłoni po jej skórze sprawiało mi zaskakującą przyjemność. Chciałem gubić się w jej włosach, pieścić skórę, wdychać jej zapach, jakby czas przestał mieć znaczenie, a jedyne, co naprawdę się liczyło, to to, że byliśmy razem, tu i teraz. Chciałem, żeby to trwało, żebyśmy mogli nie myśleć dłużej o przeszłości ani przyszłości, tylko o tym jednym momencie, w którym mogliśmy sobie pozwolić na wszystko.
To stwierdzenie, jakie opuściło jej usta, brzmiało tak ciepło i jednocześnie tak przewrotnie. Mrużąc oczy, spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem, jakbym próbował ocenić, ile w tym stwierdzeniu było z prawdy, a ile z czystego, chociaż zadziornego komplementu, i odpowiedziałem, przesuwając wolną dłonią po jej ramieniu.
- Wciąsz debilem, ale twoim? - Wyrwało mi się, zanim zdążyłem się powstrzymać, chociaż wcale nie było w tym nieprawdy, łatwiej było być głupcem w jej obecności, gdy między nami pojawiła się ta nieoczekiwana, ale intensywnie głęboka bliskość, nawet jeśli dawaliśmy sobie termin ważności naszej relacji i tego, co nas łączyło. Nie było w tym nic przesadzonego, po prostu przyciągała mnie całą sobą, a ja, jak zawsze, poddawałem się temu instynktownie, bez zastanawiania się nad tym, co powinniśmy lub nie powinniśmy robić. To nie była tylko fizyczność, chociaż skóra przy skórze była niezwykle pobudzająca - to był spokój w chaosie przeszłości, otwarcie się na siebie w zupełnie nowy sposób.
Jej wzrok błądził po notatkach, a ja czułem, jak moje ręce odruchowo wędrują po jej ciele - chciałem czuć każdy centymetr jej skóry, fragment po fragmencie, odkrywając zakamarki miękkiego, ciepłego ciała kogoś, kto na tych kilka chwil należał tylko do mnie - mogliśmy leżeć tak godzinami, w tym stanie niemal idealnej bliskości, nie musząc niczego nazywać, nie musząc niczego wyjaśniać, definiować. Było w tym coś pierwotnie prostego, a jednocześnie zaskakująco intensywnego. Dokładnie tak, jak w mojej reakcji na jej kwestionowanie - westchnąłem teatralnie, gdy wspomniała o mojej staranności pisma, próbując podważyć to, że naprawdę mogłem się przy tym postarać.
- Och, umiem kaliglafować, wiesz. - Prychnąłem, unosząc ręce w geście oburzenia, chociaż w środku śmiałem się do siebie. - Mosze dawno nie pisałem nic stalannie, ale naplawdę potlafię. Pochodzę s „doblego domu”, Pludence, nie wyoblasasz sobie nawet, ile godzin spędzałem nad litelami. Umiem pisaś ładnie, stalannie, kleśliś te wszystkie szlaczki, zawijaski, ąęki… Kochanie, po plostu nigdy nie chciałem się tym pszejmowaś w naszej kolespondensji, a jusz tym balsiej w notatkach. - Mruknąłem, spoglądając na jej twarz, próbując wyłapać uśmiech lub cień rozbawienia. - Telas tesz nie płacą mi za ładne „ąę”, całe szczęście, ale jak dasz mi coś do pisania, to nawet ci to udowodnię. Ostatnie stlony są puste. - Dodałem, puszczając figlarnie oko. Zerknąłem na jej usta i włosy, na ten poranny, lekko nieposkromiony wygląd, i uśmiechnąłem się szeroko. Kto tu kogo bardziej rozpraszał?
- Jeszcze chwila i pomyślę, sze naplawdę na mnie lecisz. - Powiedziałem półszeptem, po czym przybliżyłem twarz, prawie muskając jej włosy wargami, cały czas obserwując sposób, w jaki trzymała tę jedną karteczkę. Czy cokolwiek by to zmieniło, gdyby wtedy do niej dotarła? Nie wiedziałem - być może, ale czy tak naprawdę chcielibyśmy to wiedzieć? Niektóre rzeczy powinny zostać w przeszłości, czas z pewnością nie był linearny, ale nie dało się go zmienić - katowanie się tym niewiele by nam teraz dało, a przecież mogliśmy być całkiem szczęśliwi, teraz i tutaj, razem.
Zachichotałem cicho, podciągając się minimalnie, aby ułożyć się wygodniej na miękkim posłaniu - to wszystko było zadziwiająco naturalne, chociaż wciąż w głębi duszy wiedziałem, że granica między tym, co niewinnie przyjemne, a tym, co bezwstydne, jest cienka. Nie bałem się przyznać przed samym sobą, że sam też się rozpraszałem, jej obecność działała na mnie w sposób, którego nie potrafiłem wcześniej opanować - teraz jeszcze jakoś mi to wychodziło. Jak długo? Nie wiedziałem.
Oplotłem ją ramionami mocniej, przyciągając Prue bliżej, po czym zerknąłem na przechwycony notes, przesuwając palcem po kolejnych stronach, sprawdzając, czy wszystko zgadzało się z tym, co pamiętałem. No - przynajmniej w teorii.
- No dobsze, tak… Mosze tlochę pszesadziłem s ilością szczegółów. Nie czytaj tego. Pszeskocz palę stlon, gdy będziesz dalej zaspokajała ciekawość. - Mruknąłem, półżartem, półpoważnie, całkiem swobodnie odnosząc się do tej części naszej rozmowy, odnośnie. - Ale jusz wtedy miałaś boski tyłek, to fakty. - Nie mogłem się powstrzymać, by jej nie zaczepiać, nie podpuszczać, patrzeć na nią jak na kogoś, kto w tej chwili był absolutnie nieprzyzwoicie pociągający w tym porannym wydaniu. Uśmiechnąłem się półgębkiem, przesuwając wolną dłonią wzdłuż jej ramienia w kierunku biodra, nie odrywając jednak wzroku od notesu, bo coś tam nie grało. Była piękna, niewątpliwie, ale ja patrzyłem na kartki, ich układ na brzegu dziennika, bo wyglądały… Dziwnie. Wyglądały, jakby notes był całkowicie zapełniony, a przecież nie powinien być.
- Wiesz… - Mruknąłem cicho, przesuwając palcami wzdłuż krawędzi strony, po czym zbliżyłem się nieco, tak żeby jej włosy całkowicie oparły się na mojej twarzy, przestając łaskotać mnie w nią samymi, pojedynczymi pasmami. - Jesteś cholelnie… Seksowna. - Zrobiłem pauzę, żeby podkreślić słowo, wcale nie patrząc jej w oczy, bo notes wciąż przyciągał moją uwagę. Skupiłem wzrok na ciągach słów, przewracając kolejne strony, obserwując każdy szczegół, każdy ślad ołówka, każde zapisane słowo. - Gdy namawiasz mnie do kontlowelsyjnych posunięś, pod posolem welyfikasji, ale coś jest tu nie tak… - Dodałem, wskazując na linijki zapisków, które wyglądały, jakby przewidywały, albo wręcz planowały przyszłość, na ostatnich stronach - tych, które rzekomo miały być puste.
To stwierdzenie, jakie opuściło jej usta, brzmiało tak ciepło i jednocześnie tak przewrotnie. Mrużąc oczy, spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem, jakbym próbował ocenić, ile w tym stwierdzeniu było z prawdy, a ile z czystego, chociaż zadziornego komplementu, i odpowiedziałem, przesuwając wolną dłonią po jej ramieniu.
- Wciąsz debilem, ale twoim? - Wyrwało mi się, zanim zdążyłem się powstrzymać, chociaż wcale nie było w tym nieprawdy, łatwiej było być głupcem w jej obecności, gdy między nami pojawiła się ta nieoczekiwana, ale intensywnie głęboka bliskość, nawet jeśli dawaliśmy sobie termin ważności naszej relacji i tego, co nas łączyło. Nie było w tym nic przesadzonego, po prostu przyciągała mnie całą sobą, a ja, jak zawsze, poddawałem się temu instynktownie, bez zastanawiania się nad tym, co powinniśmy lub nie powinniśmy robić. To nie była tylko fizyczność, chociaż skóra przy skórze była niezwykle pobudzająca - to był spokój w chaosie przeszłości, otwarcie się na siebie w zupełnie nowy sposób.
Jej wzrok błądził po notatkach, a ja czułem, jak moje ręce odruchowo wędrują po jej ciele - chciałem czuć każdy centymetr jej skóry, fragment po fragmencie, odkrywając zakamarki miękkiego, ciepłego ciała kogoś, kto na tych kilka chwil należał tylko do mnie - mogliśmy leżeć tak godzinami, w tym stanie niemal idealnej bliskości, nie musząc niczego nazywać, nie musząc niczego wyjaśniać, definiować. Było w tym coś pierwotnie prostego, a jednocześnie zaskakująco intensywnego. Dokładnie tak, jak w mojej reakcji na jej kwestionowanie - westchnąłem teatralnie, gdy wspomniała o mojej staranności pisma, próbując podważyć to, że naprawdę mogłem się przy tym postarać.
