20.11.2025, 05:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2025, 05:21 przez Atreus Bulstrode.)
- Coś o tym wiem. Rok i koniec zabawy. Bardzo chciałbym powiedzieć, że dlatego iż chodziły słuchy o łatwym zaliczeniu, ale niestety to było coś z rodzinnej powinności - wymruczał z pewnym grymasem na twarzy, chociaż ciężko było powiedzieć czy kierowany on był do wspomnień z zakurzonej i zaciemnionej sali do wróżbiarstwa, czy może do samych fusów w filiżance które z oporem poddawały się interpretacji. A może odnosił się tak samo do jednego, jak i do drugiego.
- Iks mi się kojarzy z mapą skarbów. Piraci i takie tam - ale to niestety nie był iks, z którego można było sobie zrobić zabawę w zgadywanki. Im dłużej patrzył na ciemne kształty, tym bardziej przypominały ono to nieszczęsne zwierzę. Znaczy smoki bywały majestatyczne i straszliwe, ale Atreus niezbyt był pasjonatem magicznych stworzeń. Były. To tyle. - Tak. Idziemy z Brenną - odpowiedział, wreszcie z westchnięciem odstawiając swoją filiżankę na spodeczek. - A ty się wybierasz? Może będzie okazja się wspólnie przekonać, czy faktycznie latają tam jakieś smoki? - zapytał, uśmiechając się do niej zaczepnie i na nowo zakładając dłonie za kark, kiedy rozparł się na krześle. - Aj już bez przesady. Yaxleyowie tak uwielbiają latać z wywieszonym językiem za wszystkim, co się rusza, ze zebraliby wszystkich weselników na wielką wyprawę na smoka. A Rowle'owie pewnie by ich potem próbowali odstrzelić, jeśli tego smoka faktycznie udałoby im się złapać. - dla niego to było niesamowicie zabawne, że rodzina łowców magicznych stworzeń mieszkała na terenie jednego z największych rezerwatów na terenie wysp, a który z kolei należał do zupełnie innego rodu. Jak oni się tam jeszcze nie pozabijali, to nie był pewien. Ale może najwyraźniej niezwykle się lubili, albo przez dekady funkcjonowania przez płot, nauczyli się siebie przynajmniej tolerować.
- Iks mi się kojarzy z mapą skarbów. Piraci i takie tam - ale to niestety nie był iks, z którego można było sobie zrobić zabawę w zgadywanki. Im dłużej patrzył na ciemne kształty, tym bardziej przypominały ono to nieszczęsne zwierzę. Znaczy smoki bywały majestatyczne i straszliwe, ale Atreus niezbyt był pasjonatem magicznych stworzeń. Były. To tyle. - Tak. Idziemy z Brenną - odpowiedział, wreszcie z westchnięciem odstawiając swoją filiżankę na spodeczek. - A ty się wybierasz? Może będzie okazja się wspólnie przekonać, czy faktycznie latają tam jakieś smoki? - zapytał, uśmiechając się do niej zaczepnie i na nowo zakładając dłonie za kark, kiedy rozparł się na krześle. - Aj już bez przesady. Yaxleyowie tak uwielbiają latać z wywieszonym językiem za wszystkim, co się rusza, ze zebraliby wszystkich weselników na wielką wyprawę na smoka. A Rowle'owie pewnie by ich potem próbowali odstrzelić, jeśli tego smoka faktycznie udałoby im się złapać. - dla niego to było niesamowicie zabawne, że rodzina łowców magicznych stworzeń mieszkała na terenie jednego z największych rezerwatów na terenie wysp, a który z kolei należał do zupełnie innego rodu. Jak oni się tam jeszcze nie pozabijali, to nie był pewien. Ale może najwyraźniej niezwykle się lubili, albo przez dekady funkcjonowania przez płot, nauczyli się siebie przynajmniej tolerować.