• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda

[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
20.11.2025, 00:23  ✶  

Nie lubiłem Rumunii. Mówiłem to już kiedyś? Ach, tak - jakieś pierdylion razy wcześniej, otwarcie nazywając ją turystyczną namiastką prawdziwego mrocznego miejsca, ezoterycznym lunaparkiem, naprawdę syfiastym miejscem, które najwyraźniej, mimo tej całej nekroturystyki, nie stawiało na rozwój gastronomii. Baru nie było widać, pubu też nie, nawet cienia zajazdu, gdyby to była Polska w 2025 roku, nie mieliby tu nawet Żabki, a Żabki, jak wiadomo, były wszędzie. Wszędzie, tylko nie tutaj. Mżawka kleiła mi się do karku jak lepka pajęczyna, a rozmowa z Geraldine otwierała na oścież to, co wolałem trzymać zamknięte na wszystkie zasuwy. Wsunąłem dłonie pod pachy, idiotycznie wierząc, że to miało powstrzymać chłód, który nie miał nic wspólnego z rumuńską nocą. Deszcz robił z ulic potoki, a ja miałem wrażenie, że stoję w miejscu, które samo z siebie nigdy mnie nie chciało. Wampirza Stolica Europy zawsze brzmiała jak zła decyzja, nie bez powodu krytykowałem ją przy Prue, a teraz dodatkowo odbijała mi moje najgorsze myśli w twarz. Przewróciłem oczami, kiedy Geraldine rzuciła tym swoim „sorry, brzmiałeś tak, jakbyś chciał”. No pewnie, że brzmiałem - nie dlatego, że miałem potrzebę wygrać zawody na dramaty, tylko dlatego, że czasem człowiekowi puszczały hamulce i sypał z siebie to, co leżało w środku.

Słowa o pracy razem wślizgnęły mi się pod skórę - zie z zaskoczenia, chociaż tak - byłem zaskoczony, raczej z tym cichym, uporczywym instynktem, który mówił, że faktycznie pasowaliśmy do siebie, jak dwie strony tej samej, poobijanej monety. Dwa temperamenty, które albo mogły stworzyć coś skutecznego, albo wybuchnąć, ale przynajmniej w terenie, nie w ciasnym korytarzu z hebanową podłogą za miliard galeonów.

- Wiem, sze nie połoszyłabyś mi loboty. Ale i tak wiesz, sze połowa planu polegałaby na tym, szebyśmy się nie pozaszynali o metodę działania, plawda? - Kącik ust mi drgnął, pierwszy raz tego wieczoru, naprawdę szczerze. Tak, skłamałbym, gdybym powiedział, że nie pociągała mnie ta wizja - mogła być sposobem na rozwiązanie części moich problemów, tego ich fragmentu, który jednak stanowił zasłonę dymną dla czegoś znacznie większego, gorszego.

- Ofelta do pszemyślenia… Dobla, pszyjmuję to. Pszemyślę. - Nie było sensu udawać, że mnie to nie ruszyło - ruszyło, praca w duecie z kimś, kto faktycznie ogarniał, a nie z desperatem, który chciał zrobić szybki zarobek i umrzeć głupio… To byłby luksus. Brzmiało to jak żart, ale nie do końca nim było.

A potem padło to, czego się spodziewałem - nie powiedziałem nikomu, nie dałem im szansy zobaczyć, że coś się ze mną dzieje, pierdoliłem głupoty. Zwyczajnie skinąłem głową. Oboje wiedzieliśmy, że zmiana nawyków to nie przychodziła łatwo - to nie jest tak, że nagle powiem któremuś z chłopaków „hej, chyba mi się psuje głowa, naprawcie mnie.”

- Wiem, sze pieldolę. - Mruknąłem, tonem człowieka przyłapanego na fakcie. Ramiona mi opadły, zmęczone tą całą nocą, Rumunią, własną głową. - Ale tak mnie nauczono szyś, a to nie pszechodzi ot tak, s dnia na dzień.

To uderzało najmocniej - to, że odebrałem komuś, komu obiecywałem coś innego, możliwość wyboru. Nie zamierzenie, nie z okrucieństwa, tylko z panicznego przeświadczenia, że zrobię jej krzywdę, jeśli zostanę. Paradoks gorszy niż każda klątwa. Ale Geraldine miała rację w jednym punkcie - tym, który gryzł mnie najbardziej - spytała, czy Sunny kazała mi się zmieniać, czy czegoś wymagała, a ja parsknąłem czymś, co nie było śmiechem, ale miało jego cień. Fakty - dziś od nich nie uciekaliśmy.

- Nie. - Prychnąłem gorzko, przyznając jej rację w najgorszy sposób, jaki można było komuś przyznać rację.

