19.11.2025, 14:56 ✶
Duma dumą, ale Rodolphus uważał się za cholernie inteligentnego, a domeną ludzi inteligentnych był fakt, że potrafili odpuszczać - szczególnie jeżeli sprawa, o którą mieli walczyć, była błaha. Bo to, czyja to była wina, było tak naprawdę nieistotne. Astorii nic nie było, mu również. Nie zamierzał jej w żaden sposób pociągać do odpowiedzialności za ubrudzoną koszulę, jaki był więc sens w tym, by uparcie stawiać na swoim? Być może duma, o której myślała, że schował ją do kieszeni. Bo faktycznie jeszcze te kilkanaście lat temu darłby z nią koty o to, czyja to była wina. Wtedy był młody, impulsywny, a jego ego było jeszcze bardziej wyjebane w kosmos, niż teraz. Nie potrafił się kontrolować tak, jak teraz. Wtedy uważał, że cały świat jest mu coś winien. Teraz wiedział, po tych kilku latach, że to nie świat był mu winien - on był winny światu. Był winny światu prawdę, odpowiedzi, jego celem było zadbanie o to, by uczynić ten świat lepszym. Z tym, że wybrał do tego metody, za które wylądowałby w Azkabanie, ale to był szczegół. Intencje miał czyste i naprawdę wierzył w to, co robił. A skoro miał tak dużo na głowie, to czymże była kolejna kropla czerwonego wina na białym materiale?
Jej miękki ton głosu sprawił, że na moment uniósł na Astorię spojrzenie. Przypadkowe dotknięcie palców sprawiło, że wzdłuż jego kręgosłupa przeszedł dreszcz. Przez ułamek sekundy naprawdę myślał, że spór został zażegnany i tak jak on odpuścił chwilę temu, tak Astoria odpuści ich przeszłość. A jednak tak się nie stało: kolejne buńczuczne słowa sprawiły, że nie mógł dłużej utrzymać tej maski chłodnej obojętności. Gdyby to był kto inny, wzruszyłby ramionami i po prostu odszedł, nie kłopocząc się odpowiedzią. Usta Rodolphusa wykrzywiły się nieznacznie. Zmrużył oczy na tak bezpardonowe słowa. Dupkiem? Kiedy on jej dał powód do tego, by tak mogła o nim mówić?
- Och, proszę wybaczyć - syknął jadowicie, a dłoń nieznacznie się poruszyła, jakby chciał zacisnąć ją w pięść. - Proszę wybaczyć za to, co robiłem do tej pory. Prośba o pomoc? Tak, dupkowata. Uratowanie ci życia? Jeszcze bardziej dupkowata, zapomniałem. Tak samo chamskie było podarowanie ci eliksirów, żebyś mogła szybciej wrócić do zdrowia. A może chodzi o to, że chciałem wyjaśnić z tobą przeszłość, której tak uporczywie się trzymasz? Naprawdę, jestem jednym z najgorszych chamów na świecie.
Zrobił pół kroku w jej stronę. Była od niego niższa, co nie było w zasadzie żadnym zaskoczeniem, patrząc na to jak wysoki był - przyzwyczaił się już do patrzenia na ludzi z góry. Dosłownie i w przenośni.
- Dlaczego tak bardzo nurzasz się w tym, co było? Czego się boisz, Astorio? - nachylił się nad nią, zniżając głos do szeptu, który miał dotrzeć tylko do jej ucha. Zapach Avery doprowadzał go do szału i sam nie wiedział dlaczego. - Może boisz się przyznać sama przed sobą, że się mylisz. Tkwisz w błędnym przekonaniu od lat, ale jesteś zbyt uparta, żeby to zaakceptować.
Dlaczego uważasz, że jesteś kimś, kto zasługiwałby ode mnie na tak silne uczucie, Astorio? Dlaczego twoje perfumy drażnią mnie, ilekroć je poczuję? Czemu nie mogę odwrócić wzroku, gdy rzucasz w moją stronę kolejne oskarżenia?
- Przerzucasz swoje własne odczucia na mnie - powiedział w końcu, mimowolnie unosząc dłoń do jej włosów. Machinalnie założył kosmyk ciemnych pukli za jej ucho. - Czym zasłużyłem sobie na twoją nienawiść, maskowaną nieudolnie przez uprzejme słowa i beznamiętny wyraz twarzy?
Jej miękki ton głosu sprawił, że na moment uniósł na Astorię spojrzenie. Przypadkowe dotknięcie palców sprawiło, że wzdłuż jego kręgosłupa przeszedł dreszcz. Przez ułamek sekundy naprawdę myślał, że spór został zażegnany i tak jak on odpuścił chwilę temu, tak Astoria odpuści ich przeszłość. A jednak tak się nie stało: kolejne buńczuczne słowa sprawiły, że nie mógł dłużej utrzymać tej maski chłodnej obojętności. Gdyby to był kto inny, wzruszyłby ramionami i po prostu odszedł, nie kłopocząc się odpowiedzią. Usta Rodolphusa wykrzywiły się nieznacznie. Zmrużył oczy na tak bezpardonowe słowa. Dupkiem? Kiedy on jej dał powód do tego, by tak mogła o nim mówić?
- Och, proszę wybaczyć - syknął jadowicie, a dłoń nieznacznie się poruszyła, jakby chciał zacisnąć ją w pięść. - Proszę wybaczyć za to, co robiłem do tej pory. Prośba o pomoc? Tak, dupkowata. Uratowanie ci życia? Jeszcze bardziej dupkowata, zapomniałem. Tak samo chamskie było podarowanie ci eliksirów, żebyś mogła szybciej wrócić do zdrowia. A może chodzi o to, że chciałem wyjaśnić z tobą przeszłość, której tak uporczywie się trzymasz? Naprawdę, jestem jednym z najgorszych chamów na świecie.
Zrobił pół kroku w jej stronę. Była od niego niższa, co nie było w zasadzie żadnym zaskoczeniem, patrząc na to jak wysoki był - przyzwyczaił się już do patrzenia na ludzi z góry. Dosłownie i w przenośni.
- Dlaczego tak bardzo nurzasz się w tym, co było? Czego się boisz, Astorio? - nachylił się nad nią, zniżając głos do szeptu, który miał dotrzeć tylko do jej ucha. Zapach Avery doprowadzał go do szału i sam nie wiedział dlaczego. - Może boisz się przyznać sama przed sobą, że się mylisz. Tkwisz w błędnym przekonaniu od lat, ale jesteś zbyt uparta, żeby to zaakceptować.
Dlaczego uważasz, że jesteś kimś, kto zasługiwałby ode mnie na tak silne uczucie, Astorio? Dlaczego twoje perfumy drażnią mnie, ilekroć je poczuję? Czemu nie mogę odwrócić wzroku, gdy rzucasz w moją stronę kolejne oskarżenia?
- Przerzucasz swoje własne odczucia na mnie - powiedział w końcu, mimowolnie unosząc dłoń do jej włosów. Machinalnie założył kosmyk ciemnych pukli za jej ucho. - Czym zasłużyłem sobie na twoją nienawiść, maskowaną nieudolnie przez uprzejme słowa i beznamiętny wyraz twarzy?