- Och, umiem kaliglafować, wiesz. - Prychnąłem, unosząc ręce w geście oburzenia, chociaż w środku śmiałem się do siebie. - Mosze dawno nie pisałem nic stalannie, ale naplawdę potlafię. Pochodzę s „doblego domu”, Pludence, nie wyoblasasz sobie nawet, ile godzin spędzałem nad litelami. Umiem pisaś ładnie, stalannie, kleśliś te wszystkie szlaczki, zawijaski, ąęki… Kochanie, po plostu nigdy nie chciałem się tym pszejmowaś w naszej kolespondensji, a jusz tym balsiej w notatkach. - Mruknąłem, spoglądając na jej twarz, próbując wyłapać uśmiech lub cień rozbawienia. - Telas tesz nie płacą mi za ładne „ąę”, całe szczęście, ale jak dasz mi coś do pisania, to nawet ci to udowodnię. Ostatnie stlony są puste. - Dodałem, puszczając figlarnie oko. Zerknąłem na jej usta i włosy, na ten poranny, lekko nieposkromiony wygląd, i uśmiechnąłem się szeroko. Kto tu kogo bardziej rozpraszał?
- Jeszcze chwila i pomyślę, sze naplawdę na mnie lecisz. - Powiedziałem półszeptem, po czym przybliżyłem twarz, prawie muskając jej włosy wargami, cały czas obserwując sposób, w jaki trzymała tę jedną karteczkę. Czy cokolwiek by to zmieniło, gdyby wtedy do niej dotarła? Nie wiedziałem - być może, ale czy tak naprawdę chcielibyśmy to wiedzieć? Niektóre rzeczy powinny zostać w przeszłości, czas z pewnością nie był linearny, ale nie dało się go zmienić - katowanie się tym niewiele by nam teraz dało, a przecież mogliśmy być całkiem szczęśliwi, teraz i tutaj, razem.
Zachichotałem cicho, podciągając się minimalnie, aby ułożyć się wygodniej na miękkim posłaniu - to wszystko było zadziwiająco naturalne, chociaż wciąż w głębi duszy wiedziałem, że granica między tym, co niewinnie przyjemne, a tym, co bezwstydne, jest cienka. Nie bałem się przyznać przed samym sobą, że sam też się rozpraszałem, jej obecność działała na mnie w sposób, którego nie potrafiłem wcześniej opanować - teraz jeszcze jakoś mi to wychodziło. Jak długo? Nie wiedziałem.
Oplotłem ją ramionami mocniej, przyciągając Prue bliżej, po czym zerknąłem na przechwycony notes, przesuwając palcem po kolejnych stronach, sprawdzając, czy wszystko zgadzało się z tym, co pamiętałem. No - przynajmniej w teorii.
- No dobsze, tak… Mosze tlochę pszesadziłem s ilością szczegółów. Nie czytaj tego. Pszeskocz palę stlon, gdy będziesz dalej zaspokajała ciekawość. - Mruknąłem, półżartem, półpoważnie, całkiem swobodnie odnosząc się do tej części naszej rozmowy, odnośnie. - Ale jusz wtedy miałaś boski tyłek, to fakty. - Nie mogłem się powstrzymać, by jej nie zaczepiać, nie podpuszczać, patrzeć na nią jak na kogoś, kto w tej chwili był absolutnie nieprzyzwoicie pociągający w tym porannym wydaniu. Uśmiechnąłem się półgębkiem, przesuwając wolną dłonią wzdłuż jej ramienia w kierunku biodra, nie odrywając jednak wzroku od notesu, bo coś tam nie grało. Była piękna, niewątpliwie, ale ja patrzyłem na kartki, ich układ na brzegu dziennika, bo wyglądały… Dziwnie. Wyglądały, jakby notes był całkowicie zapełniony, a przecież nie powinien być.
- Wiesz… - Mruknąłem cicho, przesuwając palcami wzdłuż krawędzi strony, po czym zbliżyłem się nieco, tak żeby jej włosy całkowicie oparły się na mojej twarzy, przestając łaskotać mnie w nią samymi, pojedynczymi pasmami. - Jesteś cholelnie… Seksowna. - Zrobiłem pauzę, żeby podkreślić słowo, wcale nie patrząc jej w oczy, bo notes wciąż przyciągał moją uwagę. Skupiłem wzrok na ciągach słów, przewracając kolejne strony, obserwując każdy szczegół, każdy ślad ołówka, każde zapisane słowo. - Gdy namawiasz mnie do kontlowelsyjnych posunięś, pod posolem welyfikasji, ale coś jest tu nie tak… - Dodałem, wskazując na linijki zapisków, które wyglądały, jakby przewidywały, albo wręcz planowały przyszłość, na ostatnich stronach - tych, które rzekomo miały być puste.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)