W tym właśnie był problem - nie wymagała niczego, po prostu była, a ja cały czas patrzyłem, ile jeszcze mogę jej zabrać, zanim zacznie mnie o coś prosić - nie zaczęła, prócz tej jednej obietnicy, którą złamałem, porzucając ją z dnia na dzień. Potarłem palcami zmokłą brodę, ta myśl była jak świeca w pustym pokoju - płonęła jasno, ale niczego nie oświetlała. Powinienem, tak - powinienem pozwolić jej zdecydować, czy chce zostać przy czymś tak niepewnym, jak moje jutro, przy kimś, kto gryzł, warczał i szarpał w najbardziej nieoczekiwanych momentach, wcale tego nie chcąc, z osobą z „potencjałem, by kiedyś umieć dać jej to, na co zawsze zasługiwała”. Ale nie pozwoliłem - zrobiłem to po swojemu, po staremu, po omacku. Zniknąłem na własnych warunkach, jak kutas. Nie tylko dla jej dobra, a dlatego, że byłem przerażony, jak rzadko kiedy. Geraldine mówiła, a ja miałem wrażenie, że im dłużej trwała ta rozmowa, tym bardziej rozbierała mnie z tych wszystkich warstw, którymi przykrywałem się od lat, nie miałem nawet niczego, po co mógłbym sięgnąć, żeby wrócić do starego stylu obrony - przeklęta trzeźwość. Spojrzałem w bok, w ciemność, która była bardziej znajoma niż ludzie, którzy próbowali mnie z niej wyciągnąć. Dla takich jak my ziemia zawsze była trochę za miękka, za grząska, trochę zbyt łatwa do zawalenia się pod stopami.

- Wiesz, sze nie chodzi o to, sze uwaszam się za jakiegoś pieldolonego bohatera tlagisznego. - Zacząłem, zgarniając mokre włosy z czoła. Chciałem się uśmiechnąć, ale wyszedł mi tylko krótki, szorstki wydech. - To… Statystyka. Chodzi o to, sze jusz las stlaciła naszeszonego, widziała, jak to jest. Jak człowiek idzie do placy i wlaca w dlewnianej skszyni. Ja znam statystyki. Tym znasz statystyki. My wszyscy je znamy. To się kończy w ziemi. To jest plosta dloga, wydeptana przez setki takich jak ja. - Skrzywiłem się, bo nie lubiłem tych wyznań, nie lubiłem czuć, że one są prawdziwe. - A nie chcę, szeby płaciła dlugi las za to, sze wzięła sobie niestabilnego faceta s klótką datą waszności. Dopielo co zaczęła znowu szyś, a minęły lata, odkąd zginął.

A ja? Ja byłem statystycznie gorszym pomysłem niż tamten auror. Ujmując z równania bycie na celowniku popleczników Voldemorta, nadal miałem swój pakiet - łamałem klątwy, grzebałem w rzeczach, które już z definicji chciały zabić, pieczętowałem różne gówna, byłem chodzącym eksperymentem, który próbował robić rzeczy dokładnie odwrotnie do instrukcji obsługi. Wątpliwa inwestycja na przyszłość.

Okolica pachniała dymem i przemokniętą ziemią, westchnąłem i wbiłem wzrok w mokry chodnik przed nami. Spojrzałem na deszczową ulicę - w ciemną, gęstą, obcą noc, bez wątpienia kolejną pełną bezsennych godzin. Rumunia dusiła mnie swoją martwą ciszą, bez baru, bez hałasu, bez niczego, czym mógłbym przepłukać gardło i myśli.

- Jak miałbym spojsześ jej w oczy i powiedzieś „zalysykuj jeszcze las. Zalysykuj ze mną. Zalysykuj dla mnie. Jak mi odpieldoli albo umlę, to trudno, przynajmniej splóbowaliśmy.” Jak. Mam. To. Powiedzieś? - Odetchnąłem, jakbym ciął powietrze nożem. - Wiesz, ilu moich znajomych zostało tylko pszypisami w alchiwach? Na pewno wiesz.

Miałem tysiące powodów, by nie wracać, nie próbować tego spierdolić moim naprawianiem popełnionych błędów - to nie było tylko „zostawiam ją dla jej dobra”, to było również „nie zabieram jej kolejnych kilku lat życia” i setki czegoś, co teraz, przy Geraldine, brzmiało, jak wymówki.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (10524), Geraldine Greengrass-Yaxley (7846)




Wiadomości w tym wątku
[5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 14:14
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2025, 14:53
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 17:10
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2025, 20:46
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 02:03
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.11.2025, 12:23
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 16:02
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.11.2025, 18:53
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 00:23
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 01:17
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 14:06
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 15:42
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 20:28
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.11.2025, 22:30
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 01:41
RE: [5/10/72] You'll get the green light, I'll get the old door in the face| Benjy, Gerda - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.11.2025, 18:58

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa