19.11.2025, 20:48 ✶
Parsknęła cichym stłumionym śmiechem na te zapędy Peregrinusa, bo przecież kurz nigdy nie był dla niej problemem. Żeby coś było problemem, trzeba było to najpierw dostrzegać. CHociaż i tutaj… nauczyła się przez lata ignorować swoje zwidy, nauczyła się przez lata ignorować wiele rzeczy.
Poszła za nim, szczęśliwa z obecności kogoś, komu mogła powiedzieć, żę jest pojebana, a ten jej nie wygonił, ani nie wyśmiał. To znaczy… Podobny układ miała z Tommy’m. Podobny z Liszkiem… I wszystko diabli wzięli kurwa mać. Czasami autentycznie zastanawiała się, czy nie powinna zaszyć sobie cipy, żeby ta nie przeszkadzała jej w życiu za bardzo. I jebnąć sobie bliznę przez ryj, a nie na plecach. Chociaż akurat niektórzy lecieli na blizny. Na przykład ona.
Sapnęła gniewnie na własne rozkminy, gdy padło pytanie Peregrinusa.
Kurwa
- O pokój na tym pojebanym świecie walczymy. Czaisz, że ludzie tak się zesrali po Spalonej, że nie chodzą do szpitala, bo się boją czystokrwistych lekarzy? - Niektórzy nie mogli chodzić do Munga. Mugolacy, którzy swoje oberwali… stany lękowe, klątwy i wszechobecny kaszel. Czy to wystarczy Peregrinusowi za wyjaśnienie?
mać
- A Ty Grin? Gdybyś miał możliwość dokopać Śmierciuchom? Zrobiłbyś to? Gdybyś miał okazję pozostawić świat choć trochę lepszym miejscem? Chciałoby Ci się ruszyć dupę poza Prawą Czasu? Pobawić się w anioła miłosierdzia, gdy wszystko płonie wkoło? - Miała w uszach doskonale słowa Geraldine, pytającą ją po co się narażała, skoro miała wolne. To pytanie wracało do niej bumerangiem. Czy ktoś da Ci medal? Czy ktoś znajdzie podziękowanie warte narażania życia? Czy krew powinna decydować o tym komu pomóc? Komu wpierdolić? Kto winny, kto niewinny? Ogień tamtej nocy nie patrzył komu dopierdala, a jej się przydało pomóc nie tylko mugolakom, nie tylko półkrwistym zagubionym. W jej ręce wpadła też i Lana Dolohov kuzynka wielkiego Dolohova. Nie oczekiwała nagrody. Ale patrząc na Peregrinusa myślała, że gdyby miała dostać jakąkolwiek nagrodę za to co się odjebywało w spaloną i jak na zwolnieniu lekarskim na głowę od tego czasu pracowała za troje, gdyby miała dostać cokolwiek, to potwierdzenie z jego pięknych, szlachetnych ust, że nie jest kurwiem wierzącym w Czarnego Kutasiarza.
Zamrugała oczyma i uciekła wzrokiem w stronę dekoracji czyniących pokój tak bardzo PEregrinusowym, jakby rozcięła mu pierś i ukryła się gdzieś pod żebrami. Była przekonana, że w środku Peregrinus też tak wygląda. Żadne flaki i krew. Starożytne zapiski i atrament. Tak było.
Skinęła głową.
- Dawaj wróżbę, miejmy to za sobą. Powiedz którego mam wybrać. Może żadnego? Może tak byłoby najlepiej? - Ruchanie było proste. Ruchanie nie musiało angażować uczuć. Tu było tego wszystkiego aż nadto…Umoczyła usta w herbacie, ale cóż powiedzieć więcej, że subtelna alkoholowa wkładka zmotywowała ją skutecznie, by wypić gorący napar na hejnał.
Poszła za nim, szczęśliwa z obecności kogoś, komu mogła powiedzieć, żę jest pojebana, a ten jej nie wygonił, ani nie wyśmiał. To znaczy… Podobny układ miała z Tommy’m. Podobny z Liszkiem… I wszystko diabli wzięli kurwa mać. Czasami autentycznie zastanawiała się, czy nie powinna zaszyć sobie cipy, żeby ta nie przeszkadzała jej w życiu za bardzo. I jebnąć sobie bliznę przez ryj, a nie na plecach. Chociaż akurat niektórzy lecieli na blizny. Na przykład ona.
Sapnęła gniewnie na własne rozkminy, gdy padło pytanie Peregrinusa.
Kurwa
- O pokój na tym pojebanym świecie walczymy. Czaisz, że ludzie tak się zesrali po Spalonej, że nie chodzą do szpitala, bo się boją czystokrwistych lekarzy? - Niektórzy nie mogli chodzić do Munga. Mugolacy, którzy swoje oberwali… stany lękowe, klątwy i wszechobecny kaszel. Czy to wystarczy Peregrinusowi za wyjaśnienie?
mać
- A Ty Grin? Gdybyś miał możliwość dokopać Śmierciuchom? Zrobiłbyś to? Gdybyś miał okazję pozostawić świat choć trochę lepszym miejscem? Chciałoby Ci się ruszyć dupę poza Prawą Czasu? Pobawić się w anioła miłosierdzia, gdy wszystko płonie wkoło? - Miała w uszach doskonale słowa Geraldine, pytającą ją po co się narażała, skoro miała wolne. To pytanie wracało do niej bumerangiem. Czy ktoś da Ci medal? Czy ktoś znajdzie podziękowanie warte narażania życia? Czy krew powinna decydować o tym komu pomóc? Komu wpierdolić? Kto winny, kto niewinny? Ogień tamtej nocy nie patrzył komu dopierdala, a jej się przydało pomóc nie tylko mugolakom, nie tylko półkrwistym zagubionym. W jej ręce wpadła też i Lana Dolohov kuzynka wielkiego Dolohova. Nie oczekiwała nagrody. Ale patrząc na Peregrinusa myślała, że gdyby miała dostać jakąkolwiek nagrodę za to co się odjebywało w spaloną i jak na zwolnieniu lekarskim na głowę od tego czasu pracowała za troje, gdyby miała dostać cokolwiek, to potwierdzenie z jego pięknych, szlachetnych ust, że nie jest kurwiem wierzącym w Czarnego Kutasiarza.
Zamrugała oczyma i uciekła wzrokiem w stronę dekoracji czyniących pokój tak bardzo PEregrinusowym, jakby rozcięła mu pierś i ukryła się gdzieś pod żebrami. Była przekonana, że w środku Peregrinus też tak wygląda. Żadne flaki i krew. Starożytne zapiski i atrament. Tak było.
Skinęła głową.
- Dawaj wróżbę, miejmy to za sobą. Powiedz którego mam wybrać. Może żadnego? Może tak byłoby najlepiej? - Ruchanie było proste. Ruchanie nie musiało angażować uczuć. Tu było tego wszystkiego aż nadto…Umoczyła usta w herbacie, ale cóż powiedzieć więcej, że subtelna alkoholowa wkładka zmotywowała ją skutecznie, by wypić gorący napar na hejnał.